10 rzeczy, których nikt nie powie Ci o karmieniu piersią

28 stycznia 2017

karmienie piersią

Temat karmienia piersią poruszany jest w całym macierzyńskim internecie, jak przeglądarki długie i szerokie. KAŻDY ma na jego temat swoje zdanie. Można znaleźć opinie za i przeciw, różne psychologiczne, medyczne i paramedyczne teorie. Jako matka, która zrobiła wszystko, żeby karmić naturalnie, a koniec końców poległa, staram się nie stawać po żadnej ze stron, ale dziś, kiedy moje dziecko ma prawie 3 lata, a ja nie karmię już od bardzo dawna, wreszcie mam siłę, żeby opowiedzieć moją historię.

Mój synek urodził się z hipotrofią urodzeniową, ważąc 2460 g, i kiedy leżał na mnie taki malusieńki podczas kontaktu skóra do skóry, jeszcze nie zdawałam sobie sprawy jak ciężka czeka nas przeprawa. Już w tamtym momencie powinnam była zrozumieć, że coś jest nie tak w fakcie, że nie przyssał się do mojej piersi od razu po porodzie, ale nikt mnie na to nie przygotował.

Byłam tak bardzo nastawiona na karmienie piersią, że każda propozycja podania mleka modyfikowanego była dla mnie jak policzek. A jednak podjęłam tę decyzję już w szpitalu, karmiąc ze strzykawki przez sondę po palcu wskazującym. Nigdy nie zapomnę jak rzewnymi łzami płakałam, kiedy moje głodne dziecko łapczywie wypiło na oddziale neonatologii całą podaną mu dawkę mleka z butelki ze smoczkiem. Wyłam z wyrzutów sumienia, bo cały świat, całe moje otoczenie wmówiło mi, że nie ma dla niego większej krzywdy niż ten los, który właśnie mu zgotowałam.

Karmiłam przez nakładki, karmiłam przy dźwięku suszarki, karmiłam tylko w domu. Karmiłam przez cztery miesiące i przypłaciłam to ciężką depresją poporodową. Dlatego dzisiaj wreszcie nadszedł ten dzień, że powiem wam to, czego mi nikt wtedy nie powiedział.

Boli

Karmienie boli jak cholera. Nie jest przyjemne, na pewno nie na początku i ja niestety nie dotrwałam do momentu, w którym ta niewątpliwie wspaniała bliskość z dzieckiem sprawiałaby mi przyjemność. Wolałam je tulić, nosić, bujać, głaskać i być blisko niego na każdy inny sposób.

Nawał pokarmowy to koszmar

Nawał wszędzie opisywany jest po prostu jak krótki moment, kiedy pokarmu robi się bardzo dużo, ale wystarczy przystawić dziecko, hop siup i po problemie. Ale wyobraźcie sobie nawał, podczas którego dziecko, tak jak tuż po urodzeniu i przez cały okres karmienia, nie chce ssać. Efekt Pameli Anderson gwarantowany bez operacji. Ból i rozstępy w gratisie. I smród mrożonych, tłuczonych liści kapusty. Do dziś mnie wzdryga na ich widok.

Zapalenia piersi nie są rzadkością

Przeszłam ich dwa i za każdym razem wyglądały tak samo: ja, zwinięta w szlafrokową kulkę na kanapie, z 40-stopniową gorączką i palącą z bólu klatą, a koło mnie śpiące w bujaku niemowlę. I modlitwy o to, żeby spało jak najdłużej, żebym mogła to jakoś przetrwać. Nie znam matki, która tego nie przechodziła. Nie znam też takiej, która dobrze to wspomina.

Leci. Wszędzie leci!

Budzisz się rano i leci. Budzisz się w nocy i leci. Wychodzisz do sklepu i leci. Wchodzisz pod prysznic i… LECI!!! Nigdy nie wiesz kiedy Cię to zaskoczy, nie panujesz nad własnym ciałem i żyje ono własnym życiem.

Laktator Twoim przyjacielem

Ja w wyprawce kupiłam ręczny, potem jeszcze drugi. I lipa, nic mi nie dały. Dopiero moja ukochana, przecudowna i niezastąpiona Medela Electric stała się moją trzecią ręką. Spędzałam z nią noce i dnie. Przy pobudkach na karmienia co trzy godziny wyglądało to mniej więcej tak: godzina najczęściej nieudanego karmienia (lewa i prawa strona), pół godziny randki z laktatorem, pół godziny żeby znów zasnąć i zostawała jakaś godzina snu do następnego karmienia.

Nie wiadomo ile zjadło dziecko

Jeżeli dziecko ma dobrą wagę urodzeniową, nie jest hipotrofikiem, wcześniakiem i ogólnie nie ma żadnych problemów, ten punkt można spokojnie pominąć. Ale ja CIĄGLE się martwiłam, że nie wiem, ile zjadł. Czy chciałby jeszcze? Czy tam w ogóle coś leci? Czy go nie głodzę?

Nie zawsze da się karmić w miejscach publicznych

Wspaniałe są te wszystkie kampanie nawołujące do karmienia piersią w miejscach publicznych. Jednak kiedy trzeba karmić (najczęściej płaczące przy tym) dziecko przez nakładki i przy dźwięku suszarki, żadne publiczne miejsce nie wydaje się wystarczająco komfortowe. Nie karmiłam poza domem ani razu.

Poczucie winy

Karmienie piersią to nieustające poczucie winy. Jeżeli karmię i mi się to nie podoba, to zastanawiam się co u licha jest ze mną nie tak. Jeżeli karmię i to uwielbiam (aż dziwnie mi się to pisze), to ciągle mam z tyłu głowy, że kiedyś w końcu będę musiała odstawić. Ale najczęściej wygląda to tak, że zawsze znajdą się jacyś życzliwi, którzy zadadzą jedno z pytań: Jeszcze karmisz? Nie za duży? Chcesz przestać karmić? Nie będzie mieć odporności! Co z Ciebie za matka! Nie dasz mu bliskości! Taaaak.

NIKT Cię tego nie nauczy

Do końca życie nie zapomnę moich łez i frustracji na sali poporodowej, kiedy kolejne położne przychodziły do mnie i na wszystkie strony szarpały mi, excuse my French, sutami i dzieckiem i twierdziły, że MUSI w końcu załapać! MUSI być jakiś sposób! Na pewno ŹLE to robię! Nie przykładam się! Przepraszam za moją łacinę, nigdy nie przeklinam, ale jak sobie to przypomnę, to tylko jedno ciśnie mi się na język: noż kurwa mać.

A potem doradca laktacyjny, który dał mi całą kartkę zaleceń, których stosowanie NIC nie dało. Nigdy więcej.

Jesteś z tym sama

Mąż, partner, chłopak może być najwspanialszy, pomocny i wspierający, we wszystkim Cię wyręczający, ale jedno jest pewne: nie pomoże Ci w karmieniu piersią, nie zastąpi Cię w tym. Jesteś z tym kompletnie sama. Dla mnie ta presja była zbyt duża.

Macierzyństwo zaczęło mnie cieszyć w momencie, kiedy zaczęłam karmić moje dziecko paskudną butelką i obrzydliwym mlekiem modyfikowanym. To wtedy właśnie odetchnęłam pełną, nomen omen, piersią. Najwyższa pora przestać piętnować i obarczać winą matki, które podejmują decyzję o karmieniu butelką w którymkolwiek momencie swojego macierzyństwa. Lepiej po prostu dać im słowa wsparcia i potwierdzenia, że to one decydują co jest najlepsze i dla nich, i dla ich dziecka.

Karmiłam piersią cztery miesiące, od początku karmiłam też butelką. Moje dziecko żyje, ma się dobrze, jest fantastycznym chłopczykiem z końską odpornością i olbrzymią radością życia.

A na pytanie: „Karmisz?” proponuję odpowiedź: „Nie, głodzę.”.

Zapraszam do grupy mam, w której radzimy sobie, pomagamy i jesteśmy dla siebie przyjazne: KLIK. Czekam tam na Ciebie z niecierpliwością!

Podobne wpisy

  • Dobrze, że o tym napisałaś. Ja po próbach karmienia piersią stwierdziłam, że to nie dla mnie. Nie dało rady, zbyt wielki ból był z różnych innych powodów i razem z karmieniem piersią przekroczyłam próg bólu. Nie dałam sobie wmówić, że jestem z tego powodu gorszą matką, a dziecko było najedzone.

  • Marta

    Karmie moją 15 miesięczną córkę od samego początku i mimo że większych problemów nie miałyśmy to zgodzę się w 100 procentach. Bolało jak cholera do 8 tygodnia, do tego mówili mi że jeśli boli to robię to źle. W 12 tygodniu z jakiegoś powodu znowu zaczeło boleć. Szybko wróciłam do pracy i budziłam się o 5 rano żeby mleko odciągnąć, jakiś koszmar. Teraz wiem że jeśli będę miała drugie dziecko to w miare możliwości będę karmić, laktatora nie rusze bo mleko modyfikowane krzywdy dziecku nie zrobi i jeśli będę miała dość to po prostu przestane.

  • Nie wiem czy Cię to pocieszy, ale podobnie wspominam próby karmienia pierwszego synka. Przy drugim byłam przerażona, ale uzbrojona w dodatkową wiedzę i udało się. Nikt mi niczego nie szarpal, nawał udało się pokonać bez większych problemów, zapalenia tym razem nie było. No i faktycznie nie boli ?

  • Iza D- www.nietylkorozowo.pl

    A ja początki wspominam miło- przyjęłam przeciwności na klatę, zacisnęłam zęby i nie pomyślałam, że może się nie udać. A łatwo nie było. Oba hipotrofiki. Pierwsze po cc- dostałam do piersi po ponad 12 godzinach. Drugie sn ale zakażenie i silna żółtaczka, więc pierwsze karmienie porządne dopiero po dobie, gdzie z piersi lało mi się już w ciąży. On w inkubatorze, ja z nawałem w szpitalu, gdzie zero swobody i nie było przystawiania kiedy chcę, co średnio 3 godziny. Przetrwałam i po 1,5 dnia było ok bez kapusty czy okładów.
    Karmiłam po 8 miesięcy i po rok, nigdy nie miałam zapalenia, Karmiłam wszędzie. Odstawiłam kiedy zaczęło mnie to meczyc.

    Moim zdaniem wszystko siedzi w głowie i początki są mega trudne, ale wszystko to kwestia nastawienia i wiary we własne siły 😉

  • ania

    Syna karmiłam trzy miesiące. Pani doktor powiedziała ze mleko za „cienkie” ( bo mały na okrągło się darł) i trzeba przejść na butelkę (też się darł). Przeżyłam strasznie.
    Dwa lata później – córeczka. Przyssała się od początku ….. i rewelacja. Bolało strasznie, rozstępy na cycach, że ho ho, ale ja byłam szczęśliwa. Karmiłam trzy najpiękniejsze lata i odstawienie od piersi oblałam gorącymi łzami. Ale młoda musiała do przedszkola i wyjścia nie było.
    Jestem ogromną fanką karmienia piersią, ale zdaje sobie sprawę, że każda mama jest inna i inne jest każde dziecko. Mi udało się dopiero za drugim razem. Ale tych lat nie zamieniłabym na nic. A moja córka skończyła już 20 lat.

  • kasiek

    Przeżyłam dwie przygody z karmieniem piersią. Przed pierwszą naczytałam się na temat karmienia, wiec teoretycznie wiedziałam bardzo dużo. Co jak się okazało bardziej przeszkadzało niż pomagało. Moja wiedza wzięła górę nad instynktem i wsłuchaniem się w potrzeby dziecka. Mały nie chciało chwycić mojej trudnej do chwycenia brodawki, i wcale mu się nie dziwie. Bo jak uchwycić coś, co samo z buzi ucieka. Oczywiście popełniałam całą masę błędów. Największym było wpojenie sobie do głowy, że butelka z mlekiem sztucznym to zło. I było mi wstyd podać ją dziecku. A dziecko było głodne i wrzeszczało w niebogłosy. Ja takiego złego malucha próbowałam uraczyć, nadziewając go na moje piersi, których nie mógł złapać. Było to dość frustrujace zarówno dla mnie jak i dla głodnego dziecka. Sama przystawiając go kiedy był głodny sprawiałam ze dziecko tym bardzej nielubiło tego. WIec zaczełam odciągać mleko i podawać z butelki. NA szczęscie doradczyni laktacyjna poradziła zakup nakładek na piersi. I super bo mimo że bolało to przynajmniejmały zaczął zjadać moje mleko. Wiec juz bylo odrobinę lepiej. Ale co drugi dzień robiły mi się zastoje pokarmu, które bolały, nie chciały się opróżnić. A ja bałam się ze rozwinie mi się z nich zapalenie piersi. Wiec kompiel z ciepłej wody przed karmieniem, przystawianie dziecka tak żeby było brodą skierowanye w kierunku zastoju, a po karmieniu przykładane śmierdzące liście zmrożonej kapusty. I tak praktycznie co drugi dzień. Ale cieszyłam się że karmię. Tak wytrwałam na tych nakładkach do 10miesiąca. Z ciagłymi zastojami pokarmu.
    Odmiane przyniosło mi drugie dziecko. Tym razem wiedziałam ze będzie bolało, ze pewnie będzie karmione nakładakami, chociaż chciałam bardzo, wrecz marzyłam żeby udało się kiedyś karmić bezpośrednio z piersi.awiałam do piersi ale nie przejmowałam się nieudanymi próbami a dziecko nagradzałam butelką mleka sztucnego ( bo miałam dość odciagania mleka z pierwszego karmieniea)
    W pierwszych dniach chętnie przyst I tak poczatkowo bolało ale nakładkami próbowałam, mimo ze piersi były w strupach bo próbowałam też bez nakładek. Po miesiącu karmienia na nakładkach moja córka nagle zaczynała się nimi dławić, zaczeła miec odruch wymiotny, wiec zdejmowałam je i raz, drugi i trzeci dawalam jej do buzi moją trudną brodawke. Róznie to wychodziło. Aż pewnego dnia zjadała tylko z gołej piersi i tak zostało i karmimy się do dzisiaj. Uwielbiam to i nie zamieniłabym tych chwil na żadną butelkę.
    W karmieniu piersią trzeba być bardzo upartym!!!!

  • Agnieszka Walkowiak (Zaiana)

    Przykro mi, że tak to wspominasz i że zabrakło wsparcia doświadczonych osób. Zgadzam się, że karmienie nie zawsze jest łatwe, a przy wcześniaków to droga pełna wyboi i pułapek. Alepiej ono nie zawsze wygląda tak jak to opisujesz. Ja również przez wiele miesięcy zmalała się z nakładkami (tak, równieże w miejscach publicznych). Na cieknie mleko polecam wkładki lub specjalne pojemniczki 🙂
    Smuci mnie bardzo, że zniechęcają i straszysz przyszłe matki, zamiast dzielić się doświadczeniem w wspierający sposób.
    Myślę że było Ci na pewno ciężko i nie dokończyć się jeszcze jednak z tym uporałaś. Szkoda jednak, że wylewane swoją gorycz w ten sposób, przy okazji szkodząc innym 🙁

    • Kasia

      Bardzo dobrze napisane. Wystarczy trochę cierpliwości i jest to najpiękniejsze uczucie. Mam 20 lat mimo tak młodego wieku cieszę się że nie karmię mm jak większość młodych Mam które nigdy nie poczują tego wspaniałego uczucia.

      • manowce

        to, że ktoś karmi mm nie oznacza, że nie karmił piersią i „nie wie jakie to uczucie”. może zajmij się sobą, a nie komentowaniem tego, co robią inne mamy.

    • Gosia

      Nie uważam tekstu autorki za straszenie i zniechęcenie przyszłych mam do karmienia piersią, a wręcz przeciwnie- jest to wsparcie i pocieszenie dla pań, u których ta pozornie naturalna czynność okazala się trudniejsza, za trudna do przejścia. Ja sama karmilam 3,5 m-ca, nie będę tu przytaczac moich z tym problemów, ale od tego czasu nie zgadzam się z wszechobecnym kultywowaniem karmienia piersią. Jeśli dla kogoś jest to cudowne i przyjemne- pięknie, ale niech nie wmawia innym, ze tak będzie u nich, jeśli się bardziej postarają, bo jak widać z historii autorki starała się ona bardzo, pewnie bardziej niż niejedna życzliwa doradczyni, a jednak ten mityczny cud nie był jej pisany. To tak jakby szczupła z natury dziewczyna dawała rady grubszej od dziecka koleżance jak ma schudnąć- no nie podziała i tyle, a tylko zdoluje ta drugą. Pozdrawiam

  • Katarzyna Skierczyńska

    Karmie piersią bliźniaki. Może dzięki temu nie wiem, co to nawał ani zapalenie piersi (9 miesiąc mija). Mam za sobą wiele trudności i wylanych łez, mimo że czasem jestem tym zmęczona to wiem, że warto. Ni zgodzę się, że nikt tego nie nauczy. Dobry doradca laktacyjny to skarb. Wsparcie męża i generalnie pomoc otoczenia też jest nieoceniona. Przykre jest ciągle to, że matki które pragną karmić nie mają dostatecznego wsparcia i często rozwiązaniem wszelkich problemów jest butelka. Przykre jest to, że trzeba ludzi przekonywać do karmienia piersią, które jest tak organiczne i naturalne.

  • Roksana

    Bardzo ważny dla mnie tekst. Jakbym czytała o swojej własnej historii ? po 2 miesiącach przestałam kp i w końcu zaczęłam w pełni cieszyć się macierzyństwem. Pozdrawiam ciepło ?

  • Kasia

    Nie każdego boli.. Poprostu wystarczy dobrze przystawić..

    • Na pewno.

    • Malfa

      To prawda

    • Aneta M

      Jasne.pierwsze dziecko umiałam dobrze przystawić ale potem dostałam amnezji i drugiego już nie potrafiłam .zlitujcie sie kobiety i nie piszcie takich głupot.

  • aleksandra

    Mi udalo sie wytrwać, ale wylałam przy tym chyba więcej łez niż mleka. Nawał pokarmu to katastrofa- cos takiego nie powinno istnieć 😉 . W pewnym momencie mąż zabronil mi dawac piers i kazaz karmic butlą. nie mogl juz zniesc mojego cierpienia. jego slowa wsparcia nie wiele mi pomagały- on nie czul tego, co ja. Jednak byly tez cudowne chwile, np. kiedy moj synek na słowo „cyciu” szeroko się uśmiechał i juz otwierał usteczka, slowo „cyciu” zawsze działało, od razu sie uspokajał. Karmiłam 8 miesięcy, moj syn sam odstawił pierś. Jestem zdania, że warto przetrwać najgorsze, warto bylo wylać tyle łez, tak się zloscic. Jednak nie potępiam mam, ktore nie dały rady, ja sama byłam na krawędzi. Warto chociaz sprobowac i szybko sie nie poddawac, a jesli sie nie udalo to glowa do góry, butla w dłoń i jazda 🙂

  • aga

    Pierwszy raz sie z Panią zgodze. Bylam nastawiona i zmotywowana do kp i poległam. I to bardzo szybko bo po miesiacu. W momencie jak zaczełam już patrzec na moje dziecko jak na intruza i wyć z bólu gdy mi kolejny raz pokazywano jak przystawiac zeby nie bolało. A dalej bolalo. Tego bolu nie porownam z niczym. Mialam i mam wyrzuty sumienia i ma kazdym kroku dawano mi do zrozumienia ze jestem gorsza matka i to okropne ale po miesiacu wreszcie z sercem i serdecznoscia przytulalam corke a nie ze strachem ze znowu chce jesc…. Jedyne o co prosze mamy ktore karmia piersia to nie oceniajcie i nie osadzajcie. Podziwiam Was kazdego dnia ale ten hejt matek mm jest zbedny.

    • „Pierwszy raz sie z Panią zgodze.” – dla takich słów warto było napisać ten tekst!!! :))) Dziękuję.

  • Klaudyna

    Przykro to czytać też nie wspominam dobrze kobiet w szpitalu,które przyciskaly mi malucha do piersi i sciskaly sutki.Synek był głodny ale nie zabroniono mi dokarmiac w szpitalu butelka wręcz zalecane było by przyjść i zabrać pogrzane mleko. Akurat my daliśmy radę bez bólu i zapalen, nawaly były nie mogłam wyjść na długo z domu, laktator ręczny sciagal dlugo, syn wisiał na cycku co dwie godziny w moim mieście nie było miejsca gdzie nie musiałam zaswiecic piersia:-) Maluch żadnej butelki nie akceptowal w banku na ławce w sklepie.Podziwiam Matki butelkowe, że grzeją na czas parza odmierzaja i czyszcza pakuja w torebki termiczne na wyjscie na początku musi to być męczące kiedy karmienie jest nieunormowane.Teraz mamy pół roku za sobą i już każdy pyta kiedy zamierzasz przestać karmić a ja nie przestanę 🙂 Straszne jest ze tak wszędzie te szpile jakiś medal czy złoty puchar jest za to ze poród to naturalny, karmienie to piersia, rodzeństwo najlepiej 2 lata nie czekac, Masz córkę to teraz syn i na odwrot bez sensu schematy wymyślanie przez baby:-/

  • Magdalena

    Smutne to co piszesz. Ten tekst znaczy tylko tyle ze nie dostalas odpowiedniego wsparcia, pomocy i wiedzy. Nie kazdy ma zapalenie piersi, nie kazdy siedzi cale noce z lakatorem i nie kazdego boli i moglabym tak dalej. Poczatki bywaja trudne to jasne ale potem moze to byc mile i moze byc fajnym czasem bycia z dzieckiem a na pewno jest to najzdrowsze co moze dostac od Ciebie. Polecam wszystkim ksiazke „Polityka karmienia piersia” zeby uswiadomic matkom nawet z podobnymi smutnymi doswiadczeniami jak Twoje dlaczego warto to wszystko wytrzymac.

    • manowce

      a skąd wiesz, że „nie dostała odpowiedniego wsparcia”? Twoim zdaniem „odpowiednie wsparcie” ZAWSZE kończy się KP? to jest dopiero brak wiedzy.

  • Seso

    Na początku swego macierzyństwa uważałam, że karmienie to nic prostszego. Potem, że każdy problem z karmieniem da się łatwo rozwiązać. Dziś wiem, że to marketing 😉 tak naprawdę jest to trudna, bardzo skomplikowana sprawa i faktycznie jesteś z tym sama. Też ryczałam podając dziecku w szpitalu butelkę, bo położne za mnie zdecydowały że jest głodne i też uważałam to za porażkę. Ale wtedy podałam ją po raz ostatni, dziś uważam, że to po prostu szczęście, że nam się udało, że nigdy nic nie bolało, że nie myślałam za wiele „czymampokarm-czyprzybiera-czyzjadlamcosnieodpowiedniego-czyprzezemniemakolke”. Bo to dla mnie najpiękniejsza rzecz i faktycznie płaczę na myśl, że kiedyś się skończy. Jestem farciarą.

  • Angu

    Mnie tez nic nie bolało, nie miałam zapalenia piersi oczywiście nawały były ale jak Mała nie chciała jeść to wystarczyło pomasowac pierś i mleko samo wypływało. Ja właśnie kochałam to uczucie ulgi kiedy przykładałam ja do piersi, ogólnie polecam karmienie piersią zbliża to na pewno matkę i dziecko. Zle sie czyta to ze ktoś tak to neguje przy czym zniechęca inne matki choćby do spróbowania bo nie każdy tak zle przechodzi karmienie. Nie potępiam matek które karmią mm ponieważ sama w końcu zaczęłam podawać go dziecku. Są plusy i minusy jednego i drugiego karmienia 🙂

  • Jak wszystko jest dobrze, dziecko dobrze łapie to nie boli, ja wspominam karmienie piersią jako przyjemne uczucie 🙂 w pierwszych dwóch dniach po porodzie synek miał problem ze złapaniem, ale w moim przypadku położna tak mi „sutami szarpnęła”, że załapał 😀 zapalenia na szczęście nie miałam, a liści kapusty używałam dopiero przy odstawianiu, gdy efekt Pameli nie chciał odpuścić 😉

    Także karmienie karmieniu nierówne, bardzo dużo jest tu czynników, które decydują o tym, czy będziemy laktacyjną przygodę wspominać z uśmiechem czy z gęsią skórką. Ale pierś czy butelka… Grunt żeby nie głodzić 😀

  • napisze tak. nikt nie mówił, że karmienie to nie taka łatwa sprawa. A ja mam/mialam lub bede miec te problemy co piszesz. Początki karmienia to koszmar, brodawka popękana, nie zycze nikomu. Nawał mleka, nie zycze nikomu, jednak kazda mama to przejdzie. Zapalenie piersi, wlaśnie takowe posiadam i ledwo żyje. Mam gorączkę, a jednocześnie dreszcze i mi zimno we własnym łóżku. Karmienie publiczne? nawet bez suszarki jest to trudne. Nie dosyć że jestem dojarką, to i kurek ciągle nie zakręcony bo leci wszędzie. Na wkładki mam jakies uczulenie i ciągle musze wymieniac biustonosze. Jednak co się nie robi dla tej małej istoty? U mnie kapusta to co tydzien przystwiana, a szałwia też w ruch pójdzie jak trzeba, nie daje sie 🙂

  • Katarzyna Sz

    Jakbym czytała swoją historię,może z kilkoma wyjątkami, ale to prawda partner tylko bidny patrzy tuli synka i takim smutnym wzrokiem spogląda na ciebie ze znów butelką dokarmiasz.Mnie na początku baaardzo bolało jakby ktoś wkłuwał mi długaśne igły gdzieś w łopatki na wskroś przez całe ciało,fakt mi też nie powiedzieli ze dziecko położone na piersi od razu po porodzie powinno mieć odruch ssania a nie pluć jakąś żółtą pianą,pierwsze przystawienie po porodzie i od razu usłyszałam tylko niech pani nie karmi. później przynieśli laktator – pomyślałam co? ja piersią karmić będę, nawału nie miałam zapalenia też nie, medela przez pierwszy miesiąc to mój przyjaciel, opadały mi ręce, mleka nie miałam nigdy na tyle by aż wyciekało,wszyscy mówią pij dużo, trzymaj dietę,częściej przystawiaj, nie denerwuj się, nie rycz. Ja na szczęście trafiłam na dobrego doradcę laktacyjnego przyszedł ustawił mnie -pozycję ciała, przystawił dziecko,kazał jeść wszystko.Dziś mija dziewiąty miesiąc karmienia,nie odstawiłam małego po 6mieś, nie po to staczałam taką batalię o mleko,do tej pory karmienie z przyjemnością mi się nie kojarzy.

  • MartaZzz

    Każda historia jest inna. Podziwiam wszystkie kochające i mądre mamy, te
    karmiące piersią i te karmiące mlekiem modyfikowanym. Pani Magda
    starała się bardzo i to jest najważniejsze. Nie zawsze wszystko układa
    się po naszej myśli. Mama musi mieć siły i spokój wewnętrzny, aby zająć
    się szkrabem. A takie trudne przygody tylko to utrudniają, a nawet
    uniemożliwiają. Akurat mój synek bez problemu zaczął pić z piersi i tak
    jest do tej pory, a ma już 7,5 miesiąca. Tylko, że tutaj pojawia się
    kolejny problem, problem z rozszerzaniem diety. Młody przedkłada mleko
    mamy nad inne posiłki i czasem mam wrażenie, że uzależnił się od piersi.
    Co dalej? Co z powrotem do pracy? Coś czuję, że nie będzie łatwo. Mimo
    to uważam, że karmienie piersią to piękna przygoda i wspaniała bliskość z
    dzieckiem. Z drugiej strony, jeśli nie jest nam ona dana, istnieje
    milion innych sposobów na budowanie tej szczególnej więzi. Podsumowując,
    to my same najlepiej wiemy jak dbać o nasze skarby. Nie dajmy się
    zwariować! Pozdrowienia dla wszystkich mam! 🙂

  • Monia

    Uważam takie teksty za bardzo szkodliwe! Zamiast pokazywać same „wady” karmienia piersią – bo tak to zostało tutaj ujęte, lepiej gdyby Pani napisała o tym ale w kontekście „nie poddawaj sie, może się udać i być piękne”. To, że Pani miała nieprzyjemne doznania nie znaczy że każda mama bedzie tak mieć! A ten tekst najzwyczajniej zniechęca nawet do podjęcia próby kramienia piersią!!! A większość połowa tych „faksów” to mocne przekoloryzowanie, które daje wrażenie jakby Pani chciała się usprawiedliwić dlaczego nie karmi już Pani synka piersią.

    P.S. Jeszcze zapomiała Pani wspomnieć że po karmieniu cycki będą do kolan!

    • Panda

      Nie zniechęca. Dla niektórych kobiet jest po prostu prawdą. Do karmienia piersią najcześciej jest się zachęcanym albo wręcz zmuszanym. A jak już człowiek sobie daruje, to jeszcze to kiwanie głową z politowaniem… Bo mordujemy swoje dzieci mieszanką. A ja też odetchnęłam jak odstawiłam dziecko i nie żałuję. A wszystkim laktoterrorystkom mowię, żeby zajęły się swoimi dziećmi.

    • Ja

      Uważam, że każdy ma prawo do swojego zdania i uczuć, wszyscy wokoło bębnią jakie macierzyństwo jest cudowne i wspaniałe, a tak naprawdę na początku nie ma w tym nic przyjemnego a już tym bardziej pięknego. A karmienie piersią na początku to ból i mało przyjemne zajęcie.Mnie też nikt nie przygotował przy pierwszym dziecku na nawał, na zapalenie piersi, na pękające sutki – na samą myśl mi się robi nie dobrze…na szczęście coraz więcej kobiet już się nie wstydzi i mówi o tym na głos…

      P.S. Oczywiście cycki po karmieniu są jak flaki i prawie do kolan!

      • Asia

        Jak już ktoś zajmuje się pisaniem publicznym, to mógłby przynajmniej błędów nie robić.

  • Ania

    Magdo, przede wszystkim w pełni rozumiem Twój sposób myślenia o mm. Przyszłe i młode mamy mają prane mózgi przez matki-terrorystki, które zlinczują Cię za każdą wzmiankę o próbie takiej formy karmienia. Dla mnie koszmarem była zmiana sposobu myślenia o mm. Moja mama mnie wykarmiła właśnie w ten sposób – nie udało jej się z piersią. mam 29 lat, przeziębiona jestem raz w roku przez 1 dzień. Grypy nie pamiętam u siebie od lat. Hm, jak to możliwe po mleku modyfikowanym?
    Moja depresja związana z piersią trwała trochę krócej. Ryczałam przez 6 tygodni, bo mała ciągle mi zasypiała. Nic nie jadła. W szpitalu dokarmiałam, bo myślałam, że jak zjadła naparstek mojego mleka, to za mało. Przecież przyszła położna i mi tłukła do głowy, że „w drugiej dobie ma jeść 20 ml +/- 10 ml, w trzeciej dobie 30 ml +/- 10 ml, itp”, ” dziecko ma ssać 15 min. jedna pierś, potem 15 min drugą pierś i wtedy jest najedzone”. Powinni zamykać za takie rady…
    Od 7,5 miesiąca karmię wyłącznie moim mlekiem…z butelki. Udaje się to tylko dlatego, że co 2 h siadam do mojej mendeli. Początki miałam takie jak Ty, ale powiem tak: mleko leci tylko przez pierwsze miesiące. Mnie od 3 miesiąca nic już nie ulatuje. No, chyba, że zrobię długa przerwę w odciąganiu, np. 3 h. Być może inne matki mają inaczej.
    Z perspektywy czasu nie chciałabym karmić piersią. Zalety odciągania?
    1. w nocy pomaga mąż. Ja się odciągam, on karmi.
    2. gdziekolwiek na spacerze/w kościele/w sklepie/w samochodzie może mi ktoś pomóc. Nie wyobrażam sobie spaceru zimą z myślą „O Boże, a jak się obudzi i będzie głodne, to mam się rozebrać i nakarmić?”
    3. nie będę mieć problemu z odstawianiem bobasa, bo lubi już butelkę.
    4. dokładnie wiem ile zjadło a to daje mi spokój, zwłaszcza, że mała ma problemy z przybieraniem i chyba bym umarła nie kontrolując zjadanego pokarmu – cóż, tak już mam.
    Podsumowując, moim wielkim marzeniem byłoby, aby skończyła się nagonka na mamy karmiące mm. Uważam, że robi się krzywdę kobietom wmawiając im, że są gorszymi matkami, bo niewystarczająco się starały i w końcu sięgnęły po mm. Rozumiem Twoje rozterki i na pewno było Ci bardzo trudno. Ze swojej strony polecam mimo wszystko laktator – gdybyś miała drugą okazję:) To wiąże się z wyrzeczeniami i wymaga sukcesywności, ale w mojej opinii jest świetnym rozwiązaniem dla mam, które się stresują karmieniem.

    • Karola

      Wszystko ładnie pięknie, tylko tyle, że każdy ma inną sytuację życiową. Nie będę się rozpisywać dlaczego nie mogę karmić piersią i ilu doradców laktacyjnych i lekarzy zwiedziliśmy ale chciałam sie odnieść do tego laktatora. To piękne, że Ci sie udaje utrzymać laktacje, że możesz sobie na to pozwolić i pomimo, że dziecko jej nie stymuluje, wiem, że to wielkie poświęcenie i ciągła walka. Wiem bo też walczyłam. Ale niestety walka w moim przypadku była wygrana tylko do momentu kiedy to moj mąż był w domu. W momencie gdy wrócił do pracy, wszystko szlag trafił bo moje dziecię niestety ale przez cały czas musi byc na rękach, cały czas czuć bliskość a do tego musi byc noszone bo na siedząco jest krzyk i płacz, nie mam fizycznie możliwości siadać do laktatora co 2h po 30min, niestety laktacja zmalała, nie jestem w stanie syna tym wykarmić, dalej odciagam kiedy mogę ale w 99% jest na mm. Byłam tak zafiksowana
      na punkcie odciągania mleka, że zamiast cieszyć się macieżynstwem to ma spacerze z nim wyłam w głos bo „marnowalam” czas zamiast ściągać mleko, a to nie tak ma wyglądać. wszystko ma swoje granice i teraz juz wiem, że mojemu dziecku jest wszystko jedno jakie je mleko ale za to ma mnie blisko i czuje ode mnie radość a nie tylko frustrację a ja nie popadlam w depresje a było już całkiem niedaleko

      • Ania

        O to mi właśnie, Karola, chodzi: macierzyństwo nie ma być pasmem frustracji, nerwów i depresji. Jeśli karmienie piersią miało by być okupione właśnie takimi uczuciami, to nie warto. Dziecko nie zemrze od mleka modyfikowanego. Moja Bułka od samego początku je jak wróbel. Mając teraz 7,5 miesiąca wypija dziennie 600-700 ml, co i tak jest kosmicznym sukcesem. Przy laktatorze spędzam 10 min co 2 h i produkuję wystarczająco, żeby jeszcze zostało na 2-3 karmienia do przodu. Ale masz rację, idę na spacer z zegarkiem w myślach. I z tego powodu nie będę Matką Polką – przejdę na mm pewnie w okolicach 11 miesiąca.

  • Natalia

    Każdy ma inaczej, ale przy nawale, jeśli masz laktator nożna odciągnąć… przy zapaleniu piersi też ustawić sobie na mininmalne obroty i odciagac powolutku i dawać z butelki. Ja przy dwójce dzieci nie moglam karmić piersią na początku (plaskie sutki) więc odciagalam i k armilam z butelki a jak.trochę podrosly to najpierw nakładki a potem sam cycus… i one nie mialy problemu z przestawieniem sie butelka, a potem ssanie z piersi, ale.ponoć to czasem kłopot… karmienie na początku boli strasznie i nie sprawia żadnej przyjemności… ropa krew… masakra… Ale teraz jestem na takim etapie ze moj maluszek przytuloy do cycusia to najpiekniejszy obrazek na swiecie… i nie krytykuję Cię bo każdy ma inaczej tylko może to będzie jakaś rada dla kogoś… i ktoś dzięki temu będzie karmil piersią… teraz sa takie laktatory ze można karmić butelkà odciagniety pokarm…to jest fajna alternatywa uważam… Nie męczysz się dziecko Cię nie gryzie… męczące trochę w nocy ale zrobić butelkę też trzeba wstać… tylko trzeba zainwestować kolo 300-400 zl a nawet więcej. Ale modyfikowane mleko jest znacznie droższe z perspektywy czasu . Pozdrawiam wszystkie mamy, karmiące mlekiem modyfikowanym jak i te swoim…

  • Jestem teraz w piątym miesiącu ciąży i ten tekst ani trochę nie zniechecił mnie do karmienia piersią! Fakt że pokazuje on inne oblicze tego matczynego rytuału, podniósł mnie na duchu, teraz nie będę zaskoczona gdy nie wszystko będzie szło gładko. Uważam, że ten tekst jest jak rozgrzeszenie własnego sumienia dla kobiet, które miały takie same problemy a wszyscy zlewali na nie tonę odpowiedzialności za taki stan rzeczy, obarczajac poczuciem winy. Moim zdaniem uratuje nie jedną mamę przed depresją z tego powodu, bo mimo iż pisałaś że jesteś z tym sama, to po takim artykule wiem że bym nie była. Mi pozostaje mieć tylko nadzieję, że mimo wszystko dla mnie karmienie nie będzie aż takim koszmarem. Dziękuję za ten artykuł 🙂

  • Dorota Weber

    Ja sie nie zgadzan do końca. Moja mala nie chciala piersi przez trzy dni. W sumie to nic nie jadła. Mialam nawal i wtedy mloda zaskoczyla. I caly czas mi na cycku wisiala. Owszem czasem jest to denerwujace jak dziecko bluzke szarpie. Ale tez jakie wygodne. W nocy nie musiałam butli przygotowywac. Niedawno odstawilam po dwóch latach i nie mam cyckow do kolan. Wystarczy o nie dbac ;). Takze ja bede zachecac mamy do karmienia piersią ;). Ale to indywidualna decyzja ktora kazda powinna podjac sama 😉

    • Tu się zgodzę z autorką tekstu trochę. Co prawda mi się udało uniknąć mm, ale też musiałam na początku karmić z butli – zalecenie lekarza, który ze względu na spadek wagi i żółtaczkę fizjologiczną kazał bezwzględnie dokarmiać. Nie każda mama może sobie pozwolić na to, żeby nie karmić dziecka kilka dni i czekać aż załapie.

    • manowce

      ale z czym się nie zgodzisz? z prywatnymi doświadczeniami autorki?

  • Ja mam zupełnie inne doświadczenia z karmienia. Chociaż początek prawie ten sam – 2800 i szybki spadek wagi z powodu nie jedzenia, żółtaczka, a w końcu nakaz, żeby dokarmiać… Ale więcej napiszę u siebie, bo trochę swoich wniosków w związku z tym mam 🙂

  • Kasia

    A ja powiem tak. Nie byłam w stanie karmić przez pierwsze 4 doby. Synek urodził się z wadą serca i został zabrany na obserwacje. Od początku wiec walczyłem laktatorem i przez 3 doby nie pojawiła się nawet kropla mleka. w 3 dobie Synek został przewieziony na kardiologie do szpitala dziecięcego. Dotarłam tam wieczorem. Cały czas dostawał mm a ja cały czas walczyłem laktatorem. W 4 dobie dopadł mnie efekt Pameli Anderson i wszystkie związane z nim problemy. Wtedy spotkałam najwspanialszą na świecie Położną ? Pani Marzenka spędziła z nami w pokoju 2 godziny,w czasie których pokazała mi jak karmić, nauczyła mnie jak to robić i całkowicie przestawiła moje myślenie. Dzięki Pani Marzenie karmie dziś 8 miesiąc i wiem,że będę Jej za to wdzięczna do końca życia. Wtedy poszłam do dyzurki szukać lekarza który da mi coś na spalenie pokarmu (tak sobie wtedy pomyślałam) a spotkałam Ją ?
    Nie pisze tego żeby kogoś pietnowac, że się poddał czy coś w tym stylu bo sama bym się poddała. Ale chciałam pokazać,że są jeszcze na rym świecie Anioły, które swoją pracę traktują jak misję a nie rutynę ?

  • Ania

    Rownież i moja historia napisana przez inna kobietę. Wszystko wypisz wymaluj, z tym ze ja akurat miałam to szczęście i otrzymałam ogrom życzliwości i wsparcia od położnych i lekarzy. Dzis nasza córeczka ma prawie piec miesięcy i jest zdrowym, przecudnym bobasem „na butli”. :))))

  • Jolanta Bigos

    A mnie się udało.. miałam podobnie jak ty byłam bardzo nastawiona na kp ale okazało się że ciąża zakończyła się cc na cito bo musieli ratować życie moje i dziecka, nie distałam go odrazu zabrali mi go na neonatologię… długo walczyłam i nikt mnie w tym nie wspierał wszyscy dookoła krzyczeli żeby dawać mm, że głodzę dziecko, maltretuję cycem itd nawału nie miałam cały czas sie wspomagałam czym się da dziecko miało kłopot ze ssaniem piersi więc zrobiły mi się zastoje teściowa wypędziła mnie z domu i chciała odebrać dziecko nie pozwoliła nawet laktatora zabrać przezprzez co z zastojów zrobiło się zapalenie, ale nie poddałam się straciłam męża bo okazał się maminsynkiem i nas zostawił, ale nie żałuję karmię już piąty miesiąc i jak Bóg da będę karmić długo.. i przyznaję że pocztki wcale nie są przyjemne tylko bolesne, ale warto wytrwać! Życzę wytrwałości wszystkim walczącym o kp

    • Ewa Lubuśka-Cekus

      I naprawdę chwilowe karmienie piersią było warte permanentnej straty męża? No to jest szok…

      • Jolanta Bigos

        Gdyby mąż był cokolwiek wart nigdy by nas nie zostawił.. nie sądzisz? Bo zostawił nas dlatego, że nie potrafi się od swojej mamusi wyprowadzić bo u mamusi mu wygodnie nawet pracować nie musi bo mamusia wszystko co tylko zapragnie pod nos mu podstawi, a że jego mamusia mnie nie toleruje to na jej życzenie nas zostawił.. pomijając już kwestię przemocy psychicznej której w domu jego matki doświadczyłam jeszcze przed porodem.. karmienie z tym że straciłam męża niewiele ma wspólnego.. męża straciłam przy okazji walki o kp na które w jego domu nie miałam szans.. nawet gdybym karmiła mm to znaleźli by sobie inny problem więc Twoja uwaga jest kompletnie nie trafiona.. matka i siostra męża znęcały się nade mną jeszcze w ciąży i dlatego moje dziecko jest wcześniakiem..

  • daga

    Nie powinno się pisać tak jednostronnych artykułów ponieważ cześć dziewczyn z góry twierdzi ze karmić nie będzie bo jak wyżej napisane dramat. Nam się udało, owszem w szpitalu były cyrki ale już w domu się zrozumieliśmy i karmię piersią bezproblemowo juz 4 mca.
    Mowi się ze karmienie piersią jest w głowie. Nam się udało i polecam bardzo kp.

    • manowce

      a jaki artykuł miała napisać, skoro takie ma doświadczenia? ma opisywać, jakie KP jest super, skoro nigdy tego nie doświadczyła?

      • Justyna

        Właśnie taki jak napisała-tylko tytuł powinien brzmieć-10 rzeczy o MOIM karmieniu piersią. Bo wyszło na to, że to 10 faktów absolutnych.

        • manowce

          nie, nie wyszło tak. to są rzeczy, które przytrafiają się wielu kobietom – co widać z komentarzy. każda inteligentna kobieta jest w stanie wywnioskować, że to jest tylko jedna strona medalu. jak ktoś ma problem z myśleniem, to żaden artykuł mu nie pomoże.

          • Justyna

            Każda kobieta po kilku miesiącach macierzyństwa jest w stanie to wywnioskować i jednocześnie niewiele tych zaraz po porodzie. Nie krytykuję autorki posta. Zgadzam się z wieloma aspektami jej wypowiedzi. Sama przeszłam przez większość pubktów. Nie jestem jednak fanką przekładania własnych doświadczeń na inne kobiety. Życzę zdrowia 🙂

          • manowce

            masz kiepskie mniemanie o kobietach, skoro uważasz, że nie są w stanie wywnioskować, że ten jeden blog nie jest wyznacznikiem tego, jak wygląda macierzyństwo. poza tym blogi do tego służą – do opisywania PRYWATNYCH odczuć i przeżyć. trudno wymagać, żeby przed każdym wpisem autorka umieszczała notkę ostrzegawczą rodem z reklam suplementów diety…

  • moi-mili.pl

    powstrzymywałam się od tego tematu od założenia bloga. ale „niedasie”, no nie da się. muszę, bo się uduszę – idę pisać o swoich wnioskach – są trochę identyczne, a trochę zupełnie inne 😛

  • Kasia

    Czyta się ten tekst okropnie. I nie dlatego, że jestem laktaterrorystką, tylko dlatego, że można go odebrać jako samousprawiedliwienie autorki, że nie karmi piersią. Przecież każda matka może decydować o tym, co jest dobre dla jej dziecka. Nie mamy kilkunastu lat, żeby trzeba było się usprawiedliwiać wszystkim dookoła. Tylko ten tekst odebrałam jako bardzo zniechęcający do karmienia piersią. Ja swoje dzieci karmiłam naturalnie, 10 miesięczną córkę nadal karmię ale syna karmiłam tylko 5 miesięcy i jakoś nie czuję się z tym źle i nie mam potrzeby tłumaczenia się innym. Jednocześnie mimo KP nie zamierzam krytykować karmienia mlekiem modyfikowanym. Te niepotrzebne dyskusje same nakręcamy. A komentarz autorki bloga o cyckach do ziemi to takie dziecinne odgryzanie się gdy nie wiem co odpowiedzieć.

  • Gaja

    To o czym piszesz to najczęściej problemy pierwszych miesięcy karmienia.Nawał mleczy, ból, kolki, wyrzuty sumienia, że zjadłam coś, co zaszkodziło dziecku, wszystko to przerabiałam. Karmię już 10 miesięcy i od jakiegoś czasu to czysta przyjemność. Kiedy laktacja się unormuje wszystko toczy się harmonijnie, a ty możesz cieszyć się bliskością ze swoim maleństwem. Nigdy nie miałam zapalenia piersi, karmię w miejscach publicznych, jeśli zachodzi taka potrzeba, w ogóle nie używam laktatora ( moje dziecko nigdy nie jadło z butelki) Myślę, że ile kobiet tyle historii o karmieniu piersią…

  • Maja

    Żenada

  • Magda

    Nie zawsze tak jest.ja nie mialam zadnych problemow.nie uzywalam laktatora nigdzie mi wszedzie mleko nie cieklo.nie mialam zapalenia.chwilowy nawal pokarmu ale dalo rade ogarnac.mala bez problemu chwytala.dodam ze karmilam 2 lata:-) tazke roznie w zyciu bywa a i zdazalo sie ze na poczatku czasem bolalo ale tylko czasami.

  • Jolliema

    A ja dziękuję za ten tekst. Przeczytałam większość komentarzy i nawet w nich używa się sformułowań takich jak „udało się uniknąć mm”. Presja na karmienie piersią jest ogromna, a kobiety które nie karmią czują się jak stygmatyzowane i napiętnowane przez otoczenie. Ja swoją przygodę z karmieniem zakończyłam po dwóch tygodniach – a i tak karmiłam ściągając pokarm laktatorem i podając przez butelkę. U mnie problemem nie był brak lub niedobór pokarmu, bo ściągałam go tyle, ile potrzebowałam – problematyczny był sposób przystawiania do piersi. Pomimo próśb o pomoc w szpitalu, a potem na wizycie położnej w domu, nie udawało nam się robić tego tak, żeby Mała jadła. Tylko ciumkanie i mlaskanie, godzinami. Przypłaciłam to „mini wersją” depresji poporodowej, płakałam od rana do wieczora. O ironio, moim wybawieniem okazały się komplikacje poporodowe i nagły powrót do szpitala na łyżeczkowanie – mąż karmił Małą mieszanką, a ja po powrocie do domu pokarmu już prawie nie miałam. Kolejne dwa tygodnie zajęło mi poukładanie sobie w głowie, że to, że nie karmię piersią nie deprecjonuje mnie w roli mamy. Tylko te wieczne pytania ze wszystkich stron, czy karmimy i dlaczego nie. Dzięki Tobie poznałam jedyną prawidłową odpowiedź na to pytanie 🙂

  • ANNA

    Ja sądzę ze to naprawdę siedzi tylko w głowie. Nie można się „Nastawiac” na karmienie, to przyjdzie samo. Oczywiście autorka tekstu miała też problemy z porodem i dzidziuś był wczesniakiem, ale tak jak to opisuje to jakby dostała jakiegoś bzika na tym punkcie. Stres jest najgorszy jak chce się karmić. Ja przy pierwszym dziecku, młoda bez stresu, wszystko poszło gładko. Ale dużo zawdzięczam też położnej która jednym ruchem idealnie przystawila dziecko do piersi, czego nie mogę powiedzieć o tej przy drugim dziecku. Nie dość że w szpitalu przy drugim dziecku nie czułam się komfortowo to jeszcze źle mi dziecko przystawila i ciężko było na początku. Jeszcze w szpitalu tak mnie sutki bolały przy karmieniu że płakałam jak jadło dziecko. Ale byłam dobrej myśli i już 6 mies wszytko ok. Jedynie co bym radziła to poczytać różne rady i problemy przy kp żeby być przygotowanym. A i dobrze jest pod koniec ciąży podszczypywac delikatnie i masowac sutki 😉 uodparnia przed podrażnieniami i pomaga podobno przy porodzie. Teraz jak rodziłam zapomniałam o tym może i dlatego były cięższe początki.

  • Ewelina

    ja karmie już dwa lata nie umiem małego odstawić. Nienawidzę karmienia piersią. Rozumiem wszystkie natki które karmią butla. 🙂 pozdrawiam

    • Mamusia

      Ja mialam wrecz identycznie jak autorka tylko z takim jeszcze jednym problemem blokada psychiczna troche mnie to irytowalo ze on ciąga moją piers ze ją ssie a ja jestem jakąs krowa 🙁 moje dziecko jest zdrowe i bardzo modre i pilo mm. Pozdrawiam

  • MAGDA

    Każda z nas jest inna i nikogo nie można oceniać! Ja jestem w tej grupie matek, których dziecko odrazu złapało pierś. Nie miałam, żadnych nawałów mlecznych. Jedynie przez około tydzień bolały mnie sutki gdy mały zaczynał pić. Dla mnie karmienie piersią było najcudowniejszą rzeczą, która mnie spotkała. Myślę, że pomogło mi nastawienie, że chcę karmić piersią! Nie brałam pod uwagę w ogóle tego, że mogłabym karmić dziecko mm, ba! Nie kupiłam nawet butelki! Karmienie piersią było dla mnie największą bliskością z dzieckim! ale jeśli Ty nie potrzebujesz karmienia piersią dla tej bliskości to nikt nie ma prawa Cię oceniać!! Każda matka chce dla swojego dziecka jak najlepiej! Szczęśliwa matka to szczęśliwe dziecko! Mam trochę wrażenie, że pisząc ten post tłumaczysz się przed światem i liczysz na pocieszenie. Moim zdaniem niepotrzebnie! Twoje cycki Twoja sprawa. Jesteś tak samo dobrą i kochającą matką, jak te które karmią swoje dzieci piersią! Amen!

    • Iza Kotyła

      Przecież napisała że też była bardzo nastawiona na karmienie piersią i nawet nie brała pod uwagę innej możliwości. Różnie się życie układa. Ja karmię od 5 tygodni, na początku krzyczałam z bólu i byłam bardzo sfrustrowana, na szczęście teraz jest lepiej ale jakby nie było to również bym odstawiła. I nie chodzi o żadne nastawienie bo chcę karmić, ale mój komfort również się liczy

    • Aneta M

      Jakby we wszystkim co w życiu robimy decydujące znaczenie miało nastawienie to świat wyglądałby zupełnie inaczej. Niestety to zbyt mało. Też miałam karmić tylko naturalnie, nie miałam butelki i wspominam to jako koszmar.Wytrzymałam 6 miesięcy i żałuję że tak długo.Jak ktoś nie wie bo nie był w danej sytuacji to niekoniecznie powinien się wypowiadać.

  • Michalina S

    KP kojarzy mi się jedynie z ogromną presją otoczenia i bez obrazy mateczek które tak bohatersko o to walczą bo przecież dziecku nic lepszego zaoferować nie można. Bzdury o bliskości i cudowności działają mi na nerwy. Karmiłam naturalnie 8 miesięcy bez problemów. Super prawda. No właśnie nie. Presja była tak wielka w szpitalu w otoczeniu różnie ale jednak większość za Kp. Ja osobiście mimo braku problemów szczerze tego nie lubiłam. Nie widziałam w tym ani super bliskości ani żadnego cudu macierzyństwa. Mnie tam się ten post podobał 🙂 Pozdrawiam

  • Beata

    Jak się czyta takie teksty to sorki, ale z karmienia piersią robicie się jak jakieś męczennice… Czy życie jest proste ? Nie ! Wiec i kp czasem wymaga wysilku. Nie powiem , nie zawsze wszystko wygląda jak w bajce, ale no kurcze już nie przesadzajcie że to tak strasznie wygląda. Tak drastycznie to jest opisane, że aż śmiać się chce. Normalnie horror. Wykarmilam 2 dzieci, teraz 3 karmię nadal już 11 m-cy, a ten artykuł to jakaś abstrakcja ? P.S. Karmiąc dziecko poza domem to nie jest żaden problem.

    • Karolina

      To, że Ty tak miałaś, nie znaczy, że wszystkie tak mają. Nie wiem z czego tu się śmiać – z tego, że inne kobiety mają gorzej od Ciebie? W takim razie gratuluję poczucia humoru.

    • manowce

      głupoty gadasz i tyle. każda kobieta jest inna, więc to, że Tobie się udało nie oznacza, że innym jest łatwo. nie wiem jak można wyśmiewać cudze problemy. sprawdza się jednak powiedzenie, że najgorszym wrogiem kobiety jest druga kobieta.

  • lilith

    Rozumiem że artykuł sponsorowany przez producenta mleka modyfikowanego?Karmie piersią syna 10 m-c i na każdy z tych argumentów mogę spokojnie napisać że to totalna bzdura…

  • Natalia

    Ja jestem mamą 3 dzieci i z chłopakami było ok, zapalenie piersi ale doktorka pomogła i szło dalej. Mam teraz 2 miesięczną córcie- księżniczkę naszą wymarzoną i jest dramat!! Młoda wisi na mnie cały dzień a chłopaki potrzebują obiadu i czystych ubrań a mąż pracuje. I gdy zdecydowałam się podać butelkę żeby choć dwie godzinki pospała żeby był czas na obiad to usłyszałam-poświęć się nie przestawaj karmić piersią!!! Karmie piersią i czasami butelką bo daję sama rady!! Nie zawsze dziecko i mama „dogadują się” w kwestii karmienia piersią. Nam to wychodzi połowicznie… P.S. Fajny blog 🙂

  • Sylwia

    Ja karmilam piersią dwoje moich dzieci (tak się zlozylo że kazde przez 6 miesięcy). Nie bylo to dla mnie nic pieknego i rewelacyjnego. Wrecz przeciwnie, nie lubiłam kp i z radością podałam butelkę.

  • Karolina

    Ten tekst jest chyba o mnie:) ktoś, kto tego nie przeżył nigdy tego nie zrozumie choćby się starał… Z wszystkich punktów tu wymienionych najgorsza jest presją otoczenia-lekarzy, położnych czyli osób, które powinny Cię wesprzeć i podnieść na duchu.

  • To fakt, że nikt nie mówi o tym jak bardzo boli karmienie piersią. Pamiętam jak przy pierwszym dziecku przez 2 tygodnie z bólu aż moje nogi tarły się o siebie podczas każdego przystawienia do piersi… 🙁 Na szczęście przy drugim dziecku (które ma aktualnie 6 tygodni) ten ból był znacznie słabszy i trwał 3-4 dni.

  • zagłodziłam

    Laktoterror. Tylko takie określenie przychodziło mi do głowy kiedy karmiłam swoją córkę, przeszłam to samo. I nie widzę tu ani trochę przesady, kobiety które bagatelizują odczucia kobiet tak odczuwających laktację , to nic innego jak ignorancja. zakończyłam karmienie piersią po 3 Tyg. z wielką ulgą. Dopiero po pewnym czasie mogłam przytulić dziecko. I szczerze po każdej pro cyckowej wypowiedzi typu : masz to w głowie, wystarczyło zadzwonić po doradcę, źle przystawiłaś… traumatyczne wspomnienia! … ciężki poród, mam ochotę podejść do takiej osoby chwycić ja za skutki i kręcić 460 stopni żeby choć trochę miała świadomość że może boleć. Mnie bolało jak cholera, cały czas, jak spałam, jak karmiłam. Była doradczyni potem nawet lekarka doradca… I to samo usłyszałam MUSI BOLEĆ !(dziecko ssało poprawnie, przedstawianie bardzo dobre, zapalenia też nie bylo) no MUSI BOLEC. Ja zdecydowałam. Wolę moje dziecko tulić z butelką, niż na płacz glodnego mieć ochotę uciec, a dziecko wcisnąć gdzieś w kąt. TO jest dopiero szkodliwe dla dziecka. Dziecko ma 3 lata chorował dwa razy i to tak że wystarczyła Wit. C i wapno zero antybiotyków, mam cudowną więź, córka szczęśliwa radosna i odważna. Za 2 miesiące rodzę drugie dziecko i jeśli sytuacja się powtórzy nie patrząc na wypowiedzi laktoterrorystow podam butelkę . I nie chodzi mi o straszenie Ale wsparcie wszystkich kobiet które to przeszły bądź będą przechodzić (o dziwo jest i całkiem dużo) dla dziecka równie ważne jest pełen brzuszek jak i uczucia matki która trzyma je w ramionach…płacz i cierpienie matki należą do tych które zdecydowanie szkodzą.

  • Basia L.W.

    Dla dziecka absolutnie najważniejsze, żeby jego mama była szczęśliwa – tak mi powiedziała położna z mojej szkoły rodzenia. Bez tego nic nie wychodzi. Jaki pożytek z kp dla dziecka, kiedy mama płacze na samą myśl, że zbliża się godzina karmienia? Dziecko te wszystkie emocje odbiera. Ja potwornie cierpiałam prze pierwsze 3 miesiące, na szczęście trafiłam na rozumiejące otoczenie. Doradca laktacyjny mi nie pomógł, pielęgniarki laktacyjne nie pomogły, ciągle słyszałam, że są rany, ale się za parę dni zagoją, noi się goiły 3 misiące i tylko dlatego się zabliźniły, że na 2 tyg odstawiłam dziecko i wzięłam w garść laktator. Poradziłam sobie sama, bo się zaparłam, że chcę karmić piersią. Jak rany się zagoiły, wtedy rzeczywiście karmienie stało się przyjemne. Ale decyzja o tym jak matka chce karmić należy tylko i wyłącznie do niej, i w tej kwestii my kobiety musimy się nauczyć absolutnej asertywności. Ale nie takiej, że na głos mówimy, że to nasza sprawa, a w środku cierpimy z poczucia winy, tylko takiej, żeby jak po kaczkach spływało, że ktoś ma inne zdanie na ten temat

  • Gosia

    Skąd ja to znam… 2 miesiące koszmaru z karmieniem, ciągle wyrzuty sumienia, bo przecież wszyscy dookoła mówią MUSISZ karmić. Po dwóch miesiącach moje brodawki były tak poranione, że doradca laktacyjny był w szoku- jedna nadawała się na szycie chirurgiczne. Wg. doradcy laktacyjnego syn dobrze łapał pierś ale nie wie skąd te rany mi się robią. Po tym wszystkim nabawiłam się ropnia piersi i z ulgą przyjęłam zalecenie lekarza by odstawić małego od cycka. To była najwspanialszy dzień. Od tego momentu cieszyłam się macierzyństwem 🙂 Na szczęście przy drugim synu było łatwiej- karmiłam 9 miesięcy bo był super ssakiem. Mimo, że średnio co dwa tygodnie przechodziłam zapalenie piersi lub zastój to mały od razu w kilka godzin mnie ratował. Także mam dwa różne doświadczenia, ale przy drugim synu miałam też inne podejście. Nic na siłę, jak się uda to fajnie.

  • Reenata

    Jakbym o sobie czytała.

    Ja na pytanie :Karmisz syna ? Odpowiadalam nie,wystarczy mu fotosynteza. Xd

    Ale troche mi to zajęło zanim. To przepracowalam i przestalam się obwiniać. Był moment, że zaczełam wierzyc w to że może faktycznie jestem złą matką. „Co to za filozofia karmić piersią” ?-słyszałam .

  • manowce

    mój syn urodził się przez cc, po porodzie nie miałam pokarmu, więc co 3 godziny przystawiałam małego do piersi, a potem szłam do pokoju i stymulowałam piersi laktatorem. trwało to 3 dni, efektów było zero, syn chudł i niemal całą dobę płakał z głodu, a ja patrzyłam na zegarek i płakać mi się chciało, kiedy zbliżała się godzina karmienia. pani pediatra przyszła do mnie na oględziny, zanotowała, że małemu spada waga i… kazała „dalej próbować”. powiedziałam jej, że nie zamierzam zagłodzić własnego dziecka dla ich terroru laktacyjnego i żądam podania mm. mały się w końcu najadł, ja byłam spokojna i tak już zostało. miał regularne drzemki, noce zaczął przesypiać jak miał 4 miesiące, zawsze wiedziałam, ile zjadł i nie spędzałam połowy doby na kanapie z cyckiem na wierzchu. i jestem SZCZĘŚLIWA, że tak wybrałam. nie zamierzam się udręczać dla potrzeb innych.

  • Kasia

    Nie zgadzam się. Nie prawda, że boli, że karmi się godzinami (wystarczy kilka, kilkanaście minut). Czasami trafi się mały ssak, który lubi się przyssać na dłużej. Nawał jest normalny, trzeba często spuszczać po trochu mleko, żeby nie było zapalenia, szałwia, ibuprom i idzie przeżyć 😉 Kilka dni i po wszystkim. Wiadomo początki są trudne, do tego stres, zmęczenie, to co się dzieje w głowie nie pomaga. Chwilę trzeba powalczyć, z kimś pogadać kto podniesie na duchu i doda wiary w sukces, aby potem cieszyć się karmieniem piersią. Są też fajni doradcy laktacyjni. U nas też była hypotrofia, mała źle ssała, a teraz taka kluska. KP to super wygoda, nie wspominając o korzyściach dla dziecka. No i smak, MM jest po prostu nie smaczne, sama bym nie zjadła. No chyba, że trzeba – wiadomo!

    • manowce

      serio? próbowałaś swojego mleka i mleka modyfikowanego? a skąd wiesz, że to, co Tobie smakuje, smakuje też dziecku? no błagam, nie podawajmy takich kretyńskich argumentów w dyskusji o karmieniu…

      • Dorota Mi

        Ja nie rozumiem samej dyskusji o karmieniu. Norma to karmienie naturalne, a modyfikowanym karmi się jak są jakieś przeszkody w karmieniu piersią (zdrowotne, techniczne lub nawet sam fakt, że matka po prostu nie chce, a przecież matka w tym układzie też jest istotna, bo nieszczęśliwa matka to nieszczęśliwe dziecko). To jakby rozmawiać o tym czy lepsza noga czy może jej proteza. Zupełnie bezcelowe dywagacje. Niech każdy karmi jak może i jak mu wygodniej. Najważniejszy efekt końcowy, żeby dziecko i mama byli zdrowi i zadowoleni, a mogą być i dzięki jednemu i drugiemu.

        • Justyna

          Amen…

  • Yell

    Proszę, nie pisz o swoich doświadczeniach w formie, która sugeruje, że to prawda ogólna.
    Każdy ma inne doświadczenia.

    Karmiłam swoje dzieci w sumie blisko 5 lat. Wiem, że miałam wielkie szczęście, bo moje piersi, choć nie są piękne, okazały się fantastyczne. Nie zabolały ani razu, dawały tyle mleka ile trzeba, nie miałam ani razu zapalenia piersi, nie miałam nawet żadnego problemu z karmieniem w miejscu publicznym. Serio, robiłam to ciągle i nikt nigdy nie zwrócił mi uwagi.

    Początki były trudne. Moja pierwsza córka nie chciała ssać, a mleko nie chciało lecieć. Też płakałam na oddziale, kiedy waga dziecka się gwałtownie zmniejszała a ja nie mogłam nic z tym zrobić i nikt nie mógł mi pomóc. Też spotkałam doradcę laktacyjnego, który dał mi długą listę zupełnie nieskutecznych porad. Przez 6 tygodni razem z mężem mieliśmy nieustający rajd 40-minutowych sekwencji laktator+karmienie strzykawką+sen.

    Ale spotkałam też wielu ludzi, którzy bardzo mi pomogli.
    Ponieważ mleko nie chciało powstawać i płynąć poszłam na 1 zabieg akupunktury, po którym mleko popłynęło wartkim strumieniem (okazało się później, że problemy z laktacją wzięły się z tego, że został w macicy kawałek łożyska, ciało nie przestawiło się na tryb „już jest urodzony dzidziuś”)
    Ponieważ dziecko nie chciało ssać spotkaliśmy się z terapeutą wczesnego rozwoju i córka zaczęła ssać.

    Wiem, ze dawałam swoim dzieciom najlepsze jedzenie, tym bardziej, że oboje okazali się bardzo uczuleni prawie na wszystko. Tak, na mleko modyfikowane dla alergików też.

    • Iwona Karpowicz

      Yell mam podobne problemy. Co zrobiłaś ze dziecko zaczęło ssać? Mój Maluch ssie baaardzo delikatnie przez chwilkę a potem zasypia ale odkładany sie budzi i szuka piersi jest głodny. Generalnie ssie bardzo nieefektownie a czas i mam wrażenie pokarmu u mnie coraz mniej ? Chciałam karmić ale powoli pogodziłam sie z myślą o butelce…

      • Justyna

        A doradca podglądał jak dziecko ssie? Może ma krótkie wędzidełko? U mnie w szpitalu nikt nie umiał dziecka przystawić. Korzystałam z nakładek a zaraz po wyjściu byłam u doradcy. Po trzech miesiącach udało się całkowicie wyeliminować nadkładki. Wędzidełko, choć krótkie, dało się wyćwiczyć.

        • Iwona Karpowicz

          Wędzidełko mamy podcięte milion sposobów już przerobiłam i jedyne co pozostaje to butla. Czasem poprostu sie nie udaje mimo chęci. Ale presja otoczenia ogromna już przestaje sie przejmować ale długo do tego dochodziłam

  • Karolina

    Moja córeczka urodziła się przez CC oprócz tego , że poraniła mi brodawki że krew mi leciała strumieniami to nawet nie chce myśleć że mogło by być inaczej , zagryzalam zęby i karmiłam i karmię do dzisiaj a moja myszka ma 14 miesięcy ( tak wiem dla niektórych to DRAMAT) ale nie dla nas. W drugiej i trzeciej dobie musiałam pobudzać laktacje bo chwilowo pokarm mi się nie produkował ale to też było trochę z mojej winy bo mało piłam i mało jadłam a niestety to podstawa do tego aby pokarm się produkował i to była chwila kiedy dokarmiałam córkę a potem poszło. Zapalenia piersi nie miałam, nawału także nie i z piesi pokarm mi nie leciał. I karmiłam w miejscach publicznych jeśli była taka konieczność ale zachowując przy tym dyskrrynosc. Także polecam wszystkim ???

  • Dorota Mi

    Wypadałoby zaznaczyć, że są to Twoje prywatne przeżycia, a nie ukazywać tego jako normę i prawdę objawioną, bo uwierz mi nie jest to normą.
    Sutki przyzwyczajały mi się do karmienia przez tydzień, mimo, że córka miała za krótkie wędzidełko, co mocno utrudniało karmienie. Jeżeli boli dłużej, zwykle to wina złego przystawiania.
    Nawał nie u każdego jest koszmarem.
    Nie miałam zapalenia piersi, a karmię drugie dziecko i znam więcej takich matek.
    Po jakichś 3 miesiącach laktacja zwykle się stabilizuje i nie u wszystkich tak ciągle „leci”.
    Nie każdy siedzi całe dnie i noce z laktatorem. Mam na wszelki wypadek, ale nie używam, tak samo jak wiele moich znajomych.
    To ile dziecko zjadło mierzy się ilością zużytych pieluch.
    Racja, nie zawsze da się karmić w miejscach publicznych. Jak się ma takie problemy to się nie da. W pozostałych przypadkach da się.
    Poczucie winy jest tu chyba największym problemem. Poczucie winy, robienie założeń i przejmowanie się zdaniem innych. To jednak kwestia charakteru, a nie skutek uboczny karmienia naturalnego. Przy karmieniu przydaje się większy luz. Ja do szpitala wzięłam na wszelki wypadek butelkę, gdybym stwierdziła, że kp mi nie idzie, bo nie można nic robić na siłę – nieszczęśliwa mama, to nieszczęśliwe dziecko.
    Są ludzie którzy potrafią tego nauczyć. Jeszcze w ciąży polecam darmowe spotkania z Mlekoteki, a doradczyni laktacyjna w szpitalu niesamowicie mi pomogła przy córce, która miała problemy z łapaniem piersi przez wędzidełko (w szpitalu niestety nie podcięli).
    Partner może pomóc psychicznie i może karmić odciągniętym mlekiem. Koleżanka nawet się nie budziła jak mąż przystawiał małego w nocy do jej piersi, tak więc są sposoby.
    Karmienie może być przyjemne, przykro mi, że dla Ciebie nie było.
    Mleko modyfikowane nie jest obrzydliwe, a butelka paskudna. Jest zwyczajnie trochę gorsze od naturalnego, ale w wypadku, gdy kobieta ma przechodzić takie problemy jak Ty, jest to lepsze rozwiązanie, bo kondycja psychiczna matki jest równie ważna. Cały wpis świadczy jednak o tym, że nadal nie pogodziłaś się z tym faktem i czujesz wciąż wyrzuty sumienia, lub czujesz się gorszą matką. Zupełnie niepotrzebnie. na pewno jesteś wspaniałą matką i robisz wszystko co dla twojego dziecka najlepsze. Z powodu swoich niespełnionych oczekiwań nie powinnaś zniechęcać innych do podjęcia tej próby 😉
    To jak z cc i sn. Sama miałam cc, bo poród naturalny trwał w bólu przez 25 godzin, myślałam, że umrę. Wiem że cc nie jest tak dobre dla dziecka jak normalny, fizjologiczny poród bez powikłań. Nie czuję się jednak przez to gorsza, bo w moim przypadku cc było lepszym rozwiązaniem. Drugie dziecko też jest z cc. Tylko dla tego, że sama miałam złe doświadczenia nie obrzydzam innym porodów naturalnych. Większość jednak rodzi normalnie, bez powikłań i nie 25 godzin, a 3, 6. Tak samo większość karmi piersią i nie ma takich doświadczeń jak Ty 😉

  • Dorota Mi

    Gdyby Twoje doświadczenia były normą to nasz gatunek wymarłby dawno
    temu. Chociaż znajdzie się sporo mam z podobnymi, złymi wspomnieniami, to
    jednak tych karmiących bez komplikacji jest więcej.

    • Dorota Mi

      Widzę, że mój dłuższy komentarz został usunięty… Powtórzę pomijając to co mogło Panią urazić.
      To, że miała Pani złe doświadczenia nie znaczy, że można pisać o tym jako o jakieś NORMIE, prawdzie ukrywanej w tajemnicy przed wszystkimi nieświadomymi ciężarnymi. Nie neguję Pani doświadczeń i odczuć. Nie podoba mi się za to konstrukcja wpisu, która sugeruje jakoby patologia* była normą (*Patologia – stan chorobowy, w
      ogólniejszym znaczeniu nieprawidłowość, a takimi jest zapalenie piersi czy korzystanie z nakładek). To tak jakby podawać wypadki samochodowe (w tym
      kolizje z pociągiem i potrącenie pieszego) jako nieodzowną część
      prowadzenia samochodu… tym czasem takie nieszczęścia przytrafiają się z
      braku wiedzy, doświadczenia, lub zwyczajnego pecha.

      Zdecydowana większość czerpie z karmienia piersią przyjemność, nie karmi godzinami, wychodzi z dziećmi z domu, nie wisi na laktatorze, nie ma po kilka razy nawałów, zatorów i zapalenia. Większość dzieci naturalnie ma odruch ssania od samego początku, nie płaczą jedząc i nie potrzebują do karmienia suszarek i nakładek. Nie wszystkie położne, lekarze i doradcy laktacyjni są do bani. Miała Pani pecha.

      To, że sama miałam długi i bolesny poród z komplikacjami zakończony cc nie oznacza, że teraz obrzydzam innym porody naturalne, bo zdaję sobie sprawę, że mój poród był patologiczny. Tak jak normalny poród naturalny bez komplikacji jest zdrowszy dla dziecka, tak samo karmienie piersią bez komplikacji jest zdrowsze, bo nie potrafią jeszcze w 100% odtworzyć sztucznie jego składu.

      Mam dosyć demonizowania karmienia piersią i mlekiem modyfikowanym, bo mleko modyfikowane też jest potrzebne i nie jest żadną trucizną. Każdy karmi jak mu skuteczniej, wygodniej i tak jak uważa, że dla dziecka będzie lepiej.

      • Katarzyna Sadzisz

        <3 podpisuje się pod tym 🙂

        • Sylwia Mosińska

          A ja zgadzam się z autorką posta, sama przez to samo przeszłam dokładnie tak samo.Kocham swoje dziecko ponad życie bo czekałam na nie bardzo długo ,ale karmienie piersią to był dla mnie bardzo ciężki i bolesny okres 4 miesięcy przez ,które karmilam synka.

          • Dorota Mi

            Pani Sylwio czyli zgadzasz się, że normalne fizjologiczne karmienie piersią to ból, zapalenia piersi, karmienie z suszarką i wiszenie na laktatorze non stop? Według Pani wszystkie kobiety tak karmią i to norma? Bo taki wydźwięk właśnie ma tekst autorki.
            Otóż wyprowadzę Panią z błędu. To nie jest normalne, typowe karmienie piersią. To karmienie, które wymaga pomocy doradcy, lub właśnie rezygnacji na rzecz butelki, bo trzeba by być masochistą, żeby w takich warunkach karmić dziecko przez dłuższy czas. Jak moja znajoma miała takie problemy i nic nie pomagało, nawet doradca, to jeszcze jej przyklasnęłam jak podała modyfikowane, bo są granice.

          • Wiola

            Pani Doroto, a potrafi Pani czytać ze zrozumieniem? Autorka nie pisze o żadnej normie, ale o swoich doświadczeniach. I pewnie tak też to zrozumiała Pani Sylwia. I zapewniam, że nie jest odosobniona w swoich odczuciach. Jest mnóstwo Mam, które miesiącami karmią swoje maleństwa, czerpią z tego przyjemność, nie mają większych problemów itd. I cudownie. Oby takich kobiet było jak najwięcej. Z drugiej strony są też takie, które mimo wysiłków, chęci, starań, napotykają co krok na trudności. Wiem co piszę, bo sama z wielkim trudem karmiłam ponad pół roku i dopiero gdy przeszłam na mm odetchnęłam z ulgą. Oczywiście miałam ogromne wyrzuty sumienia, bo chciałam karmić jak najdłuzej, dać swojemu dziecku co najlepsze. Ale sama nie wyprodukuję mleka bo taką mam wolę i nie zmuszę dziecka (dodajmy alergika z problemami neurologicznymi i problemami z właściwym chwytaniem) do ssania regularnie i wystarczająco długo (żeby się najeść, żeby stymulować laktację itd) piersi. Rozumiem, że Pani jest w gronie tych szczęśliwych mam, które nie mają problemów z karmieniem- bardzo Pani zazdroszczę.

          • Dorota Mi

            To Pani nie czyta ze zrozumieniem tego co ja piszę.

  • Małgorzata Małek

    Nie miałam tak złych doświadczeń, karmiłam piersią dwoje dzieci, nie wiem czym są pokaleczone brodawki, nic mnie nie bolało, nie miałam nawału pokarmu bo podobno miałam chude mleko, odstawiłam na boczny tor głupie sąsiadki, ciotki , które miały cały czas coś do powiedzenia. Bezcenne było dla mnie gdy dwoje oczu patrzyło na mnie z ogromną miłością wsuwając moje mleczko a gdy karmiłam zawsze śpiewałam co później procentowało w rozwoju mowy moich dzieci. Reasumując nie interesuje mnie to czy ktoś karmi butlą czy piersią bo to jego sprawa. Nie rozumiem po co kampanie na rzecz karmienia piersią aż tak przeżywać i brać do siebie? Obejrzę reklamę jakiegoś produktu to też nie biegnę zaraz go kupić tylko dlatego, że jest ładny tudzież przekonuje do niego znany aktor. Jak ktoś mi powie, że jestem głupia to też mam to w nosie bo to jego opinia. Właśnie takie dyskusje nakręcają spory. A najważniejsze żeby mama i dziecko byli szczęśliwi bez względu jak mama karmi. Pozdrawiam serdecznie:)

    • Dorota Mi

      Ludziom brakuje luzu. Przejmują się zdaniem innych, często obcych ludzi. Stawiają sobie normy, mają oczekiwania, skonkretyzowane plany, zamiast elastycznie i na luzie brać to co przyniesie życie i przygotować się na różne scenariusze. W ciąży czytałam o karmieniu piersią i chodziłam na spotkania edukacyjne, ale do szpitala zabrałam butelkę tak na wszelki wypadek. Chciałam rodzić naturalnie, ale brałam pod uwagę, że mogę mieć cc, bo w rodzinie były ciężkie porody. Karmię piersią i jestem po 2 cc i dobrze mi z tym. Znajoma ma troje dzieci, pierwszych dwoje karmiła długo piersią, a z trzecie karmi butlą, bo miała problem z pokarmem. Wszystko może się zdarzyć.
      Często laktoterroryzm same mamy sobie wmawiają, bo nie mogą się pogodzić, że im się nie udało, a każda wzmianka o naturalnym karmieniu przypomina im o tym. Do tego jak słyszą o tym, że skład mleka naturalnego jest lepszy od modyfikowanego, to odbierają to jako oskarżanie ich o to, że są złymi matkami, bo dają dzieciom coś gorszego. Co innego jednak gdy karmienie przebiega bez problemów, a co innego jak są problemy, dziecko niedojada, choruje, matka dostaje depresji, męczy się, wtedy mm jest tym zdrowszym rozwiązaniem. Tak samo jak cc jest mniejszym złem podczas porodu z powikłaniami.

  • Ania

    Przykro czyta się taki tekst 🙁 widać że nie miał Tobie kto pomóc. A szkoda bo mimo początkowych trudnych sytuacji karmienie piersią jest naprawdę wspaniałe. I to co piszesz ne jest czymś co jest normą a jedynie przypadkami. Tak czy inaczej może następnym razem uda Ci się odkryć to piękno.

  • Natalia Matauszek

    Moje doświadczenie jest w 80% takie jak twoje z małał różnicą, że nie miałam nawałów pokarnowych, ale ból, ściąganie ręczne, laktator ręczny, laktator elektryczny, z zegarkiem w ręku. I powtórzyło się 2 razy. Przy pierwszej ciąży nie chciałam odpościć i łapałam się wszystkiego zrezygnowałam po 4 miesiacach, choć już wtedy była w trybie karmienia mieszanym. Decyzja była tak trudna, że mówiłam dzisiaj koniec z tym i tak kolejny dzień i kolejny. Na samą mysl, że mam karmić prawie plakałam, a wczasie karmienia nie raz ja płakałam i mała. Mąż poprostu nie mógł na to patrzeć. Ból jakby ktoś żelazko kładł mi na pierś i tak przypalał, a ja myślałam kiedy koniec. Wreszcie odpuściłam i obiecałam sobie, że jak w następnej ciąży sytuacja się powtórzy nie dopuszcze, aż do takiej sytuacji. A jednak przy drugiej ciąży sytuacja się powtórzyła, a ja zaczęłam wtedy znowu się zapętlać w te błędne koło i cieszę się że mąż wtedy powiedział dość ? drugi raz tego nie będziemy przerabiać. Tak miałam 2 cesarki i karmie moje dzieci sztucznie jedno ma 3 lata drugie 9 miesięcy i jestem matką szczęśliwą. Tylko czasami, aż się przykro się czyta, że to wszystko pójście na łatwiznę gdzie czasami decyzję podejmowane przeze mnie były dużo cięższe niż nie jedna co urodziła naturalne i karmiła piersią.

  • Basia

    Jakbym czytała o sobie. Ból na początku taki że mój mąż po kilku karmieniach w domu już nie pytał czy mały je wystarczyła mu tylko moja mina i łzy w oczach łzy od bólu. Później zazdrościłam mojej koleżance jej dziecko jadło cyca wszędzie Ale to wszędzie i przy każdym a mój syn tylko w samotności i tylko w ciszy. Pamiętam jak chrzest spędziłam w restauracji Ale w toalecie bo tam karmiłam bo tam nikogo nie było. I nie jadł kiedy chciał czy w momencie jak usypiał on jadł przez sen, jak już się obudził było po jedzeniu i krzyk i płacz do następnego snu i jedzenia. Do tego zanim mleko zaczęło lecieć był już zmęczony i często odpuszczał a wtedy mleko moje mleko było wszędzie i na ubraniu i na dziecku i na ścianie no było wszędzie. A zapalenie cyca tragedia ponad 40 stopni gorączki i ból jeden wielki ból a do tego karmienie i porada lekarza „proszę karmić tą piersią częściej wtedy szybciej minie” i co było tego skutkiem zapalenie drugiej piersi. I to prawda leci mleko leci leje się w najmniej oczekiwanym momencie. Przykład dziecko śpi wyszłam z domu sprzątać korytarz uwolniona na chwilę od biustonosza wychodzi sąsiadka rozmawiamy i co i zaczyna lecieć nie delikatnie to leci jakby kran odkręcić. Gdybym drugi raz urodziła nigdy więcej karmienia piersią

  • Angelika Waligóra

    Mój synek urodził się 4160g na cycu pierwszy miesiąc 24/24 gdzie dostawałam joba a synek tracił na wadze i 3500g… Lekarze i położne na siłę karmienie piersią nie rozumiejąc że mój sinus wiecznie głodny, po tygodniu życia dostawał raz na dobę mm, co pozwalało na krótki spacer… pewnego dnia moja mama przyszła i mówi ” olej to ty jadłam cycka 3mce i zyjesz”… synek zaczął być dokarmianie częściej a ja wróciłam do równowagi psychicznej… po3mcu też przeszedł na mm. Ma dwa latka i ma się świetnie a więzi mamy mocniejsze niż nie jedno dziecko po cycuchu. Dodam że nie chorował ani razu do czasu żlobka

  • AgaIKrolewny

    Przykro mi że masz takie przejścia. Współczuję. Ale nie rozumiem czemu piszesz taka antyreklame karmieniu. Ja miałam problemy, na początku spore. Ale nie miałam nawału, nie miałam gorączki, miałam głodne dziecko czasem więc je dokarmialam kiedy bylo trzeba. Znam mnóstwo mam i tylko jedna miała gorączkę i podobne przejscia. Większość i totalnie bezproblemowo nawet nie wiedziały kiedy karmily.. Za nic w świecie nie zamieniłbym tego co miałam i tej wygody bez tysiąca akcesoriów,proszkow,butelek, i tej bliskości… Miałam sporo kłopotów na początku ale to przez cesarkę i infekcje. Ale się udało pięknie i szybko nauczyć siebie… i mąż kasował kiedy trzeba, ogarniał dzidzie kiedy ja spalam, podstawial mi ja a ja czasem przesypia lampa karmienie,nawet nie wiedziałam nic:)
    Czytając Twój wpis niedoświadczona przyszła mama może się zablokować psychicznie. Myślę że to niepotrzebne. Każdy podejmuje decyzję ale po co aż tak straszyć kiedy takie historie jak Twoja naprawdę są rzadkością…

    • Natalia Matauszek

      No bez przesadyzmów z tą antyreklamą. Napisała to co czuła głośno, a i tak zajęło to wiele czasu przecież dziecko ma 3 lata. Dlaczego ma o tym nie mówić jak w jej przypadku było. Ja przeszłam też wie i wtamym momencie jakbym przeczytała taki tekst to bym pomyślałam nie jest sama ktoś też ma problem z kp i nikt nie może mu pomóc. Trzeba się z tym pogodzić. Wszędzie jest rozpowszechniane jakie to piękne doswiadczenie, jak pomocne, jak ważne jednak nie dla wszystkich. Nikt nie podważa tutaj kp tylko pokazuje, że nie dla wszystkich jest to piękne doswiadczenie, a może być to faktycznie droga przez ból i walkę z samym sobą i z czymś nad czym nie mamy dokońca wpływu.

      • Dorota Mi

        Co innego pisać o swoich doświadczeniach, a co innego pisać o nich jako o prawdzie ogólnej. Mam znajome którym też nie wyszło z karmieniem piersią, z różnych powodów, ale to są przypadki odbiegające od normy, wynikające z poważnych problemów jak u autorki.
        Takie zwierzenia są potrzebne, bo kobiety mają problemy i dobrze jak nawzajem się wspierają, wiedzą, że nie są jedyne i same z tym, ale ten tekst to jak pisanie „Ludzie nie jeździjcie na nartach! Jak się jeździ na nartach to się łamie nogi. Ja złamałem nogę i rękę, więc Was też to z pewnością spotka.”

  • Ann

    O mój Boże, wreszcie ktoś normalnie pisze. Dość gloryfikacji. Ja też byłam wstrętną matką, od początku na butelce. To nie był mój wybór, ale napiętnowana zostałam za wszystkie czasy. Huh. Jeszcze jak wspominam to mnie trzepie. Teraz czekam na drugie i pewnie skończy się tak samo. Ale już jestem starsza i mądrzejsza. Naprawdę na pytanie „Karmisz” będę odpowiadać „Nie, głodzę” albo „Czekam aż samo zje”

  • MM

    Niech każda Mama karmi jak chce, ale nie demonizujcie karmienia piersią, bo z niektórych komentarzy wynika, że to jakaś patologia. Mnie na początku nie było łatwo też sciagalam pokarm laktatorem, synek leżał w inkubatorze na początku dostawał mm, potem moje z butli. Miał silny odruch ssania ale piersi bolały, teraz ma 4 miesiące czasem też nie jest przyjemnie ale najważniejsze jest zdrowie i samopoczucie młodego a resztę da się przeżyć.

  • Luiza

    bardzo mi sie podoba twój wpis 🙂 a jak ktos skomentuje zle, to sie nie przejmuj 🙂

  • ASIA

    Karmię już od dwóch miesięcy, ale początki były koszmarne. Syn nie mógł załapać, ja nie wiedziałam jak mu.pomóc bo to moje pierwsze dziecko. Zero pomocy od położnych tyle co teksty w stylu…”przecież ma pani pokarm to próbować”… ja płakałam, dziecko też….masakra. Gdyby nie koleżanka lezaca ze mna na sali pewnie nie dalabym rady. Ona pokazala mi co i jak. Wylewajacy sie w kazdej chwili pokarm, czasami mialam go az tyle, że podczas karmienia syn sie ksztusił. Zaczęłam karmin na leząco. Jeszcze karmie, ale szczerze mowiac zaczyna mnie to męczyć….dokarmiam tez butelka wiec mimo tekstów w stylu karm jak najdłużej, przecież do pracy ci sie nie śpieszy itd.dochodze do wniosku, ze jeszcze miesiac i kończę karmienie. Zapominam o ciagle wielkich „cyckach”, plamach na kazdej mozliwej bluzce i zastanawianiu sie czy jak zjem to czy tamto to dziecku nie zaszkodzi. Mój wybór!!! Jak to przyjemnie brzmi 🙂 pozdrawiam matki karmiące nie istotne czy piersią czy butelką 😉

  • Klaudia Leszczyńska

    Coz więc chyba ja jestem innym rodzajem ssaka bo po moich 11-miesięcznych doświadczeniach z kp nie zgodzilabym się z ani jednym powyżej. Pisząc to moja mala jest przy piersi, i gdy tak N nią patrzę to cieszę się ze nie miałam takich problemów. Że nasze przygody z karmieniem tojak spacer po parku kiedy kwitną akacje.Mała ma juz 6 ząbków a ja nie wiem co to ból piersi. Co do zapalenia? Miałam trzy razy. Dreszcze gorączka i wątpliwe ból piersi. Pisze watpliwy bo przy boku po cc żaden inny „bol” nie będzie już dla mnie bólem. Ma początku napisałaś że nie stajesz po żadnej ze stron, twój wpis obrazuje negatywne podejście do kp iprzychylnie do tej pierwszej grupy.

    • Dorota Mi

      Dokładnie. Post jest nieobiektywny, stronniczy i nie niesie ze sobą żadnych merytorycznych informacji, bo indywidualne przeżycia są opisywane jakby były normą. Najbardziej smutny jest akapit „nikt Cię tego nie nauczy”, bo autorka sugeruje, że nie ma sensu nawet udawać się po pomoc, tylko dla tego, że sama trafiła na złych ludzi. Ja mam grono znajomych które służyły pomocą, są darmowe grupy wsparcia z Mlekoteki, a doradczyni w szpitalu nauczyła mnie przystawiać przy krótkim wędzidełku.

      • Ja wpis ma być obiektywny, jeśli opisuje subiektywne odczucia?

  • Jesteś klasyczną ofiarą terroru laktacyjnego. W USA już umarło parę dzieci, bo mamy wystraszone hejtem na mm nie podały butelki, dziecko umarło z odwodnienia. Właśnie po głosnej śmierci ostatniego zrobiła się niezła draka.

    Ja mam ten luksus, że nie miałam zapalenia piersi, a nawał dziecko wyssało, a mimo tego i tak kp wspominam jako coś, co oddalało mnie od dziecka. Butla była wybawieniem. Inna sprawa, że miałam za mało pokarmu (a podobno to niemożliwe) i nic ze mnie nie ciekło, nawet w nocy. Ba, laktator nie wyciągał ani kropli. Nic dziwnego, że dziecko traciło na wadze. Oczywiście też pretensje w szpitalu, że źle karmię. Na szczęście miałam wsparcie teściowej i mamy, które karmiły piersia „z przygodami” i rozgrzeszały mnie na każdym kroku z przejscia na mm. Moja mama, która mnie piersią wykarmiła, sama kupiła mi butelki i mieszankę, żeby mnie na początek odciążyć finansowo. A w 2012 przecież nie było jeszcze takiego hejtu na mm hak obecnie i mozna było publicznie karmić dziecko butlą bez narażania się na głupie komentarze.

    • krysia

      Te dzieci umarły dlatego ,że matka nie umiała ocenić efektywności karmienia. Tego powinno się uczyć na szkole rodzenia! A młode matki nie mają pojęcia czy ich dziecko się najada. Poza tym w takim stanie personel szpitala nie powinien ich wypuscic do domu. Tyle.To nie karmienie piersią jest winne tylko BRAK WIEDZY! A pisanie ,że butla jest wybawieniem jest słabe. Używanie określenia „laktoterror ” jest populistyczne i tyle .

      • Umarły z odwodnienia. Matka nie jest od tego, żeby oceniać stan dziecka, od tego jest LEKARZ! I lekarze odesłali te matki do domu z odwodnionym dzieckiem, które w efekcie ich zaniedbań umarło.

  • Edyta M-P

    To niesamowite, jak się czyta komentarze pod tym postem, jak niektóre matki którym udało się kp nie mają zielonego pojęcia co znaczy przejść przez taką sytuację. Zero empatii. Tylko komentarz: „a mnie się udało, gówno wiecie i głupoty gadacie. Jestem super bo kp już x miesięcy/lat”. Najczęściej to matka matce wilkiem. Jeżeli w necie możesz znaleźć TYLKO artykuły jak kp jest wspaniałe i potrzebne, to dlaczego zabraniasz innej matce, która przeszła dramat (bo dla kobiety, która dopiero co została matką jest to dramat) napisać, że czasem wcale nie jest tak super i opisać co czuła? Ja też przeszłam piekło po porodzie. Płakałam non-stop, dniami i nocami. Mój syn nie chciał ssać, nikt nie wiedział dlaczego. Jak w szpitalu podałam mu butelkę to czułam się jak najgorsza matka świata. Totalna depresja. Urodził się z tak zaciśniętą szczęką, że kompletnie nie umiał jej otworzyć. Więc nie mógł ssać. Widziałam że nic nie je, musiałam podać butelkę. Potem było tylko gorzej. Nie chciał ssać nawet butelki. Myślałam, że to moja wina, że mam za mało mleka, że nie umiem przystawić, że robię coś źle itd. W domu nie robiłam prawie nic tylko ciągle siedziałam z laktatorem, żeby pobudzić laktację… Minęło wiele miesięcy zanim przestałam się obwiniać i zrozumiałam, że kp nie jest najważniejszą rzeczą w życiu. Mój syn przez 7 miesięcy nie jadł prawie nic. Ani cyca, ani butelki, ani innych produktów które zaczęliśmy wprowadzać bardzo szybko. I nie była to moja wina. Ale presja kp jest tak duża, że później to matki obwiniają się i przechodzą przez horror.

    • Nati

      I teraz zasadnicze pytanie. Czy certyfikowany doradca laktacyjny lub neurologopeda oceniali wedzidelko podjezykowe? Czy sprawdzano napiecie miesniowe jamy ustnej?

  • Alicja Sternal

    O Boże, jakbym siebie słyszała. Smród kapusty wspominam do dziś (córka ma prawie 3 latka), ból piersi podczas karmienia, w nocy podczas snu, rano, po południu, zawsze! Piersi olbrzymie a fail z karmieniem, nie wiem dlaczego, bolało jak cholera , karmiłam i wyłam, trzy położne i poradnia laktacyjna nic nie pomogły. Kapusta i potoki mleka, koszmar… takie mam wspomnienia. Wytrzymałam 2 miesiące, pierwsze dziecko 6 miesięcy.

  • Ep

    Autorko tego artykulu.. przykro mi ze tak przebiegala Twoja przygoda z kp. Rozumiem ze opisalas swoja historie i doswiadczenie ale zapewniam Cie ze kp moze byc wspaniale (choc nielatwe). Ciaza tez nie jest latwa i bezbolesna, porod rowniez. Nie do konca spodobal mi sie sposob w jaki napisalas ten tekst. Bardzo subiektywnie, tak jakby kp bylo tylko takie: bolesne, przykre, problematyczne.
    Jednym kobietom kp przychodzi latwo, bezproblemowo a inne musZa sie troche nameczyc.. i to nalezalo podkreslic. Piszesz, „karmienie piersia Jest Bolesne”! Tak jakby zawsze takie bylo. Skad to wiesz? ciebie bolalo ale inne kobiety nie..
    mam tylko nadzieje, ze ten tekst nie zniecheci przyszlych mam do karmienia piersia, bo chyba nie o to Ci chodzilo?
    Pozdrawiam

  • Anna Rabczak

    Powinnaś trafić do piekła za ten artykuł. Naprawdę…

    • Justyna

      Hahha, niby dlaczego ??? Bo ktoś tu prawdę napisał ??? To, ze ty masz/miałaś łatwo to tylko się cieszyć ! Ja karmię już ponad 3 miesiące i albo ja mam jakiś kryzys cycków albo dziecko nie chce cyca, nic prostego !

      • RheaSylwia

        To była prawda w twoim przypadku, a napisałaś to jakby to była prawda ogólna. Szkoda mi tych młodych niepewnych matek, które trafią na tę listę gorzkich żali, i zamiast znaleźć sobie DOBREGO doradcę laktacyjnego, odstawią dzieci od razu od piersi i będą zapychać proszkiem. Bo niestety ale proszek ma się do mleka matki jak zupki chińskie do świeżego, pełnowartościowego posiłku, i dopóki ktoś naprawdę nie musi, nie powinien dziecku tego podawać. Widziałam jak moje szwagierki „walczyły” o karmienie piersia, nie stosując się do zaleceń doradców a potem żale że nie ma mleka- no jak ma być skoro pół dnia dziecko lula ojciec a dziecko widzi cycek przez godzinę dziennie, bo mama jest „wyemancypowana” i dla zasady wciska ojcu dziecko, jak tylko przekracza próg po pracy? Kto się choć trochę interesował tematem laktacji, wie o co chodzi. Takie żalenie się dzielę od razu przez cztery. I nie chodzi o to czy ktos „kocha” dziecko czy nie, ale o fakty i sensowne działanie, są matki (albo i babcie) co to z miłości zabierają dzieciaka do McDonaldsa i zapychają słodyczami, ja tam w ich miłość nie wątpię, ale w rozum jak najbardziej.

  • haveilija

    Droga Autorko, doskonale rozumiem co przeszłaś podczas tych miesięcy. Miałam to samo! Niesamowity problem z przystawieniem w szpitalu, gdzie nikt nie pokazał mi jak to robić. Siedziałyśmy dzień i noc i próbowałyśmy. Niestety przez złe przystawianie brodawki bolały mnie tak mocno, że płakałam przy każdym karmieniu. Wcisnęli mi nakładki, które tylko sprawę pogorszyły, a do tego dziecko nie chciało już piersi bez nakładki. Dodatkowo żółtaczka w szpitalu i wmówienie mi, że oni MUSZĄ podać mm (choć mogli dać mi dziecko do piersi, bo i tak na czas karmienia wyjmowali je z lamp). Następnie przyszedł nawał, który z poranionymi brodawkami doprowadził do zapalenia piersi. Było tragicznie, z jednego jakoś wyszłyśmy, ale przy drugim musiałam wziąć antybiotyk, również umierałam z 40℃ gorączką. Nie wiem co zrobiłabym, gdyby nie było wtedy przy mnie mamy. Długo nie rozumiałam, jak karmienie moze byc przyjemne, przeciez to tak boli… Dwa miesiące męczyłysmy się z nakladkami, ale w końcu udało się je odstawić. Wtedy wreszcie brodawki zaczęły się regenerować i karmienie zaczęło być przyjemne. Ilesmy się namęczyły zanim do tego doszło, córka bez nakladek dostawala wscieczki. Mm w domu nie podałam ani razu, a Mloda przybierala jak szalona. Ogromne wsparcie dały mi fora i grupy na fb, bez nich mogłoby się kiepsko skończyć. Laktator u nas nie wchodził w grę, z moich piersi nic nie wycisnie! Takie mam oporne, a karmię już 14 mscy 🙂 Zapomnialam wspomnieć, że córka w wieku 3-5 mscy musiała być karmione wyłącznie na leżąco – obie musiałyśmy leżeć obok siebie. Na rękach się prezyla i nie było szans, żeby zjadła. Dobrze, że było lato, wszędzie wozilam że soba koc. Było to niezwykle frustrujace. Później gdy to minęło, zaczął sie problem odrywania od piersi podczas jedzenia, niechęć do jedzenia na zewnątrz i tak dalej… Przeszłam naprawdę wiele, ale mm nie podałam. Po tym wszystkim wiem, że się da. Rozumiem, że są matki, które nie zniosą tak wiele, jednak nie ma co do KP nikogo zniechęcać, a tym bardziej siebie po pierwszym dziecku, gdy kp nie wyszło. Odpowiednie wsparcie i wiedza działają cuda. Pozdrawiam!

  • Kamila

    Mam nadzieję, ze Twoj tekst nikogo nie zniecheci do podjecia proby kp i przetrwania pierwszych trudnych chwil. U nas na poczatku bylo ciezko,ale bylo warto bo potem zycie z kp jest duzo prostsze. Nigdy nie bylo to bolesne, ale o tym ze bol wynika z niewłaściwego przystawienia dziecka wiedzialam przed porodem ze szkoly rodzenia, nie wystarczy przystawic i cieszyc sie, ze udalo sie, bo dziecko je. Cwiczylysmy tam jak przystawiac i do znudzenia wyswietlali prezentacje zdjec przystawionych noworodkow zarowno prawidlowo i nie. Wazne, by miec dobra polozna lub doradce ktora ma aktualna wiedze i pomoze, a nie bedzie dolewac zniechecac bzdurami typu kapturki, diety matki karmiacej itd.

  • Czarna Pantera

    Moja matka poszła na łatwiznę i postanowiła mnie nigdy nie nakarmić piersią, od początku byłam na mleku modyfikowanym. Obecnie mam 30 lat i konsekwencje są takie, że odkąd pamiętam jestem chora – przeziębiona 8-10 razy do roku. Każdą chorobę przechodzę bez gorączki, zwykły katar powoduje u mnie agonalne odczucia. Mój organizm po prostu nie potrafi się bronić. Tak się nie da życ, pracować, a renty na to nie dają. Nie cierpię na żadne inne choroby, ale osoby, których organizm nie ma gorączki, bo nie potrafi się bronić są narażone 40% bardziej na nowotwory. Kurtyna.

    Dla odmiany moja matka była przeziębiona może 2 razy w całym swoim życiu. Mam jej za złe bardzo, że nie podzieliła się ze mną tą odpornością.

    • KLAUDII

      Czy Ty aby nie przesadzasz obwiniając swoją matkę? Jaką masz gwarancję, że to jej wina? Wyluzuj i ją po prostu kochaj, a nie obwiniaj, bo jak jej zabraknie będzie już za późno, chyba, że jesteś taka jak moja teściowa, która swojej matki nienawidziła, to wiedz, że to do Ciebie niestety wróci, tak jak teraz wraca do niej!!!

    • Adela El

      Ja też byłam karmiona butelką i praktycznie w ogóle nie choruję

  • Edyta

    Świetny tekst:” Karmisz? Nie, głodze”. Padłam. A wracając do artykułu. Myśle ze duzo młodych, przyszłych mam moze zniechęcić i przestraszyc. Na poczatku moze nie jest idealnie, ale trzeba pamietac, ze tak jak kazda ciaza jest inna, tak każde dziecko tez. Mnie bolały sutki przez pierwsze dwa dni, bo dziecko zle chwytało. Pózniej juz było ok. Kapiący pokarm z piersi??? Oczywiscie, ale sa wkładki laktacyjne i po problemie. Poza tym nic nie stworzy takiej więzi jak karmienie piersią. Ten piękny widok kiedy niemowlę jest tak blisko mamy? Nie potępiam mam które nie karmią, które wybierają butelkę. Ale nie powinno pokazywać sie karmienia piersią z samej złej strony. Jak dla mnie to miało wiecej plusow? Także dziewczyny pamiętajcie kazda z nas jest inna i najlepiej samej wybrac sposób karmienia, nie słuchając ludzi wokół.

  • No i co? Po takim tekście mój strach przed macierzyństwem ponownie wzrósł…