Jestem matką. Jestem… suczą.
Z kobietą, która zostaje matką, dzieją się różne rzeczy, najczęściej bardzo dziwne. Ciąża, hormony i targające nią emocje są tylko początkiem, czymś w rodzaju przygotowania na to, do czego będzie ona zdolna później. Bezdzietni znajomi patrząc na nią z boku będą się zastanawiać co też najlepszego ona wyprawia. Czy przypadkiem nie zwariowała i dlaczego stała się taką, pardon my French , suczą. A ona, przy całej masie swoich zalet i niezaprzeczalnie wspaniałych cech, które nabyła, musiała również po prostu przybrać barwy wojenne. Oto kilka przykładów dlaczego tak się dzieje.
Postawa: ja wiem lepiej
W otoczeniu matki, szczególnie takiej świeżo upieczonej, każdy chce pomóc, każdy służy dobrą radą. Jednak matka w większości przypadków wykształca mechanizm obronny, dziękując mniej lub bardziej grzecznie za okazaną pomoc i twierdząc, że ona wie najlepiej, co jest dobre dla jej dziecka. A im to dziecko starsze, a wychowywanie go bardziej złożone, matka coraz bardziej wnerwia się, kiedy ktokolwiek cokolwiek jej narzuca. Lepiej więc podchodzić do takiej matki jak do jeża, a sugestie poddawać bardzo delikatnie, żeby jej skrywana skrzętnie na co dzień suczowatość nie wyszła na światło dzienne.
Postawa: dajcie mi wszyscy święty spokój
Matka śpi mało albo wcale, więc to naprawdę nie jej wina, że raz na jakiś czas musi, ale to po prostu musi wyjść z niej wredne babsko. Jest zmęczona, niecierpliwa, zgryźliwa i złośliwa, a to wszystko dlatego, że jej matczyna natura buntuje się przeciwko nocnym pobudkom, lulaniom, bujaniom i karmieniom na skraju sił i załamania. Takiej matce po prostu trzeba wybaczyć.
Postawa: moje dziecko jest nietykalne
Kiedy matka słyszy w przedszkolu lub jakimkolwiek innym miejscu o wysokim natężeniu nieletnich na metr kwadratowy, że któreś dziecko jest agresywne i w jakikolwiek sposób zagraża jej skarbowi, uruchamia mechanizm żądzy mordu w oczach, dopóki nie dowie się, że jej maluchowi nic nie jest. Jednak żądza ta mimo wszystko nie aktywuje się w żaden poważny sposób nawet kiedy okazuje się, że sprawa dotyczy jej skarbeczka. Wtedy szybko przeradza się ona w troskę i czułość, a matka-sucz ulatnia się tak szybko, jak się pojawiła.
Postawa: ile można naraz?!
Kiedy matka siedzi z dzieckiem w domu, a po pracy przychodzi mąż z pytaniem co robiła w ciągu dnia, bo przecież w domu jest pieprznik, wtedy w matce coś wybucha. Kiedy w grę wchodzi dziecko chore lub przeziębione, sprawa zaognia się jeszcze bardziej. Kiedy matka zasuwa jak może ogarniając dom, górę zakupów, odebranie dziecka z przedszkola i Bóg jeden raczy wiedzieć co jeszcze (niektóre rzeczy wie tylko matka), lepiej nie dawać znać, że się tego nie docenia, choćby i efekty nie były widoczne gołym okiem. Takie uwagi grożą śmiercią lub kalectwem.
Postawa: obudź, a zatłukę
Kiedy za ścianą u sąsiadów odbywa się impreza, a w pokoju obok śpi nie bez trudu uśpione dziecko, matka jest w stanie do upadłego walić szczotką w kaloryfer lub wręcz w drzwi niesubordynowanych sąsiadów, byle tylko ochronić się przed najgorszym. Kiedy w trakcie snu malucha matkę odwiedzą znajomi, którzy nie zechcą uszanować potrzeby ciszy, żadna znajomość nie przetrwa tej próby. Sen dziecka jest święty. Święty!
Można by tak pewnie wymieniać w nieskończoność, ale nie w tym rzecz. Z tego miejsca błagam wszystkich, którzy nawiążą kontakt z matką-suczą, matką wredną, niemiłą i opryskliwą: miejcie dla niej litość. Minie jej. Ale dopóki jej nie minie, zejdźcie z jej pola rażenia. Lepiej nie ryzykować.
Spodobało Ci się?
- Udostępnij na Facebook
- Polub mój fanpage na Facebook
- Będzie mi miło, jeżeli pozostawisz po sobie ślad w postaci komentarza
- Możesz też obserwować mnie na Instagramie , gdzie znajdziesz dużo kawy, kwiatów, jedzenia i kosmetyków
-
Zwykła Matka
-
ladymamma.pl