Recenzja: Gry i zabawy Carotina dla najmłodszych

Powoli mija jesień, pogoda robi się coraz bardziej zimowa, dzień krótszy i zaczynamy szukać atrakcji w domowym zaciszu. Moje dziecko ma już grubo ponad cztery lata, więc jego oczekiwania względem wspólnego spędzania czasu coraz bardziej rosną, a ja zaczęłam szukać alternatyw dla zwykłego rysowania i składania klocków.

Z pomocą na jesienne wieczory przyszła mi firma Dante – producent gier i zabawek Carotina Lisciani ze świetną serią dla dzieci w wieku 3-6 lat. Na pewno świetnie mnie zrozumiecie: o ile dla starszych dzieci istnieje masa gier dostępnych na rynku, o tyle mam wrażenie, że ta grupa wiekowa jest trochę zapomniana.

Tablica led Carotina

Jako pierwsza chciałabym wam przedstawić tablicę led. Wspomniałam, że potrzebowałam już alternatywy dla zwykłego rysowania i to właśnie ta tablica wyszła naprzeciw moim oczekiwaniom.

Zawartość pudełka:

W pudełku znajduje się tablica led, szablony rysunków, cztery kolorowe pisaki i kartonowa podpórka pod tablicę oraz plastikowe wsporniki.

Zasady:

Zasady są banalnie proste. Pod tablicę podkładamy szablon, po którym dziecko rysuje – dokładnie możecie to zobaczyć na filmie, który zamieściłam na dole wpisu. Po skończonej pracy możemy podświetlić rysunek w ośmiu różnych trybach. Atrakcją dla dziecka może być również rysowanie od razu na trybie podświetlenia. Minimum pół godziny spokoju dla rodzica – sprawdziłam!

Korzyści:

Poza spokojem dla rodzica, tablica zapewnia doskonałe przygotowanie do pisania liter i nauki czytania. Możemy pod nią podkładać dowolne inne szablony w formacie A4, co zapewni nam różnorodność na długi, dłuuugi czas. To doskonałe uzupełnienie zadań, które dzieci wykonują w przedszkolu.

Gry Carotina: 3000 pytań, Szukaj i znajdź, Gry dla przedszkolaków

Zawartość pudełek i zasady gier:

3000 pytań: plansza, 4 pionki, spinner ze strzałką oraz 63 dwustronnych, interaktywnych kart z pytaniami, na które dzieci starają się znaleźć prawidłową odpowiedź i świecąca Carotina.

Szukaj i znajdź: podstawka, elektroniczny stoper z dwoma trybami prędkości, 200 kart, 20 odznak oraz 4 spinnery

Gry dla przedszkolaków (wersja ze zwierzętami): 48 interaktywnych kart oraz 4 plansz przedstawiających zwierzęta i ich środowiska przyrodnicze, świecąca Carotina

Ogólne wrażenia dziecka i rodzica:

Po pierwsze i najważniejsze, każde pudełko z grą Carotina to nie jedna gra, lecz kilka wariantów, które zapewniają nam różnorodność i brak nudy.

W grze „3000 pytań” dziecko ma za zadanie zaznaczyć prawidłowe odpowiedzi na pytania z różnych kategorii. Przy prawidłowych odpowiedziach Carotina wydaje radosny okrzyk i świeci na zielono. Gra rozwija zasób słów i inteligencję dziecka.

Szukaj i znajdź” to typowa gra na refleks, w której z dużego stosu kart dziecko ma za zadanie znaleźć tylko te z konkretnej kategorii. Gra rozwija zasób słów, uczy szybkości i cierpliwości.

Gry dla przedszkolaków to cała seria gier rozwijających wiedzę dziecka w konkretnej dziedzinie: języka angielskiego, zwierząt, bajkowych bohaterów czy dopasowywania wyrazów. W każdej z tych gier znajdziemy świecącą Carotinę, za pomocą której dziecko zaznacza prawidłowe odpowiedzi.

Korzyści:

Gry Carotiny zapewniają cały wachlarz ćwiczeń i zabaw dla przedszkolaka. Pomagają mu trenować pamięć, rozwijać zasób słów, uczą logiki, spostrzegawczości i koncentracji. Pozwalają poznać kształty i kolory, a także poprawnie trzymać pisak i rozpocząć naukę pisania i czytania poprzez zabawę i atrakcyjne zadania.

Gry są świetnym wsparciem dla rodziców, którzy szukają pomysłów na zainteresowanie dziecka czymś atrakcyjnym i wciągającym. Gry ze świecącą Carotiną uczą małą rączkę precyzji, ponieważ konstrukcja gry wymaga przyłożenia jej w konkretny punkt, aby odpowiedź została uznana za prawidłową.

Wpis powstał we współpracy z firmą Dante.




Jak rozmawiać z dzieckiem o niepełnosprawności?

jak rozmawiać z dzieckiem o niepełnosprawności

Czy widząc osobę niepełnosprawną czujesz zakłopotanie? Nie zawsze wiesz, jak się w stosunku do niej zachować? Zastanawiasz się, jak przekazać dziecku czym jest niepełnosprawność i nie wiesz, jak z nim o tym rozmawiać?

Niepełnosprawność urasta do rangi olbrzymiego problemu tylko w naszych, dorosłych głowach. Wystarczy popatrzeć na eksperyment, który przeprowadziła francuska fundacja, aby przekonać się, że dziecko nie traktuje osoby niepełnosprawnej ani w sposób gorszy, ani lepszy:

To dla nas, dorosłych, temat niepełnosprawności jest niezwykle trudny. Jak ognia boimy się stwierdzeń typu „inny nie znaczy gorszy”, bo w zasadzie nie bardzo wiemy jak je wyjaśnić i jak pociągnąć temat. Ale kiedy zostajemy rodzicami, a mały człowiek zaczyna zadawać coraz więcej pytań, nie możemy unikać odpowiedzi. Zwłaszcza kiedy dotyczą tematów tak trudnych, jak ten.

Co więc możemy zrobić, aby zaspokoić dziecięcą ciekawość i na luzie przybliżyć im ten temat? Jak rozmawiać z dzieckiem o niepełnosprawności?

Znajdź bajki, w których pojawia się element niepełnosprawności

Do codziennych czytanek w ciągu dnia lub przed snem całkiem naturalnie możesz wprowadzić bajki, w których pojawia się temat niepełnosprawności. Oczywiście aktywność ze strony rodzica nie musi, a wręcz nie może się tutaj kończyć na „odbębnieniu” czytania. Bajka może być początkiem do dłuższej rozmowy, w której my będziemy zadawać dziecku pytania, a ono nam. W ten bardzo naturalny sposób możemy pokazać maluchowi, że nie wszyscy ludzie są tacy sami i jest to zupełnie normalne.

Takimi bajkami są na przykład „Leon i jego nie-zwykłe spotkania”, „Przygody Fenka – nowy kolega” czy „Duże sprawy w małych głowach”.

Pokaż dziecku jak to jest

Przy okazji różnych zabaw bardzo łatwo można pokazać dziecku jak wygląda świat niepełnosprawnych. Świat niewidomych – poprzez zgadywanie czym jest przedmiot bez patrzenia na niego lub zabawienie się w przewodnika rodzica, który ma zasłonięte oczy. Świat osób niemych – poprzez pokazywanie czego się chce tylko za pomocą gestów. Możemy zapoznać dzieci z alfabetem Braille’a i z różnymi innymi elementami życia osób niepełnosprawnych, tak jak zrobiła to pani Ania, prowadząca zajęcia Czytamisie w warszawskim Białołęckim Ośrodku Kultury, w których niedawno braliśmy z Ignasiem udział:

Możemy też pokazać dziecku w przestrzeni publicznej, że istnieją elementy takie jak rampy, oznakowania, miejsca parkingowe czy windy przeznaczone dla osób niepełnosprawnych. Na pewno na co dzień nie zwraca na nie uwagi.

Dostosuj język do wieku dziecka

To bardzo ważny aspekt rozmów na tak poważne tematy. Zbyt skomplikowane tłumaczenia mogą sprawić, że dziecko przestraszy się i zniechęci. Warto więc mówić prosto, odpowiadać na ciekawskie pytania krótko i zwięźle, a także unikać słów nacechowanych negatywnie („kaleka”, „upośledzony” itp.).

Traktuj niepełnosprawność jak coś normalnego

Kiedy idąc z dzieckiem po ulicy lub bawiąc się na placu zabaw spotkacie osobę niepełnosprawną, nie mów mu, aby nie patrzyło, nie powstrzymuj od zadawania pytań, bo to całkowicie naturalne. Zaspokój ciekawość malucha w możliwie przystępny sposób, wyjaśniając dlaczego ta osoba się porusza lub porozumiewa w taki sposób.

Podkreślaj elementy wspólne, a nie różnice. Mów o tym, jakie dziecko ma wspólne zainteresowania z osobą niepełnosprawną, co lubią podobnego robić, jak spędzają czas w zbliżony do siebie sposób. Może lubią to samo jeść lub oglądać te same bajki? Tłumacz dziecku, że niepełnosprawność nie stoi na przeszkodzie do różnych aktywności.

Nie bagatelizuj – nie unikaj odpowiedzi na pytania

To najgorsze, co możesz zrobić. Pokażesz tym samym, że jest to temat wstydliwy, o którym nie warto rozmawiać. A przecież to nasza postawa jest dla dziecka wzorcem do naśladowania. Jeżeli bez oporów odpowiemy na pytania, pokażemy, że jesteśmy otwarci , to dziecko również przyjmie taką postawę. Jeżeli okażemy szacunek osobom niepełnosprawnym, nasze dzieci też go okażą.

Mam nadzieję, że zainspirowałam was do rozmów na ten temat ze swoimi dziećmi.

Mnie zainspirowały do tego wspomniane warsztaty Czytamisie organizowane przez warszawski Białołęcki Ośrodek Kultury. Jeżeli jesteście z tych okolic, to serdecznie was zachęcam do udziału, ponieważ zachęcają one do bardzo wartościowego spędzenia czasu z dzieckiem. Czytamisie to seria comiesięcznych spotkań, z których każde poświęcone jest innej tematyce. Spotkania podzielone są na dwie grupy wiekowe 3-4 oraz 5-6 lat, a prowadząca, Ania Hajzik-Jurlewicz, wykorzystuje w nich elementy muzykoterapii, logorytmiki, dramy i arteterapii. Ale nade wszystko przez ponad godzinę panuje tam przemiła, rodzinna atmosfera, w której rodzice razem z dziećmi rozmawiają, słuchają, bawią się i uczą o rzeczach, które czasami w życiu trudno zrozumieć. A na dodatek zajęcia są darmowe, wystarczy się zapisać i przyjść 🙂

Więcej informacji na ich temat znajdziecie na stronie Białołęckiego Ośrodka Kultury, o tutaj: KLIK! A ja już dzisiaj zachęcam was do udziału i spędzenia ze swoim dzieckiem naprawdę wyjątkowego czasu.

dziecko i niepełnosprawność

Autorką zdjęć jest Ewa Przedpełska dla Białołęckiego Ośrodka Kultury.




Moje kosmetyczne odkrycia 2017 roku

najlepsze kosmetyki 2017

Rok 2017 nie był łaskawy dla mojej cery. Mimo że skończyłam 32 lata, nigdy wcześniej, nawet jako nastolatka w czasie dojrzewania, nie miałam takich problemów i nie szukałam tak intensywnie dobrej jakości kosmetyków.

Po części to, a po części potrzeba zmian (od lat używałam niezmiennie tych samych produktów) sprawiła, że odkryłam kilka bardzo przyjemnych kosmetyków, które chciałabym wam dziś pokazać i polecić.

Tusz do rzęs Lovely Pump Up

tusz do rzęs lovely pump up

Wiem, że wiele z was na pewno go już zna, ale dla mnie jest to odkrycie tego roku. Wcześniej całymi latami wierna byłam Max Factor 2000 Calorie, ale coś się w nim w moim odczuciu popsuło i zaczęłam szukać alternatywy. Do tuszu Lovely podchodziłam jak do jeża. No bo jak to – taki tani i taki niby dobry? Kłóciło mi się to, ale któregoś dnia zaryzykowałam. Okazało się, że tusz ma świetną, sztywną szczoteczkę, która doskonale rozczesuje rzęsy (nie lubię silikonowych i elastycznych szczoteczek). Nie kruszy się, jest wydajny, naprawdę świetny jakościowo. W niczym nie ustępuje dużo droższym konkurentom. Polecam spróbować go chociaż raz! Ja się absolutnie zakochałam.

Korektor do brwi Eveline Art Scenic Brown

korektor do brwi eveline art scenicTrend ogarniętych brwi uważam za fantastyczny, bo zupełnie zmienia to i doskonale uzupełnia codzienny makijaż. Jednak jako wiecznie spiesząca się matka nie miałam nigdy czasu na malowanie brwi cieniami. Korektor Eveline po pierwsze je rozczesuje i układa, a po drugie nadaje im kolor i kształt. Rano zajmuje mi to dosłownie dwie minuty więcej podczas codziennego malowania się. Wybrałam kolor brązowy, bo czarny wydawał mi się jednak zbyt intensywny. Warto spróbować, bo cena jest naprawdę atrakcyjna.

Krem ultranawilżający Resibo

krem ultranawilżający resiboDłuuugo szukałam idealnego kremu nawilżającego do twarzy. Nie tylko wydajnego, ale i z gęstą, zwartą, nie lejącą się konsystencją, dobrze wchłaniającego się i naprawdę działającego, a przy okazji delikatnego i z naturalnym składem. Krem Resibo spełnia wszystkie te warunki. Nie należy do najtańszych, bo jego cena waha się pomiędzy 60 a 80 zł, ale jest naprawdę wydajny (jedna pompka starcza na całą twarz) i wystarcza na około dwa do trzech miesięcy. Forma opakowania zapewnia wykorzystanie kosmetyku do ostatniej kropli, bo nie ma prawa dostać się do niego powietrze. Używam go codziennie rano pod makijaż i czasami na noc. Po jednym opakowaniu widzę, że moja twarz jest wyraźnie lepiej nawilżona. Zamierzam być mu długo wierna.

Krem La Roche-Posay Effaclar Duo [+]

krem effaclar duo plusZdaję sobie sprawę, że na temat tego kremu krążą różne opinie, ale mimo wszystko postanowiłam przetestować go na własnej skórze. Jego zadaniem jest wyrównywać koloryt cery i zwalczać niedoskonałości, z czym radzi sobie bardzo dobrze. Ma tez działanie matujące i nawilżające. Okazało się, ze jest dla mnie idealny zarówno rano pod makijaż, jak i wieczorem, na oczyszczoną cerę. I to właśnie przez noc działa najlepiej, ponieważ wycisza wszelkie trądzikowe zmiany i podrażnienia, uspokaja i wygładza skórę. Jego cena waha się pomiędzy 40 a 70 zł, warto więc szukać promocji.

Peeling enzymatyczny Sylveco

peeling enzymatyczny sylveco

Odkrycie tego peelingu to efekt moich kolejnych poszukiwań w stronę kosmetyków naturalnych. Jest bardzo delikatny dla twarzy, a przy stosowaniu raz do dwóch razy w tygodniu bardzo wydajny. Ma konsystencję masła i podczas mycia nim twarzy wydaje się, że nic się nie dzieje, a mimo to buzia robi się wygładzona i miękka. Mimo dość nieprzyjemnego dla mnie zapachu (coś jakby zioła z miodem i cytrusami) uwielbiam go używać i bardzo wspomaga moją walkę z gładką cerą. Uwaga: aby faktycznie odczuć jego działanie, twarz należy myć od trzech do pięciu minut, zgodnie z zaleceniem producenta.

Azjatyckie maseczki w płachtach

Te maseczki to mój wielki hicior 2017 roku. Szukałam czegoś, co pomoże mi zapewnić spore nawilżenie cery, dając trochę lepszy efekt niż kremy. Koreańskie i japońskie maseczki w płachtach nie tylko dają mi mega-giga-bombę nawilżeniową, ale są też cudowne w stosowaniu. Nie trzeba nic smarować, nic zmywać (a często miałam z tym trudność w przypadku maseczek smarowanych) – wystarczy położyć na twarz płachtę na 15-20 minut, a następnie ją zdjąć, wklepując resztki produktu w twarz. Najlepiej robić to wieczorem, bo wtedy działanie przeciąga się na noc i rano budzimy się z buźką niemowlaka. Te maseczki ratowały mnie też po zmyciu ciężkich wieczorowych makijaży. Wystarczyło 15 minut powstrzymać się przed zaśnięciem po męczącej imprezie, a moja cera rano była mi za to wdzięczna.

Polecam zamówić sobie paczkę kilku maseczek i popróbować. Wszystkie poniższe są bardzo fajne, testowałam na sobie i polecam.

Skin79:

Monkey animal Mask mocno nawilżająca

All That Aloe nawilżająco – łagodząca

Holika Holika:

Baby Pet Magic Mask

Aloe 99% Soothing Gel

Juicy Mask sheet Aloe

Pure Essence Avocado

Pure Essence Acaiberry

Skin Rescuer Hyaluronic Acid

Skin Rescuer Vita C

Japońskie szampony i odżywki

japońskie szampony i odżywki

Szampon i odżywka Shikioriori Tsubaki

Szampon i odżywka Beaua 10 essences

Mam bardzo gęste i grube włosy, które, ze względu na to, że mieszkam w pełnym spalin mieście i pracuję w klimatyzowanym pomieszczeniu, ciągle potrzebują nawilżenia i wygładzenia. Zanim kupiłam te produkty, długo przyglądałam im się z daleka, bo odstraszała mnie cena (wahająca się od 50 do 70 zł za sztukę). Któregoś razu skorzystałam z promocji i okazało się, że dzięki tak dużej pojemności (odpowiednio 600 i 700 ml) i pompce dozującej odpowiednią ilość produktu wcale nie wychodzi to drogo. Jednorazowo wydatek jest większy, ale w tym czasie, kiedy zużywam dużą butlę jednego z tych szamponów i odżywek, zużyłabym dwie lub trzy butelki mniejszych kosmetyków. Żaden z tych produktów nie obciąża włosów, ale też włosy nie puszą się po nich nadmiernie. Na dodatek wspaniale pachną i faktycznie sa bardzo dobrze nawilżone.

Mam nadzieję, że udało mi się polecić wam naprawdę dobre kosmetyki. A jeżeli macie jakies swoje kosmetyczne hity, koniecznie mi je polećcie. Jestem otwarta na wszelkie nowości! 🙂




Zabiegana mamo, nie masz czasu? Znajdę go dla Ciebie!

Wpis powstał we współpracy z marką Storytel.

Kiedy urodziłam dziecko, niesamowicie zaskoczyła mnie jedna rzecz i myślę, że nie byłam w tym osamotniona. Otóż okazało się, że nagle, z bliżej nieznanych mi przyczyn, nie mam czasu dosłownie na nic poza ogarnianiem dziecka, domu i (czasem) siebie.

To uczucie niesamowitego uwiązania i ograniczenia wolności towarzyszyło mi jeszcze długo… Ale w międzyczasie miałam swoje zrywy wybijania się na niepodległość i udowadniania sobie i innym, że kto, jak kto, ale ja znajdę czas dla siebie! Wrócę do dawnych zainteresowań i aktywności! Znów będzie tak, jakby dziecko absolutnie nie pochłaniało mojego czasu!

Bzdura. Nie da się. A już na pewno nie na 100%.

Co najbardziej na tym ucierpiało i cierpi do dziś? Czytanie.

Książki były w moim życiu zawsze. Odkąd pamiętam, w moim rodzinnym domu regały wypchane były wszelkiego rodzaju pachnącymi starym papierem tomiszczami. A ja, pacholęciem będąc, paluszkiem, powolutku, powolutku, sobie te tomiszcza z tego regału wyłuskiwałam. A jak wyłuskałam jedno, to już potem reszta szła jak z płatka.

Potem przyszedł etap „Tato! Cytaj!” i maglowany na wszystkie strony „Kubuś Puchatek” i „Chatka Puchatka”. I kiedy już tata przebrnął ze mną przez ten jakże wymagający od niego cierpliwości i wytrwałości etap, nadszedł wspaniały dzień, w którym zaczęłam czytać sama.

Bywało tak, że szło mi pod górę, zwłaszcza przy lekturach takich jak „Krzyżacy”, których mordowałam chyba ze 3 miesiące, albo „Dywizjon 303”, który tata musiał mi, jak za dawnych lat, przeczytać na głos, bo po każdym samodzielnie przeczytanym zdaniu dosłownie zasypiałam. Ale bywały też piękne chwile z „Lalką” Bolesława Prusa i kilkoma innymi lekturami, a przede wszystkim z całą „Jeżycjadą” Małgorzaty Musierowicz, która to, czytana namiętnie wieczorami pod kołdrą (bo trzeba już było spać, ale „jeszcze tylko jedną stronę! Do końca rozdziału!”) przyprawiła mnie o okulary, które noszę po dziś dzień.

Tyle tytułem wstępu. Wstyd się przyznać, ale od ponad trzech lat, czyli odkąd mam dziecko, można na palcach jednej ręki policzyć przeczytane przeze mnie książki. Czytałam głównie poradniki o blogowaniu i o dzieciach, natomiast ostatnią beletrystyką, której tknęłam, była cała „Gra o tron” przeczytana, kiedy byłam w ciąży.

Myślałam, że ta sytuacja się poprawi, kiedy po urlopie macierzyńskim wróciłam do pracy. Nakupiłam ebooków, zapełniłam nimi czytnik (bo papierowe książki noszone w torebce za bardzo ją obciążały) i starałam się czytać w autobusie, a potem wieczorem w domu. Z tym, że w autobusie nie zawsze udawało się usiąść, a wieczorami wiadomo. Po prostu miałam ochotę zamknąć oczy.

Te ebooki nadal cierpliwie czekają na moim Kindlu i szczerze mówiąc nie wiem, kiedy się doczekają. Brak czasu im nie sprzyja, a zmęczenie tylko pogarsza tę sytuację.

I kiedy już całkiem zwątpiłam i pogodziłam się ze stagnacją mojego rozwoju intelektualnego, z pomocą przyszła mi firma Storytel, która zaprosiła mnie do przetestowania swojego rozwiązania.

Czym jest Storytel?

To strona internetowa i aplikacja na komórkę, która umożliwia słuchanie audiobooków na dowolnym urządzeniu, o dowolnej porze i w dowolnej ilości, zarówno będąc podłączonym do internetu, jak i offline (dzięki pobraniu audiobooka), za stałą miesięczną opłatę 29,90 zł, jednak nie od razu. Po zarejestrowaniu się na stronie, można to rozwiązanie na początku przez dwa tygodnie przetestować za darmo i przekonać się, czy nam ono pasuje.

Jakie ma zalety?

Każdy podobny do mnie pożeracz książek doceni tę kwotę. Ciężko jest za nią kupić choćby jedną książkę papierową, a niejednokrotnie i e-book. Nie wspominam już nawet o sytuacjach, w których kupujemy książkę, a po kilku stronach okazuje się, że jednak nie do końca nam ona odpowiada. No trudno, zapłaciliśmy, więc męczymy się i czytamy do końca. Storytel natomiast pozwala nam z niej z łatwością zrezygnować i przejść do innych tematów.

W bazie Storytel znaleźć można tysiące audiobooków, więc każdy znajdzie coś dla siebie – nie tylko dorosły, lecz również dziecko. Co więcej, mamy tam również książki w języku angielskim, co pozwala nam w wolnych chwilach szlifować język obcy. Zawsze obiecywałam sobie, że będę czytać po angielsku i zawsze ciężko było mi to zrealizować. Teraz już nie muszę, bo po prostu sobie słucham, nieświadomie wyłapując nowe zwroty.

Gdzie i kiedy można słuchać?

Wszędzie i zawsze, to zależy od was. Ja słucham w autobusie i w metrze, na rowerze, w domu podczas gotowania, w podróży, kiedy gdzieś idę. Czytać nie mogłabym idąc lub biegnąc, a słuchać mogę niemal w każdej sytuacji. Pamiętam, kiedy chodząc z wózkiem na spacery marzyłam o czytaniu książek na ławeczce, zazdrośnie patrząc na inne mamy, które tak robiły. Ja nie mogłam, bo ledwo posadziłam pół półdupka, moje dziecko od razu otwierało oko i nieznoszącym sprzeciwu tonem kazało mi zasuwać. Storytel jest więc doskonałym rozwiązaniem dla takich mam, jaką ja wtedy byłam.

Jeżeli tak jak mi brakuje wam książek i szukacie na nie czasu, Storytel będzie wam pasować. Ja już mam zakolejkowaną cała listę i nic, tylko słuchać. Polećcie mi też koniecznie jakieś ciekawe tytuły! Teraz mam na nie duuużo czasu. 🙂

 




5 rzeczy, które możesz zrobić, aby Twoje dziecko Ci ufało

zaufanie dziecka

Zaufanie między rodzicem a dzieckiem jest bardzo wrażliwą kwestią. Wydawać by się mogło, że od narodzin małego człowieka jest ono nam dane raz na zawsze i nie trzeba nic robić, żeby je utrzymać. Że nie trzeba się starać. Tymczasem relacja oparta na zaufaniu to dla dziecka fundament jego istnienia, a każde nasze potknięcie może to zaufanie nadwyrężyć. Wystarczy chwila nieuwagi, a maluch na dłuższy czas może je do nas stracić.

Dziecko ufne to dziecko radosne, odważniejsze i bardziej otwarte. Co więc możemy zrobić, żeby krok po kroku budować relacje, które będą temu sprzyjać?

Słuchanie

Słuchanie tego, co dziecko chce nam powiedzieć nie opiera się tylko na interpretacji jego poszczególnych słów, ale przede wszystkim na zrozumieniu potrzeb i przekazów, które się za tymi słowami kryją. Czasami maluch swoją złość potrafi wyrazić bardzo raniącymi nas słowami, takimi jak „Nie kocham cię już!” albo „Jesteś głupia!”. W takich sytuacjach trzeba spróbować porozmawiać z małą istotą mówiąc jej co my sami w takich sytuacjach czujemy i zastanowić się, jak możemy taką sytuację rozwiązać. Dobrym sposobem jest też pokazywanie pozytywnych uczuć w odpowiedzi na te negatywne.

Prawdomówność

Tak samo jak w relacjach dorosłych, tak i w relacji rodzic – dziecko kluczowym warunkiem zaufania jest prawdomówność. Ważne, żeby na pytania dziecka odpowiadać w miarę możliwości zgodnie z prawdą i w taki sposób, aby dziecięcy rozumek był w stanie pojąć, co do niego mówimy. Jeżeli pytań jest cała masa, warto zrobić wysiłek i zachować cierpliwość. W zamian za każdą wyczerpującą odpowiedź maluch obdarzy nas swoją ufnością i głębokim przeświadczeniem, że rodzice wiedzą wszystko. A to dopiero jest coś! 🙂

Konsekwencja

Nie składajmy dziecku obietnic bez pokrycia. Czasami łatwo na szybko coś obiecać, żeby załagodzić sytuację, a potem o tym zapomnieć licząc na to, że maluch ma krótką pamięć. Z mojego doświadczenia wynika jednak, że dziecięca pamięć jest zadziwiająco dobra i skuteczna. Jeżeli chcemy więc być obdarowywani zaufaniem i życzymy sobie, aby maluch wierzył nam w to, co mu mówimy i co mu obiecujemy, bądźmy konsekwentni, a na pewno to doceni.

Szacunek i akceptacja

Uczucia i potrzeby dziecka nie mogą być przez nas traktowane pobłażliwie czy z przymrużeniem oka. Emocje są emocjami bez względu na to, czy wyraża je osoba trzydziesto, osiemdziesięcio czy pięcioletnia. Jeżeli więc podchodzimy do nich poważnie, a jednocześnie okazujemy maluchowi miłość poprzez przytulanie go, mówienie mu, że go kochamy, i dawanie mu poczucia bezpieczeństwa, możemy być pewni, że jego zaufanie do nas będzie pełne i niezachwiane.

Poczucie bezpieczeństwa i bliskość

To dwa elementy zaufania, które są ze sobą absolutnie nierozerwalne. Jeżeli damy dziecku odczuć, że jest bezpieczne, że przy nas nic mu nie grozi, nic mu się nie może stać, że się nie zgubi, to ono uwierzy nam na sto procent bez żadnego marginesu błędu. Jeżeli damy dziecku bliskość w codziennych relacjach, to nie będzie miało powodu, żeby nam nie zaufać.

A co jeżeli nagle zaczniemy mieć wątpliwości, że w przestrzeni publicznej, na wyjeździe, podczas samodzielnego wyjścia czy w jakiejkolwiek innej sytuacji stracimy kontrolę na dosłownie jedną chwilę, podczas której nasz dziecko zniknie nam z oczu lub po prostu się zgubi? W jaki sposób możemy dać mu poczucie bezpieczeństwa i bliskości w momencie, kiedy i je, i nas, ogarnie panika? Już od dłuższego czasu zadawałam sobie pytanie czy wystarczyłaby zwykła bransoletka z imieniem i numerem telefonu i stwierdziłam, że nie.

Odpowiedzią na moje wątpliwości stał się świetny smartwatch dla dzieci CALMEAN, który odkryłam całkiem niedawno. A ponieważ Ignaś rośnie i rozwija się w niesamowitym tempie, już teraz postanowiłam się zaopatrzyć w taki lokalizator GPS, który z jednej strony mógłby być atrakcyjnym gadżetem dla żądnego tego typu atrakcji młodego umysłu, a z drugiej dawałby nam obojgu poczucie, że mama zawsze jest obok.

To jedno małe urządzenie nie tylko pomoże nam poprzez lokalizator GPS z WiFi zlokalizować gdzie jest dziecko. Ma również w sobie budzik i telefon (posiada swój własny numer, na który możemy dzwonić). Można z niego korzystać zarówno w mieście i na otwartej przestrzeni, jak i w pomieszczeniach zamkniętych. Do wyboru mamy niebieską, różową i żółtą wersję kolorystyczną, które dzięki delikatnym, bajkowym wzorkom i odpowiedniemu rozmiarowi świetnie pasują nawet na najmniejsze rączki.

Dla mnie to rozwiązanie idealne, które i mi, i mojemu dziecku, daje poczucie bezpieczeństwa.

Na lokalizator GPS dla dziecka CALMEAN mam teraz dla was na hasło motheratorka20% rabat 20%. Rabat obowiązuje do 22 grudnia włącznie.

Wpis powstał we współpracy z marką Calmean.




Moje dziecko WRESZCIE przesypia noce. Twoje też będzie!

baby-1151351

Kiedy na świat przychodzi dziecko, każdy rodzic wie, że to początek nieprzespanych nocy. Pobudki na karmienie, pobudki bez powodu, nocne płacze, histerie, bujania, tulenia – wszyscy przez to przechodzimy. Wielu rodziców decyduje się na wspólne spanie z dzieckiem sądząc, że może to jakoś załatwi sprawę. Prawda jest taka, że chwytamy się wszystkich możliwych sposobów, byle tylko przymknąć oko na trochę dłużej.

Czas płynie, nasze dziecko rośnie i często bywa tak, że nawet się nie orientujemy, kiedy jest już naprawdę duże i samodzielne. Samo chodzi, samo je, wiele innych rzeczy robi samo, ale wciąż nie potrafi samo usnąć i samodzielnie przespać całej nocy.

Nasza historia była dość dramatyczna. Zaczęło się łagodnie, jak u wszystkich – nocne mleko, nocne bujanie, standard. W pewnym momencie, nie pytajcie jak, bo sama nie wiem, bujanie zamieniło się w czytanie bajek. Czytaliście kiedyś dziecku bajkę przez dwie godziny w nocy z opadającymi powiekami, ledwo patrząc na oczy, ale trzeźwiejąc przy każdym kolejnym płaczu i „baaaajaaaa! maaaamaaa! baaaajaaaa! cytaaaaj!”? Bo my tak. A może wstawaliście do dziecka po 10, 20 razy w ciągu jednej nocy, dając mu za każdym razem pić z butelki ze smoczkiem, przewijając je po 2, 3 razy w ciągu jednej nocy, zmieniając dwa razy zasikaną pościel i codziennie ją piorąc? Bo my tak. Spędziliśmy dwa tygodnie letnich wakacji wstawiając codziennie po 3 prania w pralce turystycznej z zasikaną pościelą. Tak to u nas wyglądało.

Nie mieliśmy już siły i nadziei na to, że się poprawi.

Właśnie wtedy, w tym najgorszym i najcięższym momencie, odkryłam Sleep Concept, czyli dwie konsultantki snu, które poprzez osobiste lub skype’owe konsultacje analizują problemy dziecka ze snem, a następnie, na podstawie swojej obszernej wiedzy i doświadczeń tworzą plan stworzony dla maluszka i jego rodziców, którego celem jest rozwiązanie wszelkich problemów ze snem. Niewiele myśląc napisałam do dziewczyn prosząc o pomoc, chociaż nie liczyłam na wiele, a moją główną obawą był wiek mojego dziecka. Kto nauczy dwulatka z konkretnymi przyzwyczajeniami przesypiać całe noce???

A jednak stał się cud. Wybraliśmy pakiet deluxe obejmujący nawet 3 godziny konsultacji i 30-dniowe wsparcie (SMS, skype, telefon, mail) w godzinach 9:00 – 22:00 , bo mieliśmy świadomość, że nasz problem jest na tyle duży, że tylko ta opcja będzie mogła go rozwiązać. Pełni obaw spotkaliśmy się z dziewczynami i jak na spowiedzi opowiedzieliśmy im o przyzwyczajeniach Ignasia. W grę nie wchodziło samo zasypianie. Przeanalizowaliśmy dosłownie wszystko: pory jego jedzenia i rodzaje posiłków, godziny drzemek, wystrój pokoju, łóżeczko, to w czym śpi i o której zasypia wieczorem. Nie mieliśmy pojęcia, jak wiele czynników wpływa na zdrowy sen małego dziecka i jak wiele możemy zrobić, żeby mu pomóc.

Diagnoza dziewczyn była bezlitosna, ale gotowi byliśmy na wszystko. Stworzyły długi i szczegółowy specjalny plan działania, uszyty na miarę dla Ignasia. Jego warunkiem było przede wszystkim całkowite odstawienie butelki ze smoczkiem, z dnia na dzień, powodowane wiekiem Ignasia, który już dawno powinien był zrezygnować z takiej butelki. Brak butelki przed snem, brak butelki w nocy, brak butelki w dzień. Przygotowanie się na to, że będzie ostra jazda bez trzymanki (i była!) zarówno przy usypianiu przez tatę, jak i przy usypianiu przez mamę. Dodatkowo bardzo wspomogła nas minimalizacja światła nocnego i maksymalne zaciemnienie pokoju (tu składam hołd mojemu mężowi, który nienawidząc montażu karniszy poświęcił się jeszcze ten jeden raz…).

Co było dla nas najtrudniejsze?

Po pierwsze musieliśmy pogodzić się z faktem, że butelka ze smoczkiem była najgorszym złem i uzależnieniem naszego dziecka, którego eliminacja była niezbędna. Dziewczyny bardzo rozsądnie podjęły tę decyzję za nas bardzo wspierając nas w całym procesie odstawiania i odzwyczajania od nocnego picia.

Po drugie potrzebowaliśmy TONY pokładów cierpliwości. Pierwsze noce z zasypianiem bez butelki i z pobudkami bez podania picia były po prostu ciężkie. Był ryk, była histeria, było wszystko, co najgorsze, a czego można się po takich zmianach spodziewać. Ale ze wsparciem dziewczyn i trzymając się cały czas ich wskazówek i naszego planu, wszystko przetrwaliśmy. A efekt jest PIORUNUJĄCY.

Z dziecka budzącego się w nocy nawet dwadzieścia razy, zasypiającego przy butelce ze smoczkiem i wypijającego w nocy nawet litr wody Ignaś stał się dzieckiem, które nie dość, że zasypia samo, przesypia całe noce i nie budzi się ani razu, to jeszcze w dzień pije pięknie z każdego kubka i każdej butelki (poza taką ze smoczkiem oczywiście!) i dużo mniej marudzi, bo jest po prostu wypoczęty. Po trzech nocach awantury i walki moje dziecko czwartą noc przespało w całości. Nie wierzyłam własnym oczom, kiedy rano po przebudzeniu spojrzałam na zegarek i zreflektowałam się, że spędziłam tyle godzin w  jednym miejscu, którym było moje własne łóżko.

Dziewczyny ze Sleep Concept odwalają kawał dobrej roboty.

Uratowały mi życie kiedy nie miałam już nadziei na to, że wróci ono do normalności.

Opowiadając znajomemu Australijczykowi o tym, przez co przechodzimy, dowiedziałam się, że w Australii takie usługi są na porządku dziennym. Oddaję wam ten wpis do dyspozycji z głęboką nadzieją, że pomogę wielu wymordowanym nocami mamom i tatusiom podjąć decyzję o wykonaniu telefonu do dziewczyn ze Sleep Concept. Dla nas zmienił on wszystko.


Zapraszam do grupy mam, w której radzimy sobie, pomagamy i jesteśmy dla siebie przyjazne: KLIK. Czekam tam na Ciebie z niecierpliwością!