Dlaczego nie obchodzę Halloween?

29 października 2015
little-girl-holding-halloween-candle-holder-picjumbo-com

Odkąd tylko sięgam pamięcią, 1 listopada rodzice zabierali mnie na groby bliskich. Pobudka wcześnie rano, żeby uniknąć tłumów, dosypianie w samochodzie, kupowanie kwiatów, palenie zniczy, potem często jeszcze pańska skórka i obwarzanki, a po powrocie do domu gorąca herbata i odsypianie.

Taką tradycję przejęłam i ja, w tym roku po raz kolejny wybiorę się z moim mężem i z moim dzieckiem, aby na chwilę się zadumać, pomyśleć o naszych bliskich zmarłych, pomodlić się za nich. Wiem, że to niemodne i wstyd się w dzisiejszych czasach przyznawać – jesteśmy ludźmi wierzącymi. Nie walczącymi pod krzyżem fanatykami i nie babciami w moherowych beretach, po prostu wierzącymi. Może dlatego nasze polskie, katolickie tradycje są nam tak bliskie i jesteśmy do nich przywiązani, bo kształtowały i spajały nas w rodzinnych domach, a teraz są budulcem rodziny, którą wspólnie tworzymy.
Od kilkunastu lat w ten spokojny, pełen refleksji okres przełomu października i listopada szturmem wdarła się też inna tradycja, przez wielu nazywana również świętem – amerykańskie Halloween. Tradycja bardzo radosna i śmieszna, połączona z zabawą i przebieraną imprezą – czymś, co zawsze uwielbiałam. Co więc mi w niej przeszkadza? Co w końcu może być irytującego w nieszkodliwym sposobie na umilenie sobie jesiennych dni?
Pech chciał, że święto Wszystkich Świętych koliduje w czasie z Halloween. Że wszystkie te na pewno fantastyczne i przezabawne przebierane imprezy organizowane są dokładnie w weekend, który w moim zamyśle zawsze był weekendem pełnym wyciszenia, zamyślenia i refleksji.
Pełgający ogień zawsze oznaczał dla mnie palące się na grobach znicze, a nie wydrążoną dynię z wyrytym na dyniowej twarzy grymasem (chociaż akurat ten aspekt Halloween uważam za najbardziej sympatyczny i klimatyczny). Zmarli kojarzyli mi się z moimi bliskimi, których już z nami nie ma, a nie z kościotrupami i zakrwawionymi monstrami, za które można się w tych dniach przebrać. Słodycze w tym czasie były dla mnie wspomnianą pańską skórką czy ryżową kulką pod cmentarzem, a nie cukierkami rozdawanymi od domu do domu w ramach trick or treat.
Nie neguję i nie potępiam tych, którym Halloween sprawia radość i którzy z ekscytacją w oczach co roku tę dynię wydrążają (masa roboty swoją drogą, podziwiam!), przebierają się i rozdają cukierki (to chyba bardziej pozostawia się dzieciom?). Ja nie umiem się do tego przekonać. Nie potrafię pogodzić wieczorno-nocnej imprezy z wczesno-porannym wyruszeniem na cmentarz następnego dnia, tak jak nie potrafię pogodzić hucznej muzyki i imprezowego nastroju z modlitwą i zadumą. Nie dla mnie takie przeskoki.
Od dłuższego już czasu zastanawiam się też, co zrobię, kiedy za kilka lat moje dziecko poprosi mnie o uszycie lub kupienie kostiumu i zaopatrzenie w torbę cuksów, bo kolega, przedszkole lub szkoła organizuje Halloween. Nie sądzę, żebym potrafiła mu odmówić, bo też nie uważam, żeby miała to być zbrodnia przeciwko ludzkości. Ale wiem, że czeka mnie wtedy wyzwanie, któremu do tej pory nie umiałam sprostać: pogodzenia tradycji z nowoczesnością, akceptacji zmian i utraty cząstki duszy i tożsamości na rzecz obcych mi wartości.
Czy podołam? Zapewne rzeczywistość nie pozostawi mi wyboru. Albo, tak jak wielu innych rzeczy, nauczy mnie tego moje dziecko.
candle-1216603

Podobne wpisy

  • Weronika Woźniak

    Ja osobiscie w ogole imprez wolę unikać, wszelakie imprezy to nie moje klimaty. Wszakze mysle, ze za te pare lat, jak mowisz (czeka to i mnie), trzeba sie bedzie raczej postawic w miejscu dziecka. 7-letni brzdac nie rozumie dlaczego musi stac nad grobem jakiejs babci, ktorej w zyciu na oczy nie widzial, marznac przez dwugodzinna msze, ktorej nawet nie slucha, bo wazniejszy bedzie kamyk, który bedzie mogl sobie pokopac w miedzyczasie (zwracając na siebie uwage babc, ktore stac beda obok i pod nosem marudzic: „bo jak tak dziecko mozna wychowac”). A koledzy w przedszkolu beda mu opowiadac jakie stroje beda mieli, jaka to bedzie zabawa, jaka gore slodyczy zbiora. Wiadomo, ze bardziej go bedzie cieszyla opcja wyjscia z kolegami w przebraniu zombie, bo bedzie za maly, by zrozumiec, ze „nasza wiara nie toleruje Halloween”, ze to „poganskie” swieto. Oczywiscie tlumaczyc mozna, rozmowy z takim brzdacem sa wskazane. Nic nie zrozumie za pierwszym razem, ale za trzy lata moze cos tam juz do glowy wpadnie. Dlatego mysle, ze jak moje dziecko bedzie w wieku przedszkolnym i przyjdzie do mnie, bym kupila mu stroj na halloween to zrobie to, bo wiem, ze sprawi mu to mase radosci. 😉

  • W sumie, jakbym czytała swój własny stary wpis! Jeśli masz ochotę przeczytać prawie bliźniacze przemyślenia w temacie to zajrzyj do nas, wpis „Halloween chciane, niechciane”. Ja pamiętam dokładnie taką samą tradycję u nas. Może bez świtu, ale wczesnym rankiem. W ciepłych, odświętnych ubraniach. I pamiętam jeszcze jedno bardzo dobrze, jak za którymś razem jako odstrojona dziewczynka, radośnie w dwóch rękach niosłam znicze, ale się potknęłam przed cmentarzem… Odświętnie po tym zdarzeniu już nie wyglądałam, ale znicze – uratowane 😀

  • Jagoda Data-Roszak

    Bardzo fajny wpis. Utożsamiam się z nim w 100% Też nie jestem super-fanką halloween, ale zdaję sobie sprawę, że kultury sie przenikają i tradycje również, stąd tez różne modyfikacje i zmiany. dobrze jest mieć jednak świadomość, że ma się z tym trudności. Ja pewnie też będę miała za kilka lat kłopot z tym jak pogodzic chęc dzieci do balowania, gdy dla mnie będzie to czas zadumy…ale na pewno damy radę. Rozmowa czyni cuda 🙂

  • U mnie jest bardzo podobnie. Tyle lat dzieciństwa i później jako nastolatka nigdy nie myślałam o tym, żeby iść na imprezę przed wszystkimi świętymi. Podobają mi się te wszystkie dekoracje i cały zamysł święta ale wydaje mi się, że nie do końca został przyjęty w PL jako zwyczaj.