Widziałam łzy matki, która straciła dziecko

18 października 2016

mvi_1449-00_01_50_09-still005

Nie ma smutniejszych i cięższych łez niż te, które płyną z oczu matki, która straciła dziecko. Jej płacz zawsze będzie wołaniem o niemożliwe, jej żal zawsze będzie niewysłowiony, a rana w jej sercu już na zawsze pozostanie nieuleczona. Jednak te łzy mają wartość. Mimo że niepłodności nie widać, to właśnie po nich czasami poznamy matkę, która jest nią dotknięta. Ale tylko czasami.

Co można powiedzieć matce, która traci dziecko? Jak można ją pocieszyć? Niewiele da się zrobić i nie ma takich słów, które wynagrodzą jej cierpienie. Wystarczy przy niej być, to wiele dla niej znaczy.

15 października był dniem zimnym i wietrznym, naprawdę nieprzyjemnym. Tak się jednak złożyło, że to właśnie tego dnia był dzień dziecka utraconego. I tak się też złożyło, że to właśnie tego dnia po raz pierwszy w życiu zobaczyłam łzy matki, która straciła dziecko.

Niepłodności nie widać.

Możemy o niej mówić, możemy o niej informować, uczyć się, badać się pod jej kątem, ale nigdy nie zobaczymy jej gołym okiem. Kiedy staną przed Tobą dwie kobiety, jedna z dwójką, a druga z trójką dzieci, o której z nich powiesz, że jest niepłodna? Widzisz, ja też nie wiem.

Ciężko się mówi o tematach tak niewygodnych i krępujących, tym bardziej więc mówić o nich trzeba, głośno i wyraźnie. Właśnie dlatego zdecydowałam się poświęcić kilka godzin tego szczególnego dnia, tej zimnej i wietrznej soboty, żeby w kameralnym gronie blogerek i dziewczyn z redakcji gazety Chcemy być rodzicami mówić o tym, co ważne. I dowiedzieć się, jak mogę przekazać to moim czytelnikom.

Co mogę wam dziś zatem powiedzieć? Tym razem kilka podstaw, które, każda na swój sposób, dość mocno mnie zaskoczyły.

Że niepłodność męska i żeńska jest chorobą, którą się leczy i której definicja WHO obejmuje również brak poczucia komfortu w życiu.

Że niepłodność to nie to samo, co bezpłodność i tych pojęć absolutnie nie można ze sobą mylić, bo podczas gdy niepłodność oznacza, że można się leczyć i wciąż istnieją szanse na dziecko, bezpłodność tych szans nie daje i jest jak wyrok.

Że niepłodność możemy leczyć też zdrowym odżywaniem i zdrowym trybem życia, do czego powinien nas dodatkowo motywować fakt, że postępująca niepłodność u mężczyzn dotyczy tylko rasy kaukaskiej, czyli tej, która żyje w najbardziej cywilizacyjnie pędzącym świecie.

Że niepłodność dotyczy tylko kobiet jedynie w przypadku, kiedy mamy do czynienia z parą lesbijek. Jeżeli o dziecko stara się kobieta i mężczyzna, oboje powinni się zbadać i oboje powinni o siebie dbać, bo prawdopodobieństwo, że niepłodne będzie jedno z nich, wynosi równo 50%.

Że niepłodność dotyczy co piątej polskiej pary. Czyli jeżeli postawimy przed sobą 100 osób, czyli 50 par, to dwadzieścia z nich, czyli 10 par, będzie niepłodne. To daje do myślenia.

Że adopcja nie jest dla każdego i nie jest rozwiązaniem na wszystkie problemy związane z niepłodnością.  Nie jest lekiem na cale zło, nie jest lekiem w ogóle. Żeby być do niej gotowym, trzeba sobie przede wszystkim najpierw poradzić z faktem, że istnieje duże prawdopodobieństwo, że nigdy nie będzie się miało biologicznych dzieci. Niektórzy nigdy nie będą na to gotowi.

I tak, metoda in vitro leczy niepłodność.

To tylko kilka informacji, które być może sprawią, że komuś łatwiej lub trudniej będzie podjąć decyzję o walce z niepłodnością. Jedno wiem na pewno: łzy matki, która straciła dziecko, łamią mi serce. Z wielkim trudem wypuściłam w niebo białe balony symbolizujące kolejne utracone dzieci. Mogę się tylko domyślać jak ciężka jest to walka i mogę się modlić, żeby nigdy mnie nie dotknęła, chociaż pewności nigdy nikt mi nie da.

Jeżeli szukasz informacji o niepłodności, bo ten problem dotyczy bezpośrednio Ciebie lub kogoś z Twojego otoczenia, z olbrzymią pomocą może Ci przyjść gazeta Chcemy być rodzicami, pokazująca wszystkie możliwe drogi do rodzicielstwa. Jeżeli wolisz zachować dyskrecję, możesz zamówić jej elektroniczną formę. Ja to zrobiłam, bo w życiu biorę pod uwagę wszystkie opcje.

I, jak nigdy, proszę: udostępnij ten wpis. Bardzo bym chciała, żeby dotarł do jak największej liczby ludzi, którzy starają się o ten największy cud świata, jakim jest dziecko.

pharma2

pharma4

pharma3

Podobne wpisy

  • anja

    Kochana….cokolwiek by nie wypłynęło z nawet najbardziej bliskich Ci ust, naprawdę nie jest w stanie nic zrobić. NIC. czymże są słowa: wszystko będzie dobrze, kiedyś zapomnisz, zobaczysz będzie lepiej….nie będzie. Długo nie mogliśmy zajść w drugą ciążę. Nie dlatego, że się nie udawało. Tylko dlatego, że pierwsza tak namieszała w moich hormonach, tarczycy, że byłam jedną nogą na tamtym świecie. Tarczyca poczyniła wielkie pustki i zniszczenia w moim organizmie. Trzustka, wątroba, układ krążenia, oczy, włosy, wahania wagi od minus 30 w 3 miesiące do plus 30 w pół roku….wymieniać dalej…? Wtedy, skupiona na swoim własnym leczeniu i wielkiej, ogromnej woli życia dla swojej małej córeczki, nawet nie myślałam o drugim dziecku. Chciałam być. Po prostu. Minęło kilka długich, ciężkich dla nas wszystkich lat….choroba po ciężkim leczeniu została opanowana na tyle, że dostaliśmy zielone światło od lekarza na kolejne dziecko. Mimo ciężkich przeżyć mojego ciała udało nam się za pierwszym razem. Jeden cykl i dwie kreski. Radość niesamowita. Listopad 2015. Pomalutku przygotowania świątecznych dekoracji, w środku, w sercu wielka, ogromna miłość do małego fasolka we mnie. Córeczka (wtedy 6,5 letnia) wniebowzięta. Samopoczucie cudowne, ciążę znoszę wzorowo. Zero nudności, zero innych dolegliwości. Badania ok. Przychodzi grudzień. Pierwszy jego dzień. I krew. Lekkie plamienie. Oddycham głęboko. Dzwonię do lekarki. Jadę. Dostaję tabletki na podtrzymanie i leże 14 kolejnych dni właściwie bez ruchu….Kontrola….Po badaniu słyszę słowa, które do tej pory powodują skurcz żołądka: „bardzo mi przykro…..wypiszę pani skierowanie do szpitala…” Nie wiem jak wracam do domu. Córka w szkole. Jeszcze rano miała brata, była starszą siostrą….co ja jej powiem?! 16.12.2015r. Kładą mnie na stół. Zasypiam z Nim. Budzę się już sama. Naćpana lekami nie bardzo ogarniam sytuację. Wracam do domu i dopiero do mnie dociera. Wyję całe godziny, dni, tygodnie. Święta są koszmarem. Co mam świętować? Z czego się cieszyć? Jezus się urodził a moje dziecko nie żyje! Córka nie radzi sobie z utratą brata. Wpada w histerie bez powodu. Staram się już przy niej nie płakać. Ale się nie da. Często płaczemy razem. Dzień, w którym urodzić miał się Leoś był tak ciężki, że niewiele pamiętam. Jedynie łzy i przeszywający klatkę piersiową ból. Ból pękniętego serca matki, która straciła Synka. Za chwilę minie rok. 3 dni temu pierwszy raz zapaliłam lampkę dla Synka. A moja Córeczka dla Brata. Jest ciężko. Czas nie leczy ran. Słowa ludzi też nie. Zdarzają mi się dni, że leżę w łóżku cały dzień i tylko płaczę. Mąż tylko siada obok i przytula. Wie, że żadne słowa nie pomogą. W tym roku drugie święta bez Ciebie, Syneczku. Głęboko wierzę, że czuwasz nad nami, że mamy najlepszego Anioła Stróża pod słońcem. Chociaż wiele bym dała, żebyś był tu z nami, na ziemi. I choćby minęło 50 lat nadal będę pamiętać….