Top 5 głupot, które można zrobić dzieciom w wakacje

11 lipca 2016

Bezpieczeństwo w wakacje

Lato i wakacje sprzyjają swobodzie, bywaniu z dzieckiem w miejscach, gdzie zwykle z nim nie bywamy i pozwalaniu mu na dużo więcej niż zwykle pozwalamy. Ten wspaniały okres można z łatwością zepsuć i sobie, i swoim pociechom. W jaki sposób? Oto mój subiektywny, absolutny top 5 tego typu zachowań.

Pozwalanie na dotykanie obcych zwierząt

Chodź, Jasiu, pogłaszcz pieska, zobacz jaki super jest, nie bój się! – powiedziała matka do może pięcioletniego synka, podczas gdy spanikowana właścicielka dość pokaźnego boksera z niepokojem coraz bardziej skracała smycz. Nie, nie, po główce to go nie głaszcz, ale tutaj, po pleckach, o tak, nie bój się. Kobieto, gdzie do licha masz rozum i wyobraźnię?! Ręczysz za to, że obcy pies, który być może na co dzień zupełnie nie ma kontaktu z dziećmi, nie rzuci Ci się na Twoje własne?! Co to za pomysł jest w ogóle, żeby na siłę ciągnąć dziecko do jakiegokolwiek żywego stworzenia, którego kompletnie się nie zna? Choroby, agresja, zarazki. Tyle powiem. Czternaście lat miałam psa. Ja bym raczej uważała.

Nagość na plaży

Temat rzeka. Wstyd mi patrzeć na dzieci, które biegają po plaży jak je pan Bóg stworzył, bo z jednej strony rodzice kompletnie nie dbają o ich komfort i higienę – piasek i wszystko, co w nim siedzi, może się dziecku dostać dosłownie wszędzie – a z drugiej strony brakuje takim rodzicom wyobraźni co do zamiarów obcych ludzi i wszelkiego rodzaju zboczeń i skojarzeń, jakie taki rozebrany maluch może wywoływać. Nie mówię w tym momencie o publikacji potem zdjęć takich dzieci w internecie, bo aż mnie wzdryga jak o tym pomyślę, ale wystarczy malca potraktować jak człowieka, który ma prawo do swojej intymności i do ubrania, jak każda inna osoba.

Nadmierna opiekuńczość

Z góry uprzedzam: nie mówię tu o niepilnowaniu dziecka, nie zwracaniu uwagi na jego bezpieczeństwo i totalnie spuszczanie z oczu, zwłaszcza w okresie wakacyjnym. Chodzi mi wyłącznie o tzw. matki – helikoptery. Gdzie dziecko, tam ona. Nie pozwoli się oddalić nawet na metr, uczestniczy w każdej zabawie, nie pozwoli na samodzielność. Obserwuje każdy krok, zapobiega upadkom, nie dopuszcza do jakichkolwiek sytuacji, w których taki upadek mógłby się zdarzyć, a kiedy już nie daj Boże coś się stanie, jeszcze zanim w małym oku pojawi się łezka (nie dopuszczając nawet myśli, że taka łezka mogłaby się nie pojawić), od razu biegną, pytają czy boli, czy boli bardzo, w odpowiedzi uzyskując jękliwe baaardzoooo, maaaamaaaa, baaaardzoooo, bo jakżeby inaczej. Wychowują sobie w ten sposób osobników niesamodzielnych, nieodpornych na jakąkolwiek formę bólu i niezdolnych do tego, żeby na własną rękę poradzić sobie z jakimikolwiek przeciwnościami losu. W dzieciństwie to jeszcze, powiedzmy, ok. A co kiedy taka postawa przekłada się na dorosłość? Trochę słabo.

Karcenie dziecka w miejscu publicznym

Piękna pogoda sprzyja wielu aktywnościom na świeżym powietrzu i bywaniu w miejscach publicznych. Przykro mi jednak kiedy patrzę na matki, które w sytuacji, gdy w ich opinii malec solidnie sobie przeskrobie, nie potrafią wziąć go na bok lub w inne ustronne miejsce i tam wytłumaczyć co jest nie tak i jakie będą konsekwencje. Kompromitowanie i zawstydzanie własnego dziecka w oczach rówieśników (Zobacz! Jakoś inne dzieci potrafią być grzeczne!), w prostej linii prowadzące u dziecka do obniżenia samooceny i braku pewności siebie, jest chyba narodowym sportem Matek Polek, w którym należałoby publicznie przyznawać medale, żeby takie matki publicznie zawstydzić. Niech na własnej skórze poczują jaka to przyjemność.

Zostawienie dziecka w samochodzie

Absolutny szczyt szczytów głupoty i kretynizmu. Nie wiem co powoduje rodzicami, którzy pozwalają sobie na zostawienie własnego dziecka choćby na chwilę w zamkniętym samochodzie. Że śpi? Że będzie bezpieczne? Że się o nim zapomniało??? Naprawdę pojęcia nie mam, niech mnie ktoś oświeci. Z moich informacji wynika, że temperatura w samochodzie może w ciągu 10-15 minut wzrosnąć nawet o 20 stopni, co sprawia, że narażamy małe ciałko na działanie minimum 40 stopni Celsjusza, brak powietrza, bezpośrednie narażenie zdrowia (mózg, nerki) i życia. 10 – 15 minut. Co w tym czasie załatwisz? Co zdobędziesz? Stracić możesz bardzo wiele.

Ku przestrodze zapraszam do obejrzenia. Wrażliwych uprzedzam: będzie drastycznie.


Zapraszam do grupy Matki, mamy, mamusie – motherujemy życie, w której radzimy sobie, pomagamy i jesteśmy dla siebie przyjazne: KLIK. Czekam tam na Ciebie z niecierpliwością!

Podobne wpisy

  • Podpisuję się rękoma i nogami i czym tam jeszcze mam (włosy? 😉 ). I nawet nic absolutnie nie mam do dodania, bo post bardzo trafia w moje przekonania. 🙂

  • K

    Jezeli chodzi o obce pieski to bez przesady fakt jezeli pies wyglada groznie a dziecko chce poglaskac to wystarczy zapytac czy piesek nie gryzie i czy dziecko moze poglaskac i nie nalezy ciagnac dziecko na chama do pieska jezeli dziecko nie chce i boi sie psow ale np moj siostrzeniec to kocha pieski i jak zobaczy jakiegos to odrazu ciagnie za reke zeby podejsc do niego i poglaskac.. A z zarazkami nie przesadzajmy w piaskownicy czy na placu zabaw tez jest pewnie sporo zarazkow tak naprawde sa one wszedzie..

    • Dominik Dubiel

      Zapytać czy piesek nie gryzie ? Hahahahahaha, ubawiłem się na cały dzień. Co za bzdura! to jakby zapytać komara czy lubi krew 🙂

      • No nie przesadzajmy, nie każdy pies to krwiożercza bestia, która tylko patrzy żeby się na kogoś rzucić, a właściciel zna swoje zwierze i wie najlepiej czy kontakt z obcym dzieckiem może wzbudzić niepokój czy nawet agresję. Sama jako dziecko uwielbiałam psy i nigdy żaden mnie nie ugryzł. Do wszystkiego trzeba podchodzić z rozsądkiem i dystansem.

        • Możemy nie przesadzać. Możemy też spotkać psa, który, jak twierdzi jego właściciel, jest całe życie łagodny. Ale wystarczy pomyśleć, że mogło się zdarzyć tak, że całe życie nie spotkał na swojej drodze dziecka. A na dziecko może zareagować inaczej niż na dorosłego. Ja nie mam ochoty sprawdzać jak.

  • Daria Suszek- Jen

    1. prawda jest taka, że człowiek nawet swojego wieloletniego pupila nie może być pewny, nie tylko obcego, ale nie każdy jest pitbullem czy innym ,,dużym groźnym psiakiem”
    2. jakoś nie zauważyłam by matki czy ojcowie siłą zdzierali z dzieci ubrania, dzieci uwielbiają biegać ,, na golasa” a te co nie lubią, najczęściej w jakimś odzieniu pozostają… jeżeli widziała Pani by było przymuszone do rozbierania się trzeba było zareagować. Poza tym nie dajmy się zwariować, ostrożność ostrożnością, ale nie można patrzeć na każdego człowieka jak na zboczeńca, moje dziecko na plaży chodziło koło mnie na golasa, jak szliśmy sie przejść plażą ubieraliśmy slipki, bo nie każdy akceptuje takie widoki, a gdy był już większy 2- 3 lata sam zakomunikował ze chce mieć majtki i nic mu sie nigdy nie dostawało bardziej niż będąc w slipkach
    i 3. które zaprzeczeniem jest 2 w pani wypowiedzi bo w 3 pisze pani by być samodzielnym nie chodzić krok w krok ?? moje zdanie jest takie że dziecku powinno się pozwolić na samodzielność czasami na zdarte kolana, ale dziecka sie nie upilnuje, a jak się coś stanie to i tak znajdą sie osoby ze nie powinno mu sie pozwolić tam wchodzić, powinno sie je trzymać za rękę, asekurować itd do do pkt. 4 i 5 zgadzam się 😀

    • E

      Bardzo się zgadzam z przedmówczynią- nie dajmy się zwariować. Jestem również bardzo zasmucona tym tekstem, bo gdy wspomnę sobie swoje dzieciństwo, które notabene mieści się ” w top 5 głupot, które matki robią swoim dzieciom” to nigdy nie oceniłabym swojej matki w ten sposób. Rety nie mówię tu o zamykaniu dzieci w samochodach…ale to przytoczenie tutaj jakoś mnie wyjątkowo razi, gdyż o ile z jednej strony ganiane są matki „niby mało rozumne” narażające swoje dzieci na niebezpieczeństwo obcych zwierząt, brudnego piasku, a z drugiej te nadopiekuńcze, ganiające krok w krok za swoimi pociechami to to ostatnie dotyczy wyjątkowego typu ludzi- a tu wszyscy w jednym worku…to gdzie ten Pani złoty śródek, moze istnieje jakiś kodeks poprawnej, dobrze zachowującej się matki, tak by wszyscy byli zadowoleni:) Czy my jesteśmy lepszymi matkami od innych? Jakim prawem dokonujemy takiej kategoryzacji? gdzie ten pani dystans i poczucie humoru w odbieraniu, postrzeganiu świata, o którym pani pisze w opisie?, bo ja tu czytam o fali oburzenia, jednostronnych emocjach:( czy niby pani jest tą matką po środku, i czy te właśnie po środku są lepsze od tych przytoczonych? Już dawno wyzbyłam się jakiegokolwiek oceniania innych, ich zachowania, a tu tyle wrogiej jednostronności;( Nie zna pani tych zaobserwowanych matek, może pomimo tych pani „głupot” to świetne kobiety, świetne matki, może pani zachowanie też zbulwersowałoby niejedną osobę? Proszę pomyśleć na czym polega idea tolerancji, wzajemnej akceptacji, bądźmy dla siebie dobrzy, nie oceniajmy, bo możemy skrzywdzić:( Chciałabym przeczytać kiedyś dobry tekst, który by nie obrażał a śmieszył, byłby na tyle obiektywny, że to my czytelnicy wyciągalibyśmy właściwe treści tak jak czynili to wielcy w literaturze. Życzę Pani takich właśnie tekstów:) Pozdrawiam

      • Niestety nie ma przepisu na matkę idealną i sama taka nie jestem, ale nie uważam, żeby nie dawało mi to prawa do przestrzegania przed zachowaniami, które w mojej opinii (podkreślam: mojej opinii) są dla dziecka szkodliwe.

        A to, że mam dystans i poczucie humoru nie oznacza, że mam go wiecznie i w każdym momencie. Nie oznacza też, że nie mam go sama w stosunku do siebie, bo aż zanadto zdaję sobie sprawę ze swoich niedociągnięć i mankamentów.

        A wpis, jak już pisałam w jednym z komentarzy powyżej, jest oczywiście jednostronny jak wszystkie teksty na moim i innych blogach, bo to moja opinia.

        Za dobre życzenia bardzo dziękuję i też sobie tego życzę 🙂

    • Wiele rzeczy możemy lubić, nawet jako dorośli ludzie, ale czy to znaczy, że są dla nas dobre i niczym nam nie grożą? To nie jest dla mnie argument, żeby pozwalać dzieciom biegać nago w przestrzeniach publicznych.

      Co do upilnowania – znam takie osoby, które „upilnowują” swoje dzieci aż do przesady, nie pozwalając na żadną samodzielność. I o taką nadopiekuńczość mi chodzi.

  • Gosia

    strasznie jednostronny ten tekst…nie powinnismy tak oceniac…mysle, ze w Pani zachowaniu tez wystepuje wiele „glupot” wobec innych matek, ale przeciez nie o to chodzi. Kazda z matek ma inne podejscie i pewnie kazde mozna by bylo skrytykowac

    • Oczywiście, że jest jednostronny, bo to moja opinia.

  • Nie odważyłabym się mówić, że matki „robią swoim dzieciom głupoty” (nie mówię o skrajnościach, podlegających pod paragrafy), bo to grząski grunt i bardzo subiektywna kwestia. Ostatecznie ja uważam, że matki mają problem ze sobą skoro nie dają dzieciom próbować coli i oglądać bajek, ale nie manifestuję tego głośno, bo każdy wychowuje, naucza i uświadamia swoje dziecko wedle własnego uznania.

    • Dominik Dubiel

      Problem ze sobą bo nie dają coli (gówna przeładowanego cukrem aż zgrzyta) i oglądania bajek ? Jakich papierowych czy tv ? Bo z tego co zdążyłem zaobserwować to te w tv nie grzeszą odrobiną ani właściwych postaw ani elementów edukacyjnych. Cóż prostszego niż posadzić dzieciaka przed tv i mieć błogi spokój. A weź zejdź do poziomu twojego malucha i siedź z nim na podłodze i zwyczajnie bądź, reaguj na jego potrzeby w zabawie. Uważam, że to genialne. A jak wzrasta to można zmieniać tryby zabawy w bardziej zaawansowane. Co do napojów słodzonych to wybacz, ale jest całe mnóstwo innych i lepszych niż cola (sam pijam) ale nie oznacza to, że muszę tym karmić swoje 2 letnie i od razu skazywać mały organizm na uzależnienia. Pije wodę i kompoty, ewentualnie choć baaardzo rzadko herbatę.

      • Naturalnie rozumie Pani pojęcie metafory, prawda?

    • Oczywiście, że każdy wychowuje swoje dziecko według swojego uznania. Ja po prostu miałam ochotę wypowiedzieć się co do kilku rzeczy, które w mojej opinii nie prowadzą do niczego dobrego. Obserwuję w swoim bezpośrednim otoczeniu konsekwencje takich zachowań i to, co tutaj napisałam, nie jest wyssane z palca.

  • Dominik Dubiel

    W sprawie zwierząt się zgadzam w zupełności. Co do nadopiekuńczości to nie zostało sprecyzowane ile lat mają dzieci, bo czyż można mówić o taki zachowaniu względem 2 latka jak i 7 latka ? To chyba zasługuje na doprecyzowanie. Co do nagości to generalnie się zgadzam ale też trzeba rozróżnić wiek dziecka bo ja ze swoim przerobiłem pieluchy basenowe nad morzem i wiem, że w kontakcie z piaskiem zacierają dzieciaka (zwłaszcza wokoło nóżek) i jest to bardzo nieprzyjemne. Karcenie na plaży i odejście na bok ? Chyba niemożliwe. I także zależy od wieku dzieciaka. Wreszcie pozostawienie w samochodzie. Ludzie! Tej kwestii nawet nie będę komentował bo to powinno być oczywiste. Choć przy głębszej dyskusji może znaleźć się kilka wersji tego wydarzenia.

    • Nie jestem zwolenniczką nadopiekuńczości co do dzieci w jakimkolwiek wieku. Moje dziecko ma ponad dwa lata kiedy bawi się samo spoglądam na niego tylko z daleka, reagując wtedy, kiedy naprawdę potrzeba.

  • bellicosaartanddesign

    Ogólnie fajne, spodziewałam się gorszych głupot, ale autorka sama popełniła jedną głupotę: postanowiła narzucać innym swoje widzi-misię. To piszę odnośnie nagich dzieci. Czasami nie ma dobrego rozwiązania i trzeba na szali postawić różne kwestie. Moje dziecko mając 2-5 lat samodzielnie się rozbiera, mimo, że było tłumaczone, że nie pokazujemy części intymnych, że inne osoby mogą się poczuć nieswojo itd. Więc mam na jednej szali „co ludzie powiedzą” a na drugiej „komfort i radość mojego dziecka”. Pedofilów nie ujmuję w równaniu z tego samego powodu, z którego nadal jeżdżę samochodem, mimo, że codziennie może wjechać we mnie tir i mnie zabić: uważam, że natrafienie na takiego, który by mojemu dziecku realnie zagrażał, jest zbyt mało prawdopodobne, żeby z tego powodu ograniczać naszą swobodę.

    • W moim bezpośrednim otoczeniu był dwie sytuacje. Znajomi złapali na gorącym uczynku zboczeńca onanizującego się w dziecięcej szatni na basenie. Zdjęcia dziecka koleżanki zostały zabezpieczone na komputerze pedofila w Toronto. Mi takie przykłady wystarczą, żeby w danej chwili narzucić jednak dziecku moją wolę w kwestii ubrania. Chwilę pomarudzi, a potem i tak zajmie się zabawą. A ja będę miała czyste sumienie. Nikomu nie narzucam mojej woli, bo nie chodzę po plaży i nie każę rodzicom ubierać dzieci. Ale mogę wyrazić swoją opinię, co też uczyniłam.

      • B

        Ale to napiętnować i leczyć trzeba zboczeńca a nie zakazywać dziecku siedzenia nago na plaży…jak my byliśmy mali to często w wieku do 5 lat ganialismy nago na plazy i nie pamietam onanizujacych sie zboczeńców w okolicy. Jednak kiedyś były takie czasy ze takiego zboczeńca złapaliby i natlukli po mordzie a dzis wszyscy są swieci tolerancyjni i wyrozumiali i co najwyzej zabezpiecza zdj na kompie i przeprowadza proces z którego sie moze sie wywinąć a co niektórzy to go jeszcze przeproszą ze dziecko go sprowokowało…

        Uważa Pani ze kobiety tez nie powinny chodzić w mini bo prowokują gealcicieli?

        Niestety kompletnie sie nie zgadzam co do nagości z Panią … to pedofile i sprawcy wszelkich wykroczeń, gwałtów są chorzy i nimi należy sie zająć a nie odwrotnie…

        Prohibicja zmniejszyła alkoholizm??

  • Zostawienie dziecka w aucie to skrajna głupota. Nie rozumiem w ogóle jak można zrobić coś takiego…
    Jeśli chodzi o zwierzęta, to jak najbardziej się zgadzam. Jeśli dziecko jest zainteresowane zwierzakiem, to należałoby najpierw zapytać właściciela, czy nie ma nic przeciwko i czy zwierzak się nie zestresuje za bardzo. Nadopiekuńczość to też zmora. Rozumiem pilnowanie dziecka, aby nie odchodziło za daleko, nie wchodziło samo do wody (w zależności od wieku) czy było w zasięgu naszego wzroku. Ale my w dzieciństwie przewracaliśmy się, zdzieraliśmy kolana, biegaliśmy całymi dniami po podwórku bez nadzoru (przynajmniej bezpośredniego) rodziców i wszyscy żyjemy. Nie dajmy się zwariować. Co do nagości, to również uważam, że nie powinno się dziecku pozwalać na bieganie nago po plaży, basenie czy innych miejscach publicznych. Dla jego własnego zdrowia i dobra.

    • „Nie dajmy się zwariować” to chyba najlepsze podsumowanie, jakie można napisać pod tym tekstem 🙂 Najważniejsze jest, aby znaleźć złoty środek w każdej sytuacji. Wiadomo, ze jest trudno, ale trzeba próbować 🙂

  • Kinga

    Nie znamy Matek spotkanych na plaży, ulicy, w sklepie, nic o nich nie wiemy, jakie są One i ich dzieci. Nie znamy historii życia ich dzieci i samych matek, nie jesteśmy idealni ale pierwsi rzucimy kamień a oceną spróbujemy się zdopingować, wmówić sobie, że jesteśmy lepsi, idealni… czy tak naprawdę powinno to wyglądać, czy mamy aż tak niskie poczucie własnej wartości, parcie na to by ktoś pomyślał jacy to jesteśmy idealni, lepsi? Dziś kiedy rano szłam do pracy z naprzeciwka szła mama z wózkiem a za nią kilka metrów dalej mały chłopiec ( z zespołem Downa a więc być może wymagający większej uwagi) miał może ze 2 lata, może 2,5 i nie pomyślałam o mamie że jest mamą gorszej kategorii bo nie prowadzi Go za rękę przy jednej z głównych, bardzo ruchliwych ulic Warszawy, pomyślałam za to, że jest cudowną MAMUSIĄ bo chłopczyk zbliżając się do mnie podał mi rękę na powitanie, odwzajemniłam uścisk dłoni i poszłam uśmiechnięta od ucha do ucha do firmy 🙂

    • Faktycznie, piękna sytuacja, na pewno super uczucie 🙂 Ale nie zawsze we wpisie takim jak ten da się wziąć pod uwagę wszystkie możliwe scenariusze. Ja po prostu piszę o sytuacjach, które mi osobiście się nie podobają, ale wiadomo, że okoliczności bywają różne.