Czym jest normalność?

25 września 2015

Dziecko rośnie, poznaje świat, zwiększa swoją świadomość, buntuje się. Nastolatek chce wolności, samodzielności, niezależności, buntuje się. Dorosły kończy studia, zaczyna pracę, zakłada rodzinę, dowiaduje się jak wygląda życiowy znój i trud, buntuje się.


Na każdym etapie naszego życia w pewnym momencie mamy problem z zaakceptowaniem nowo zastanej rzeczywistości. Nie godzimy się na zmiany, chcemy, żeby znowu było normalnie, a potem nagle orientujemy się, że nie wiadomo kiedy już jest normalnie, że przywykliśmy, że zaakceptowaliśmy. I chwilę potem, całkiem jak w filmie “W głowie się nie mieści”, nasze kolejne fundamenty upadają tylko po to, aby ich miejsce zastąpiły nowe. Dlaczego tak się dzieje?
Osobiście największy bunt przechodziłam nie jako dziecko i nie jako nastolatka, ale właśnie wkraczając w dorosłą samodzielność. Odkąd tylko zaczęłam dążyć do wyprowadzki od rodziców, mówiłam sobie:

Jeszcze tylko chwila. Wytrzymaj. Za chwilę będzie normalnie.

Po zamieszkaniu na swoim nagle się zdziwiłam. No bo jak to, nie ma pieniędzy na narty co roku i letnie wakacje co roku? Musimy spłacać kredyt? Nie mogę sobie kupić wszystkich zachcianek, bo priorytetem jest utrzymanie domu i nas przy życiu?

To przejściowe, to się zmieni. Jeszcze będzie normalnie.

Na nartach nie byłam od ponad pięciu lat.
Chwilę potem urodził się nasz synek. Ledwo zaakceptowałam wszystkie te braki i ograniczenia, pogodziłam się z nimi, nie wiedzieć kiedy polubiłam ten stan, a tu nagle kolejna rewolucja na skalę tej francuskiej. Wszystko runęło, posypało się, poszło w przysłowiowy piździec. Trzeba się było od nowa uczyć rzeczywistości, nie bez buntu, nie bez pretensji do życia, nie bez żalu. I teraz znowu, nie wiedzieć kiedy, nauczyłam się tej rzeczywistości, przeprosiłam się z nią i zaprzyjaźniłam. I znowu czeka mnie zmiana, bo ja do pracy, a dziecko do żłobka. I znowu pewnie będę psioczyć, będę się złościć, będę chciała, żeby moja normalność wróciła. Aż w końcu zastanie mnie ta nowa. Też pewnie do czasu.

Czym więc jest normalność? Czy mamy ją w życiu jedną, niezmienną, niezastąpioną? Powoli dochodzę do wniosku, że tych normalności jest cała masa i tylko my sami musimy się nauczyć otwierać im drzwi i przyjmować pod swym dachem nie jak chwilowego gościa, lecz jak domownika. I każda kolejna zmiana uczy nas czegoś nowego, daje nam mądrość i doświadczenie. Tak to właśnie fajnie i rozsądnie zostało gdzieś przemyślane.

Odezwę się do Was przy następnej rewolucji. Zobaczymy, czy wtedy też będę taka mądra.

Podoba Ci się to, co napisałam? Daj mi koniecznie znać! Możesz to zrobić na kilka sposobów:

– Polub mój fanpage na Facebooku KLIK
– Polub ten konkretny wpis lub udostępnij go klikając na ikonkę Facebooka poniżej
– Napisz mi ciekawy komentarz pod wpisem tutaj lub na Facebooku

Będę
Ci wdzięczna za każdy taki gest, bo dzięki niemu będę wiedziała, że moi
czytelnicy gdzieś tam są, czytają i podoba im się to, co piszę.
Dziękuję!!!

Podobne wpisy