Okaż miłość. Pokaż ciało!

28 lipca 2016

DSCN6173

Kiedyś byłam piękna. Szczupła. Smukła. Miałam płaski brzuch, gładkie uda, jędrny biust. Która z nas, matek, tak nie myśli? Która z nas nie patrzy z lekką nutką zazdrości na nastolatki i bezdzietne dwudziestolatki, które na plaży z dumą prężą się z bikini wyczekując przy brzegu na przystojnych ratowników? Która z nas idąc za taką gibką i młodą niunią w szortach krótszych niż ustawa przewiduje nie ma przed oczami swoich własnych wyborów zakupowych, które sprawiły, że stolik z szortami ominęła szerokim łukiem na rzecz z roku na rok coraz dłuższych spodenek, coraz dłuższych spódnic, pareo, namiotów i innych elementów, które coraz mocniej zakrywają jej kobiecość?

Kiedyś ważyłam ponad 10 kg mniej niż dzisiaj. To były czasy, kiedy miałam 18 lat, zdawałam maturę i uważałam, że świat należy do mnie. I należał. Jeździłam, gdzie chciałam, robiłam, co chciałam, nikogo nie słuchałam, ale też powoli sobie dojrzewałam. Dziś jestem 12 lat starsza, bogatsza w doświadczenia, ale widzę też jak przez ten czas zmieniło się moje ciało. Mój Boże, ile bym dała, żeby znów być tamtą nastolatką bez grama tłuszczu! Ale jest jedna rzecz, której bym za to za nic w świecie nie oddała: moje dziecko.

To jest trudny proces.

To jest długotrwały proces. To jest w końcu proces, który wymaga od nas, matek, dużego wysiłku i poświęcenia. Ale jeżeli nie zaakceptujemy, jeżeli nie pokochamy naszych ciał, tych ciał po ciąży, po porodzie, po cesarce, z rozstępami, cellulitem i całym tym inwentarzem, który ciąża, poród i połóg dały nam w gratisie, będzie nam niezwykle ciężko. Będzie nam ciężko założyć kostium i wyjść na plażę, będzie nam ciężko pójść na basen, będzie nam ciężko dobrze się bawić i zapomnieć o naszych kompleksach. A warto o nich zapomnieć i mieć je w głębokim poważaniu! Warto nie dla siebie, tylko dla naszych bliskich. Dla męża, który, wierzcie mi na słowo, nie chce ich widzieć i ich nie widzi. Dla dziecka, dla którego radosna i aktywna mama jest o niebo lepsza niż ta siedząca w kącie, zasłonięta milionem warstw, zawstydzona kobieta. Dla wspomnień.

Nie jestem fit i nie zawsze żywię się zdrowo.

Nie znoszę biegania i aerobiku, w lepszych okresach zdarza mi się chodzić na basen i pilates, ewentualnie odstawić cukier i białe pieczywo, które jednak kocham miłością ogromną i nie umiem długo ich sobie odmawiać. Jestem daleka od ideału, nie żyję w tak modnym ostatnimi czasy rytmie slow. Ale lubię siebie i swoje życie, i uczę się akceptować i lubić swoje ciało.

To jest proces.

Proces godzenia się i kłócenia z samą sobą. To jest płacz, kiedy siadam i widzę, że z przodu wypływa mi trochę brzucha, a z boku wypływa mi trochę czego innego. To nie jest atrakcyjne i zdaję sobie z tego sprawę, ale tak długo, jak długo będę się nad sobą użalać, nie będę szczęśliwa, a moje otoczenie będzie to odczuwać.

Najpiękniejszym momentem tegorocznych wakacji był moment, kiedy wstałam z ręcznika, zdjęłam koszulkę, zostałam w samym kostiumie i zaczęłam się po prostu bawić z moim dzieckiem nie patrząc na ludzi dookoła i nie myśląc o tym, że w takiej czy innej pozycji obnażę niedoskonałości mojego ciała. One są i będą, nie oszukujmy się. Skoro widzę je ja, widzą je też inni. Ale szczerze? Mam gdzieś co o nich myślą, bo liczy się tu i teraz, liczy się moment, kiedy moje dziecko  jest szczęśliwe, bo przyniosłam mu w wiaderku wodę z morza, bo bawiłam się z nim przy brzegu, bo razem spędzaliśmy czas. I drugi moment, kiedy w krótkich szortach i obcisłej bluzce na ramiączka, bo to akurat miałam pod ręką, wskoczyłam na rower i we trójkę popędziliśmy spontanicznie przez las. Dawno już tak dobrze się nie bawiłam. Mój celulit i rozstępy zniknęły dokładnie w tamtej chwili, zniknęły z mojego życia i z mojego słownika. Nie ma ich. Nie istnieją.

Ktoś z boku może powiedzieć, że takie kompleksy są śmieszne. Że przecież dobrze wyglądam. Że z czym ja się chcę godzić.

Żadne kompleksy nie są śmieszne.

Żadne też nie są łatwe, bo dopóki są w nas, to są naszym problemem, z którym my same musimy się zmagać. Ale czy jakiekolwiek dziecko powiedziało kiedykolwiek: „Pamiętam, jak świetnie się bawiliśmy, kiedy mama siedziała na kocu za parawanem!” albo „Moje najlepsze wspomnienie to siedzenie w pokoju, kiedy mama nie chciała wyjść, bo było zbyt gorąco na długie spodnie!” No nie.

Nie nauczymy swoich dzieci, zarówno córek, jak i synów, lubić swojego ciała, jeżeli same nie będziemy lubić własnego. Nie nauczymy ich nie porównywać się do innych ludzi, jeżeli same będziemy to nieustannie robić. Nie stworzymy fantastycznych wspomnień, nie damy im pięknego, beztroskiego dzieciństwa i nie nauczymy ich samoakceptacji, jeżeli same nie będziemy się akceptować. Nasze dzieci, to nasze lustro – odbiją wszystko, co im pokażemy. Niech więc będą jak zwierciadło Ain Eingarp z Harry’ego Pottera, które odzwierciedlało najskrytsze pragnienia, najpiękniejsze rzeczy, do których człowiek może w życiu dążyć. I pokażmy im te właśnie pragnienia.

DSCN6188

DSCN6189_1

Podobne wpisy

  • Klaudia

    Super tekst,jest mi naprawde bardzo dobrze znane to uczucie dotyczace kompleksow i ludzi ktorzy uwazaja je za smieszne.
    Zawsze jednak staram sie stawiac jako pierwsze pytanie to czy moje dziecko jest szczesliwe czy przypadkiem moje kompleksy nie przyslaniaja mi corki.

    • I to jest bardzo dobre podejście 🙂 A kompleksy niech się schowają, nie chcemy ich!

  • Klauduska

    Pewnie ze nie da się zmienić całego naszego ciała po porodzie ale są też takie miejsca np brzuch gdzie ćwicząc można pomóc mu trochę wrócić do stanu sprzed ciąży. Sama jestem mamą dwóch dziewczynek i nie zawsze mam czas i siłę żeby wieczorem ruszyć ręką ale przynajmniej staram się wyjść kilka razy w tygodniu na rower albo poćwiczyć w domu bawiąc się z młodsza córka. Lepiej coś robić niż użalac się nad własnym ciałem i zazdrościć koleżankom. W moim przypadku sama akceptacja siebie niewiele daje bo o ile zaakceptuje rozstępy na piersiach o tyle wiem że z cellulitem mogę walczyć na wiele sposobów, wystarczy chcieć.

    • Od jesieni zamierzam się za siebie wziąć 🙂 Teraz jeszcze w wakacje robię sobie czas rozprężenia, ale od września ruszam z programem treningowym 😀 Za rok czeka nas prawdopodobnie Chorwacja, więc muszę się wylaszczyć, choćby sama dla siebie! 😉

    • Zana Zan

      jak masz rozstep miesni brzucha po ciazy to czasami tylko operacyjnie mozna poprawic wyglaad brzucha – dlatego prosze nie generalizuj 🙂
      a post rewelacja !!

  • Kompleksy są tylko w naszej głowie. Naprawdę ludzie nie zwracają na nas uwagi. Moze tylko ja tak mam i dlatego tak myślę, bo nigdy nie przeszło mi przez myśl, żeby myśleć nad pupą z rozstępami czy wałeczkiem pociążowym innej kobiety :P. Jesteśmy stworzone do wielkich rzeczy – dajemy nowe życie. Wszystkie zniekształcenia w postaci utraty figury są wpisane w koszty :-). Wiadomo nie możemy się zapuścić, ale broń boże nie możemy wariować, bo matki mają tyle cudownych cech, które przyslaniaja nasze niedoskonałości… Świetny tekst :-*

    • Niestety na świecie sporo jest jeszcze takich osób, które, w przeciwieństwie do Ciebie, aż zanadto zwracają uwagę na fizyczne niedociągnięcia ludzi dookoła i potrafią robić brzydkie uwagi kiedy myślą, że nikt ich nie słyszy…

      Bardzo dziękuję 🙂

  • Proszę Cię!!! śliczna jesteś!!!
    Ludzie potrafią być mega wredni…. zawistni …..
    Ciało kobiety po porodach bardzo się zmienia i nie zawsze da się je doprowadzić do stanu sprzed ciąży , ma na to wpływ wiele czynników. Czasem ciąża potrafi dac w kość i nie mówię tu o zbędnych kilogramach 😉

    • Bardzo dziękuję za komplement 🙂 To bardzo budujące! A ciąża potrafi dać w kość pod każdym względem, doskonale sobie z tego zdaję sprawę niestety…

  • Świetny tekst <3
    Kompleksy są w głowie i zwykle otoczenie nie widzi tego co osoba zakompleksiona ma za dramat. Słowem to my musimy nauczyć się zacząć akceptować siebie, bo każdy, absolutnie każdy może mieć kompleksy. Szczupłe osoby, o których byśmy nie raz powiedzieli, że mają figurę modelki kryją się za szerokimi ciuchami, bo wstydzą swojego ciała. Inna rzecz, że mam wrażenie, że obecnie bardzo szczupłe osoby są bardziej szykanowane niż te okrąglejsze. A przecież nie mogą wszyscy na świecie wyglądać tak samo. Jesteśmy różni i to jest piękne.

    • Ja przez lata żyłam z kompleksem małego biustu, którego nikt nie rozumiał, a ja przeżywałam tragedię… Teraz już się z tego śmieję, ale wtedy nie było mi do śmiechu 😉

      • Haha z biustem to samo miałam, a teraz w sumie się cieszę, bo przynajmniej te moje pryszcze w ogóle nie zmieniły się po dwóch ciążach 😉 Jeszcze mam odstające uszy, to je po prostu zakrywam i tyle. Chociaż ostatnio coraz częściej nawet to sobie odpuszczam wiążąc całkowicie włosy, bo jak mi jakieś włosy wystają swobodnie to mój 4-miesięczniak z chęcią je chwyta i wyrywa ;)))

  • Aneta

    Ile ja nastolatek widzę z gorszym ciałem, kochana, nie jest źle 😉

    • Kurde, ja widzę tylko takie bez brzuchów i celulitu 😀 Muszę się uważniej rozglądać! 😉

      • Aneta

        Ja w zasadzie codziennie pocieszam się widokiem nastolatek z gorszymi ciałami ode mnie 😀 (dwójka dzieci i cesarka)

  • Do czasu, gdy Twój cień nie zasłania nikogo kto właśnie się opala nikt Cię nie zauważa na plaży. Jesteś jedną z tłumu i tyle. O ile nie przypominasz patyka, słonia czy muru graffiti, nie chodzisz topless czy nie sprzedajesz piwa/popcornu/kiełbasek z grilla nad morzem nawet nie spojrzy. To siedzi w naszych głowach, bo tak naprawdę każdy widzi tylko czubek własnego nosa. Poza tym – nie masz czego się wstydzić!

  • BOTAKowo

    Zgadzam się w 100%! Tylko, że Ty wyglądasz świetnie! Ja w czasie ciąży przytyłam ponad 30 kg!!! Udało mi się zrzucić 25, ale nadal mam brzuchatą pamiątkę po cesarce. Nie mniej nie przejmuję się tym wcale, zmieniłam nieco garderobę i tak jak piszesz aktywność z dzieckiem przede wszystkim, bo ostatnie czego chcę to by córka ode mnie uczyła się kompleksów i braku pewności siebie. Cycki do przodu mamuśki <3

  • Patrząc na Twoje zdjęcie popadłam w jeszcze większy kompleksy 😀 A poważnie trafiłaś w sedno sprawy z tym postem 🙂

  • Ja też ważę o 10kg więcej niż kiedyś, ale też od tamtego czasu zmieniła się cała moja figura! Nie mam już ciała nastolatki, a dojrzałej kobiety 🙂 Nie odżywiam się super zdrowo, ale czuję się dobrze 🙂

  • Dzięki za ten tekst i mów do mnie jeszcze.
    Niestety ja prócz kompleksów musze się też pozbyć wredne uczucia zadowolenia, gdy spotkam dużo młodsza kobietę ode mnie, a wyglądającą gorzej niż ja. To straszne uczucie, bo dokładnie takie samo, które zapewne na mój widok czują kobiety posiadające cudne ciała.

  • Iza D- www.nietylkorozowo.pl

    Ja chyba jestem innym przypadkiem, bo po drugiej ciąży wyglądam lepiej niż przed. Schudłam sporo, może nawet zbyt dużo, już w ciąży (nie specjalnie, po prostu tak mam). Ale nigdy, a przynajmniej nie pamiętam, nie czułam się tak dobrze jak teraz ze swoim ciałem, a waga wskazywała tyle co teraz ostatnio chyba w gimnazjum. Albo podstawówce. Tylko…mogłabym już więcej nie chudnąć. Wystarczy 😉
    A Ty świetnie wyglądasz:)

    • Bardzo dziękuję za komplement 🙂 W takim razie trzymam mocno kciuki, żebyś już więcej nie chudła i czuła się dobrze w swoim ciele! 🙂

  • Jako 18-latka ważyłam 10 kg więcej niż teraz i byłam tłusta. Teraz może nie wyglądam na nastolatkę, ale lubię moją figurę (choć trochę sportu na pewno by jej nie zaszkodziło).

    • To super, że u Ciebie nastąpiła odwrotna przemiana, to bardzo pozytywne 🙂

  • Magda, z przyjemnością przeczytałam tekst, bo temat jest tak często poruszany, a jednak kobiety zupełnie nie dopuszczają do świadomości tego o czym piszesz. Jest tyle ważniejszych rzeczy na świecie i w naszym życiu od kilku centymetrów cellulitu na naszym ciele, które z punktu widzenia naszych partnerów czy dzieci są kompletnie nieistotne. Kompleksy nie są śmieszne i nie powinny być lekceważone, ale nie mogą przysłaniać wszystkich wartościowych rzeczy, które mamy do zaoferowania.
    Poruszyłaś też bardzo ważną kwestię, a mianowicie taką, że matka nie powinna budować w dziecku świadomości, że niedoskonałości urody mogą zaważyć na jakości naszego życia.

    • Ola, bardzo Ci dziękuję za tak wartościowy komentarz. To prawda, że jest w życiu wiele ważniejszych rzeczy niż to, jak postrzegamy same siebie. Co oczywiście nie daje nam też przyzwolenia na absolutne zapuszczenie się i nie dbanie o siebie 🙂 Ale to już jest temat na zupełnie oddzielny wpis 🙂

      • Wychodzę z założenia, że jeśli kobieta naturalnie dba o siebie, swoje zdrowie, rozwój, pasje i relacje z otoczeniem, to jej piękno bije na swój jedyny, niepowtarzalny sposób. Każda z nas jest inna i to jest cudowne.
        Lubię piękne kobiety (jakkolwiek to zabrzmi 😉 ), ciekawi mnie ich historia, ich podejście do życia i choć fizyczność czasami bardzo przyciąga wzrok, to zwykle szukam w nich tego czegoś unikalnego. Myślę, że mężczyźni mają całkiem podobnie, jeśli szukają dla siebie partnerek na stałe lub przynajmniej na dłuższy czas.

  • www.kilkuetatowamama.com

    Przypomniałaś mi o zwierciadle Ain Eingarp :):):)
    Kompleksy są w naszej głowie, ale też otoczenie niejednokrotnie negatywnie wpływa na nasze postrzeganie siebie..

    • To było dobre zwierciadło, sama z chęcią bym w nie popatrzyła 🙂

  • Renata Tokarska

    brawo!!!!brawo za powiedzenie tego, o czym myśli wiele z nas!

  • przecież jesteś super zgrabna- nie widze żadnych zbednych kg u Ciebie 🙂