Jest jeden rodzaj matki, która jest moją bohaterką

10 listopada 2016

ngspc_0033Jest jeden rodzaj matki, która jest moją bohaterką. Cichą bohaterką dnia codziennego, nienarzekającą, niewyróżniającą się z tłumu, z pozoru taką samą, jak wszystkie inne matki. Nie ma tego wypisanego na twarzy, na dłoniach, ani nigdzie indziej. Nie wybrała sama dla siebie takiego losu, to życie zdecydowało za nią.

To samotna matka.

Być może już od początku ciąży była sama, bez wsparcia ojca dziecka, może nawet bez wsparcia rodziny. Być może urodziła sama i już od okresu niemowlęcego była sama. Przez wszystko, co najtrudniejsze, przeszła sama. A teraz całe wychowanie i codzienność w pieluchach spoczywają tylko na niej.

Być może życie potoczyło się inaczej, może w związku coś się nie udało, może jest sama z miliona innych powodów, to nie ma dla mnie znaczenia. Ja, z mężem przy boku, ze wsparciem rodziny i znajomych, chylę czoła przed samotną matką.

Jesteś dla mnie, kobieto, siłaczką!

Kiedy sama jedziesz po zakupy i do lekarza, sama robisz wszystko w domu, sama codziennie karmisz, kąpiesz, ubierasz i usypiasz swoje dziecko, sama wstajesz do niego w nocy nie mogąc liczyć na szturchnięcie w żebra partnera i zwyczajne „Teraz twoja kolej”, sama bierzesz na siebie cały trud wychowania.

Kiedy nie możesz odpocząć, kiedy Ci ciężko, kiedy wiesz, że nie ma zmiłuj, bo nikt Cię nie zastąpi.

Kiedy masz wyrzuty sumienia, bo wiesz, że musisz być matką i ojcem w jednym i kiedy masz kompleksy, że Twojemu dziecku może czegokolwiek brakować, bo Twoje środki finansowe są ograniczone. Kiedy masz świadomość, że już nigdy Twój maluch nie będzie miał pełnej rodziny w klasycznym tego słowa znaczeniu.

Kiedy musisz być jednocześnie złym i dobrym policjantem, kiedy nie masz możliwości wyjść i dać upustu emocjom i brakowi cierpliwości, bo nie zostawisz dziecka samego. Kiedy czujesz się rozerwana, bo kochasz najbardziej na świecie, a musisz też pokazać charakter.

Kiedy upadasz i znowu się podnosisz, a nikt nie podaje Ci ręki.

Jesteś twarda jak nikt inny, jak żadna inna kobieta, jak żadna inna matka i wiem, że nie chcesz litości. Dostałaś od życia solidnie w kość i pokazujesz, że jak się nie ma wyboru, można góry przenosić.

U Ciebie nie ma miejsca na błąd, na słabość, na gorsze dni. Nie jesteś gorszą matką, a Twoje dziecko nie jest gorszym dzieckiem. W moich oczach oboje jesteście bohaterami i oboje macie prawo do szczęścia i normalności.

Jesteś fajterką. Kiedy mam słabszy dzień, myślę o Tobie i wiem, że Ty byś się nie poddała. Myślę o Tobie, kiedy mój mąż dźwiga za mnie zakupy, robi w domu drobne, ale potrzebne naprawy, kiedy zostaje sam z naszym synkiem, żebym mogła mieć czas dla siebie. W moim pojęciu nie mieści się, jak może tego wszystkiego w życiu zabraknąć. W Twoim zabrakło, a Ty wciąż idziesz do przodu, jak czołg, jak lodowiec. Niezmiennie silna i wytrwała.

Upychasz pelerynę superbohatera pod rozciągniętą bluzką i dresem, ale ona tam jest. Obie o tym wiemy.

Podobne wpisy

  • Mam podobne przemyślenia. Zawsze kiedy zostaję z Zo sama na weekend (co zdarza się bardzo rzadko) albo kiedy w pojedynkę muszę z nią gnać do lekarza, albo po prostu zostać w domu z powodu choroby, myślę sobie o tych samotnych matkach. Rany boskie, jak one mają przerąbane, a mimo tego nie raz ogarniają rzeczywistość lepiej niż np. ja, a do tego nie marudzą jak inne dziewczyny, niekiedy bezdzietne;)

  • adia

    Ryczę bo… jestem samotną matką i ten wpis pokazał mi stronę której na co dzień nie widzę. W całym tym kołowrotku codziennych obowiązkach to jest po prostu normalne. Nie ma innego wyjścia. Trzeba iść do przodu. Trzeba wstawać. Walczyc. Mimo fizycznego bólu choćby kręgosłupa ktory buntuje się kiedy zakładam na siebie te wszystkie torby, które pewnie ważą połowę tego co ja sama. Nie jestem silna. Nie jestem lodowcem. Ale jestem mamą i najzwyczajniej w świecie nie mam innego wyjścia. Jest ciężko. Cholernie ciężko. Absolutnie nie czuję się bohaterem.

  • Tak, samotna matka to bohaterka! Ja jestem jedną z dwóch córek takiej samotnej matki 🙂

  • Lillium

    Mam tak samo jak adia… Po przeczytaniu Twojego wpisu po prostu pękłam. Siedzę i ryczę.
    Tak już czasem jest, że los i nasze decyzje wystawiają nas na ogromną próbę.
    Bardzo daleko mi do idealnej matki. Nie mam na błysk ogarniętego mieszkania, czasem nie zmywam na koniec dnia tylko siedzę na podłodze z młodym lub chodzimy sobie po mieście. Często marudzę. Czasem nie wiem co robić. Prawie codziennie walczę ze sobą żeby się najzwyczajniej w świecie nie załamać, a jest to trudne. Ogólnie takie życie jest trudne. Mój synek ma 20 miesięcy i jest naprawdę mądrym chłopcem, a drugi synek urodzi się już w lutym. Nie chcę z siebie robić nie wiadomo kogo. Czasem nie ma po prostu z kim porozmawiać, komu przez chwilę się wypłakać żeby się oczyścić i ruszyć dalej. Ruszyć nie dlatego, że muszę bo mam dzieci, tylko dlatego, że tak bardzo chcę być dla nich najlepsza. Bo mają w tym momencie tylko mnie.
    Jestem samotną matką i nie czuję się bohaterką. Bo jest nią każda matka. Każda z nas drogie Panie. Uwierz mi Magdo, że Ty też dałabyś radę.

  • Olga

    Tez sie pobeczalam…Nie jestem samotną matką (tak dosłownie) bo mam męża,bardzo pragnęłam dziecka mąż wręcz przeciwnie,ale „zrobił to dla mnie” dlatego teraz słysze „sama chciałaś” więc sama sobie z tym radze nigdy nie wstawal w nocy jestem z synem dzien i noc mąż pracuje albo śpi wiem,ze robi to dla nas.Nie mam tu nikogo, na nikogo nie moge liczyc, bariera językowa,brak znajomych sprawił, że czuje się samotna i jest ciezko.Wszystko spadlo na moje barki. Dziecko wczesniak ahh…dlugo by pisac.Potrzebuje resetu chocby na godzine.Brakuje mi ludzi i zeby ktos powiedzial „świetnie sobie poradziłaś”…

    • Hania

      To ja Ci powiem – świetnie sobie poradziłas! Wiem ile pieluch zmieniłaś i ile razy przebrała swojego synka. Nie znamy się a jednak… Ja też czuje samotna i dziś chce mi się płakać. Mój synek już spi, a ja leżę i myślę o tym jak dam sobie radę sama ze sobą. Mąż jest i nie zamienił ze mną nawet jednego zdania. Wrócił z pracy i nie chce mu się gadać… A ja… przez cały tydzień siedzę w domu bo mróz i śnieg i nie da się wyjść z domu i nie rozmawiałam z nikim dorosłym.
      Co do samotnych matek to moja mama była samotna matka mojej siostry przez 5 lat. Potem wyszła za mąż za mojego tatę i pojawiła się ja. I wieciwiecie co? Taka samotna matka jak moja to powinna być sama bo przez to co przeszła będąc ta samotna matka skrzywdziła mnie. Bo Ty masz pełną rodzinę ty masz tatę, babcię itd. Więc ja muszę być dla niej. Nawet gdybym postawiła jej pomnik ze złota to i tak tamta córka jest ważniejsza… A ja chciałam tylko żeby mnie też tak kochała…

  • Ja również się popłakałam, Nikt tego na co dzień nie zauważa, a to takie prawdziwe. I samotność nie musi oznaczać, że facet ją zostawił. Czasem samotne są również matki tkwiące w związkach w których partner czy mąż nie poczuwa się wcale do opieki nad dzieckiem.

  • Samotna z wyboru

    Wziełam ślub ,z wydawac sie moglo, wspanialym czlowiekiem. Niedlugo po tym zaszlam w ciaze i zaczelo sie psuc. Potem zaczal pic, zostawiac mnie sama, robic awantury o wszystko. Chcialam odejsc ale przekonal mnie ze sie zmieni. W 29tyg zaczelam rodzic. Szpital,podtrzymanie, porod cc w 33tyg. Dziecko z ciezka zamartwica,krwawienie mozgowe, 1pkt, reanimacja, oiom. Dala rade moja dzielna kruszynka. Po dwoch tyg wrocilysmy do domu. Maz musial duzoodpoczywac bo przeciez jezdzil do mnie do szpitala, urlop tacierzynski jest na odpoczynek. Spalysmy w corki pokoju, wlaczal sie alarm czujnika bezdechu. Bylam z tym sama. Dostalam zapalenia piersi, goraczke, corka miala kolki.. zero pomocy bo on po pracy zjadl obiad i musial odpoczac. Robil awantury co ja robilam caly dzien bo balagan jest, dlaczego nie jestem pomalowana.. wiec sprzatalam, malowalam sie, z placzacym dzieckiem na rekach, czesto placzac sama. Zabral mi wszystkie pieniadze, becikowe, z ubezpieczenia za porod. Zabral kluczyki od auta. Czulam sie jak wiezien. Przyszla kolejna sobota. Znalazlam kluczyk zapasowy od mojego auta, pojechalam z corka na kilka godzin do rodzicow by odpoczac. Wrocilam on wyszedl, wrocil pijany wyszla awantura, chcial wyjac kikutygodniowa corke z lozeczka ,nie pozwolilam. W efekcie kilka siniakow. Zostawilam go. Od poltora roku trwa rozwod. Corka 8mscy miala kolki, pol roku bezdechy(wyciaganie z lozeczka sinego dziecka jest koszmarem ktorego nikomu nie zycze..), ma wade serca, AZS, rok rehabilitacji na napiecia miesniowe. Teraz rozwinieta ponadprzecietnie. W miedzy czasie robil ze mnie zla matke, wymyslajaca dziecku choroby, mowil ze ja go bilam, ze on w swojej ocenie byl najlepszym mezem. Nawet wniosl o moje badania psychiatryczne i o odebranie mi dziecka. Bylo ciezko, on dokladal, do tego drzenie o dziecko. Stawanie na glowie by dobrze sie rozwijala. Ze strony meza same zarzuty. I z perspektywy czasu latwiej bylo mi przy niej samej chyba. Nie bylo latwo ale mam usmiechniete biegajace dziecko, ktore wie co to bliskosc, dobrze sie rozwija bo moze i nie mialam porzadku, chodzilam w dresie, niewiele spalam ale nikt mnie nie ocenial. Nikt nie krzyczal. Czasem bycie samotna matka jest prostsze niz zycie w blednym malzenstwie. W marcu kolejna rozprawa. Przezyje. Trzymajcie kciuki.