5 największych MITÓW na temat kataru u dzieci

21 grudnia 2017

leczenie kataru u dziecka

Kiedy po raz pierwszy doświadczyłam kataru u mojego niespełna rocznego dziecka, ogarnęła mnie zgroza. Leczenie kataru u dziecka totalnie mnie przerażało. Zanim do tego doszło, żyłam w naiwnym przeświadczeniu, że może jakimś cudem mnie to ominie. Że moje dziecko nabyło żelazną odporność już w momencie porodu, a ja nie będę musiała się zmagać ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Chyba nie muszę dodawać, w jakim byłam błędzie. I ile jeszcze tych błędów popełniłam po drodze, zanim jako tako nauczyłam się co tak naprawdę pomaga, a co szkodzi mojemu dziecku podczas moich prób pomagania mu podczas kataru.

Dlatego dzisiaj, nauczona swoimi doświadczeniami, mam dla was kilka nieoczywistych, a dość popularnych mitów na temat kataru u dzieci. Poniższą wiedzę podparłam prezentacją i opinią pediatry Łukasza Dembińskiego, którego miałam niekłamaną przyjemność posłuchać w tym właśnie temacie podczas organizowanego przez markę Disnemar Baby spotkania, którego byłam również prowadzącą.

Leczenie kataru u dziecka można załatwić antybiotykiem

Żyjemy w kraju, gdzie niestety wciąż, zarówno wśród wielu lekarzy, jak i wśród rodziców małych dzieci, pokutuje przekonanie, że antybiotyk jest lekiem na wszystko. W związku z tym pozwolę sobie przytoczyć słowa doktora Dembińskiego wypowiedziane podczas naszego spotkania:

Podanie dziecku przez lekarza antybiotyku jest dla lekarza porażką.

Antybiotyki nie tylko osłabiają organizm i florę jelitową na czas przyjmowania ich i przez jakiś czas po odstawieniu, ale też, w dłuższej perspektywie, trwale osłabiają odporność organizmu małego dziecka. Jeżeli więc nie ma prawdziwych podstaw, aby antybiotyk podać, powinniśmy się z tym wstrzymać i stosować alternatywne metody leczenia.

Z zakatarzonym dzieckiem nie można chodzić na spacery i należy trzymać je w cieple

Nie tylko można chodzić na spacery, ale wręcz należy to robić. Zimne powietrze obkurcza naczynia krwionośne i sprawia, że dziecku łatwiej się oddycha. W czasie kataru dobrze jest też wietrzyć pokój dziecka (o ile aktualny poziom smogu nam na to pozwala…) i utrzymywać w nim temperaturę w okolicach 20 – 22 stopni.

Katar u dzieci nie ma żadnych konsekwencji

Nie jest prawdą, że katar leczony trwa tydzień, a nieleczony siedem dni i że nie ma różnicy, czy zadbamy w tym czasie o drożność nosa i komfort dziecka, czy nie. Powikłania po katarze mogą nie tylko prowadzić do zapalenia uszu lub zatok. Mogą także być u dziecka przyczyną stresu, spadku apetytu, nawracających infekcji, słabszego rozwoju wzrostu, wad zgryzu i zaburzeń logopedycznych, a u niemowlaków również wzdęć i kolek.

Kolor wydzieliny zawsze oznacza konkretną przyczynę kataru

Może oznaczać, ale nie musi. Nigdy z góry nie możemy założyć, że dany kolor kataru wynika tylko z jednego powodu. I tak, wodnisty katar może być spowodowany zarówno alergią, jak i infekcją wirusową. Katar zielony lub żółty może być objawem infekcji bakteryjnej, ale też nie zawsze. Dlatego za każdym razem, kiedy katar trwa już dłuższy czas i wzbudza nasze podejrzenia, należy skonsultować go z zaufanym lekarzem, aby postawił on odpowiednią diagnozę i zalecił odpowiednie środki.

Nieużywanie wody morskiej nie ma wpływu na przebieg leczenia kataru

Nie jest to prawdą z przynajmniej dwóch powodów. Po pierwsze woda morska jest dużo skuteczniejsza od kropli do nosa czy środków w aerozolu. Po drugie jej zadaniem jest rozrzedzenie i wypłukanie wydzieliny z nosa, spłukanie zanieczyszczeń i alergenów, a to z kolei hamuje rozwój bakterii. Woda morska nie tylko wspomaga leczenie kataru, ale ma też działanie profilaktyczne, prewencyjne.

Tak się złożyło, że odkąd Ignaś jest na świecie, korzystam z wody morskiej Disnemar Baby. Polecali mi ją lekarze, był to również pierwszy wybór farmaceutów w aptekach, a dodatkowo zawsze miałam łatwość kupienia jej przy okazji zakupów np. w Rossmannie. Disnemar jako jedyny rozpyla się w sposób na tyle delikatny, że moje dziecko nie ucieka od niego i nie irytuje się, a dodatkowo rozpylenie ma na tyle duży zasięg, że psiknąć można w dowolnej pozycji dziecka – zarówno leżącej, siedzącej, jak i stojącej. Tym bardziej było mi miło, kiedy marka ta odezwała się do mnie z prośbą poprowadzenia spotkania na temat małych nosków i kataru, na którym mogłam posłuchać doktora Dembińskiego.

KONKURS

I tym bardziej cieszę się, że przy okazji tak ciekawego tematu mam dla was również konkurs z bardzo prostym pytaniem i bardzo fajnymi nagrodami. Żeby wygrać jeden z trzech zestawów nagród, składających się z kołderki dla dziecka z motywem foczki (naprawdę dużej, idealnej zarówno dla niemowlaka, jak i dla starszaka), dwóch opakowań Disnemar Baby oraz pluszowej maskotki – foczki, wystarczy odpowiedzieć na pytanie:

Jak przekonać oporne dziecko do toalety noska?

Odpowiadać możecie pod tym wpisem w komentarzach, pod konkursem u mnie na fanpage’u (który pojawi się jutro) lub pod postem na Instagramie. Trzy najbardziej kreatywne odpowiedzi zostaną nagrodzone zestawem nagród:

Udział w konkursie jest jednoznaczny z akceptacją regulaminu.

Serdecznie zapraszam!

 

leczenie kataru u dziecka

Wpis powstał we współpracy z marką Disnemar Baby.

Podobne wpisy

  • Magda Patecka

    U nas chyba wygrała rutyna i teraz psikanie wody morskiej do noska (a robimy to codziennie) jest w formie codziennej toalety. Mała przede wszystkim nie boi sie a nawet lubi kiedy robimy psiku psiku do noska (a skończyła juz roczek).

  • Marta Kondratowicz

    Synek od urodzenia nie przepadał na wizytami u lekarza i higieną noska. Bardzo pomocna okazała się książeczka o chorym kotku, który był u bardzo miłej pani doktor, musiał przyjmować syropki i psikać wodę do noska oraz rytuał, najpierw synek „psikał” wodę swoim misiom, a potem my jemu. Działało za każdym razem 🙂

  • Łukasz Ewelina Durczak

    Mój Eryczek ma dopiero 7,5 miesiąca, ale przeziębienie i katarek już dwa razy zaliczone. Jako, że tak malutki, nie przekonałby go do higieny noska żaden wykład z mojej strony, bądź też czytanie książeczek czy oglądanie bajek o „noskowej” tematyce. Natomiast pomogła zabawa. Bo gdy Mamusia przy oczyszczaniu eryczkowego noska robi śmieszne miny i wydaje ciekawe dźwięki i okrzyki, to nie sposób się nie roześmiać 😉 Tak oto zwyczajowy płacz przy oczyszczaniu noska, został zamieniony w uśmiech 🙂

  • Małgorzata

    Specjalistą od „choreografii” w akcji czyszczenia noska jest mój mąż, który udaje,że psiknięcie wodą powoduje wielki atak śmiechu. Więc zbliża buteleczkę (bez dotykania nosa), „psika” (na niby, o czym synek nie wie) sobie, po czym zaczyna się bardzo głośno i teatralnie śmiać. W rezultacie rozśmiesza i zaraża tym śmiechem synka, który mówi : „Ja też, ja też”. Wtedy tata psika synowi już na prawdę wodą do noska, w wyniku czego synek zaczyna się też głośno śmiać. Cała toaleta nosa odbywa się więc w atmosferze wielkiego śmiechu i zabawy 😉

  • Magdalena Izdebska

    U nas pierwszy katar pojawił się jak córką skończyła roczek. Trzeba jej było wytłumaczyć po „dzieciowemu” i pokazać że psikanie wodą do noska nie boli. I tak najpierw mama i tata przyjeli dawkę, po kolei misie a na końcu córcia. Potem to już był taki rytuał. Teraz wystarczy hasło psik psik do noska i sama się nadstawia.

  • Asia Pochylska

    Od razu przypomina mi się mój biedny mąż, który ma problem z zatokami i to poważny, przez co ma wiecznie zatkany nos i korzysta z chusteczek. Dlatego nasza córka wie (2l) dlaczego trzeba czyścić nosek. A jak sama ma katar i brak humoru, co za tym idzie, to ja czyszczę jej nosek, a ona misiom i tacie i jakoś idzie 🙂 jedyny plus chorych zatok męża mego 😁😁

  • Agnieszka Swoboda

    Pierwsze zderzenie z katarkiem mieliśmy praktycznie w pierwsze urodziny… córka oczywiście zdezorientowana co się z nią dzieje nie do końca wiedział a co ma robić z tym noskiem. Razem stanełysmy przed lustrem i razem dmuchajac patrzymy na wylatujące „gluty”. Ubaw był niezły buzia cała w smarkach… nie wycieram panicznie pozwalam córce odkryć co mieszkało w tym nosie.
    Od tego czasu córka sama biegała przed lustro „ubrudzić się”…. a ja szczęśliwa bo nos czysty.

  • Ewa Torochów

    Moja córeczka ma 10 miesięcy i jakoś katar nas nie ominął. Na początku było ciężko Ją przyzwyczaić, że psikamy do noska. Ale znalazłam sposób..teraz gdy biorę buteleczke już jakby czekała aż psikniemy. Wtedy bierzemy ulubioną pieluszkę i robimy kuku przekładając do twarzy. Kilka razy tak się bawimy i w jakimś momencie przychodzi „Pan psik ” i robimy psik do noska i wtedy się cieszy. Raz dwa idzie i bez płaczu i Nosek czysty 😊😊😊😊
    Polecam higienę noska zamienić na zabawę tylko tak dziecko się przyzwyczai i da go czyścić bez zbędnych łez.

  • Edyta Rysz

    Ja oswajałam dziecko do smarkania już będąc w ciąży, kiedy to jako alergik nie rozstawałam się z chusteczkami ani na chwilę 😉 Kiedy syn pojawił się na świecie moje dmuchanie nosa go nie ruszało, było czymś naturalnym, więc jak On w końcu dostał kataru to naśladując mnie chciał i psiknąć coś do nosa i wydmuchać chusteczkę 😉 My rodzice jesteśmy pierwszym wzorem do naśladowania przez nasze maluchy, więc jak ja dbam o higienę nosa to i mój syn chce dbać w ten sam sposób.

  • Barbara Malec

    Mój synek skończył ostatnio 4.5 miesiąca. Od początku stosowałam u niego Disnemar Baby. I w sumie różnie bywało z jego aplikacją. Najbardziej jednak sprawdza mi się śpiewanie przy każdym kolejnym psiknięciu pomieszane z zabawą, śmiechem i całuskami:)

  • Mój starszy od zawsze z disnemarem 🙂 sposób różny najczęściej przez zaskoczenie, czasem siłowo, teraz na samodzielnego starszaka… młodszy niestety z konieczności na razie na beksę 😉 ale pracujemy nad tym 😉

  • Hela

    Mój roczny Jaś od zawsze był niechętny jeżeli chodzi o czyszczenie nosa, zmieniło się to od kiedy dałam mu do ręki disnemar baby i pobawił się chwilę pod nadzorem buteleczką, rozkładał dozownik i próbował nakładać a przed podaniem psikaliśmy w powietrze mgiełka i śmialiśmy się mówiąc „psik” to go rozśmiesza i od niedawna daje sobie bez problemu zrobić „psik” 😊

  • Marta Chemska

    Na początku było strasznie z toaletą noska. A potem kupiłam sól fiz

  • Marta Witkowska

    Na mojego półtorarocznego Synka działa tylko zdanie: „chodź, pokażemy Tacie jakiego masz dużego babola w nosie” 😂 i załatwione 😉

  • Agnieszka Pawłowska

    U nas pomogło nazwanie odkurzacza Azor-zjadacz glutków i paprochów 😁😁 Karolcia chętnie daje psiknąć do noska wodę morską a potem idziemy nakarmić Azora 😁

  • Magdalena Zboralska

    Mój rocznik nie potrafi usiedziec w miejscu, ma tyle energii (nie wiem skąd, bo zrezygnował już z dziennej drzemki:) że położenie go i zakropienie mu noska a potem odessanie graniczy z cudem, jednak teraz jesteśmy w fazie kataru więc niestety trzeba. Przez przypadek odkryliśmy bajkę gdzie chłopiec wykonuje jakieś dziwne magiczne wygibasy i to samo robi mój mąż gdy ja zajmuję się nosem, jest to przeważnie wieczorem przy zapalonym świetle a okien nigdy nie zasłanialismy ale zaczęliśmy jak sąsiad zaczepil ostatnio męża pytając się co to za jogę ćwiczy wieczorami😂

  • Anna M.

    U moich chłopaków toaleta nosa była koszmarem, ale do akcji wkroczył nasz bohater Prosiaczek (pacynka). Prosiaczek może zrobić wszystko, krople do nosa –
    żaden problem, a zdążają się dni, że załatwi sprawę mycia zębów u zbuntowanego dwulatka.

  • MsPuncture

    Z tą toaletą noska to nie taka prosta sprawa. Zapewne wszystko zależy od dziecka. No ale czego się nie robi, żeby ulżyć własnemu dziecku :-).
    Niestety moja córeczka katar miewa często i potrafi nam on długo towarzyszyć, nawet dobry miesiąc. Trochę się obawiam, że będzie to związane z alergią. Pierwszy pojawił się już jak miała 2 miesiące. Teraz ma już 14 miesięcy a za nami kilka konkretnych katarowych epizodów. W naszym przypadku sprawdza się spokój, opanowanie, bliskość i … doświadczenie. Bo mamy też starszego syna. Więc na pewno nie zmuszamy i nie robimy tego na siłę. Tłumaczymy, pokazujemy na ulubionym misiu czy na sobie. Dużo się przytulamy.Bawimy się akcesoriami do czyszczenia noska. Nieocenionym pomocnikiem jest starszy brat, którego siostra po prostu naśladuje.
    W chwili obecnej ( na szczęście bez kataru) wszystko co potrzebne do higieny noska ( woda morska, Frida czy Katarek) leżą sobie spokojnie w szufladce, do której mała ma swobodny dostęp. I często się nimi bawi, sama włada sobie końcówki do nosa. Jest już na tyle oswojona, że czyszczenie noska jest dla niej normalnym elementem higieny. To wszystko oczywiście przychodzi z czasem bo trudno wymagać od kilkumiesięcznego maluszka, żeby zaakceptował od razu czyszczenie noska.
    Jedyne czego się obawiam w razie kolejnego kataru to babcia, która do tej pory z przerażeniem ucieka jak czyszczę małej nos. A ja za chwilę wracam do pracy po macierzyńskim i to ona zostaje z córeczką. Więc ja poproszę o patent na oswojenie babci z higieną noska u małego dziecka 🙂
    Pozdrawiam <3
    Marta D.

  • Sandra Bajer Kuźma

    U nas stres niespełna półrocznego dziadziusia spowodowany codzienną higieną noska skończył się, kiedy zaczęliśmy stosować właśnie Disnemar – delikatną, ale skuteczną mgiełkę wody morskiej do noska.

  • Ania

    My robimy „magiczną mgłę”, którą moj dwu i pół latek życzy sobie zobaczyć psikniętą w powietrze, która po chwili opada na jego wyciągniętą rączkę. Po tej procedurze „magiczna mgla” może wylądować w nosku 🙂

  • Monika Wójcik

    U nas niestety dopiero w zeszłym tygodniu wypróbowaliśmy disnemar. Ale jak to mówią, lepiej późno niż wcale 😀 Do tej pory przeszliśmy katar już dwa razy a mamy dopiero 5 miesięcy. Tym razem postawiliśmy na disnemar. I muszę przyznać, że jest rewelacyjny! 😍
    Jaś pozwala bezproblemowo psiknąć i chwilę później możemy skutecznie oczyścić mały nosek.
    Dla Nas bomba! 😍
    Także żeby przekonać dziecko do toalety noska wystarczy po prostu zaopatrzyć się w disnemar 😁

  • Agata

    Kiedy Kornelia była mała, jedynym sposobem na toalete nosa były „cuda” , które się działy kiedy zakrapiłyśmy nos. Czekoladka pod poduszką, natemperowane kredki, ulubiona bajka, oj działo się 😉 dobrze, że katar nie zdarzał się często 😉

  • Emilia

    Kiedyś działała zasada wymiany – synek pozwalał pikać sobie do nosa jak najpierw ja mu pozwoliłam piskać do mojego. A teraz z moim niespełna 3 letnim synkiem bawimy się w lokomotywę parową, która gwiżdże i wjeżdża do tunelu (nosa). Disnemar ma nawet specjalną obudowę, żeby przypominał pociąg 🙂

  • Justyna Mroczkiewicz

    Niestety moje dzieci nie są „oporne” jeśli chodzi o toaletę noska, może dlatego że zawsze posiadałam disnemar. Maluchy, czyli obecnie trzyletnia Hania i 15 miesieczny Jerzyk, sami mi o tym przypominają. Chyba traktują to trochę jak zabawę

  • Roksana Stefańczyk

    A ja poprostu powiedziałam moim dzieciom że trzeba zakropić nosek i mocno wydmuchać te wszystkie bakterie (robaczki) 😉żeby nie chorować i nie było żadnych protestów i nie ma co dziś 😊

  • Magda Wójtowicz

    Chociaż moja córcia ma tylko 10miesiecy, niestety za nami było już parę katarków i 2 zapalenia oskrzeli w tym jedno ostre. Córcia jest niestety alergikiem i stad te nawracające problemy. U nas higiena noska wodą morską zaczęła się dosyć wcześnie bo pierwszy katar Amelcia dostał jak miał 2 miesiące. Na początku były niestety krzyk i płacz bo jak takiemu maluchowi wytłumaczyć po co się to robi. Teraz największym specjalistą od psikania wody morskiej do noska jest tatuś;) Jak sam się z siebie śmieje jest nadwornym klaunem Amelki, bo w trakcie całej procedury psikania odprawia dzikie tańce – wygibańce a nasza córcia się z tego śmieje do rozpuku.

  • Agnieszka Demczuk

    Właśnie jesteśmy świeżo po pierwszym katarku córeczki, świąteczne spotkania z rodziną okazały się wylęgarnią bakterie i wirusów. Córeczka ma dopiero 6,5 miesiaca i woda morska była głównym sposobem leczenia noska. Do tej pory wystarczyło jednorazowe zakroplenie wody tak dla higieny podczas zabawy na przykład. Ale gdy dziecko nie mogło jeść przez kararek a wydzielona była gęsta to nie zlicze ile razy musiałam walczyć z córka abym mogła wpuścić kropelki do noska. Wiem że już takie małe dzieci dużo rozumieją i odczuwają nasze nastawienie. Przede wszystkim muszę być spokojna i nie szarpać się z córka gdy nie pozwala sobie zkroplić wody. Daje jej aerozol aby mogła go sobie zbadać tzn. pomacać. Naciskam aerozol i oddaje kilka pryśnieć w powietrze, tłumacze wtedy córce że to tylko woda i mama też tak robi wtedy zakraplam sobie … i bez problemu córeczka pozwala na aplikację wody morskiej do swojego noska 😀

  • Ania Komosa

    U nas zawsze działają piosenki rozweselajace oraz przytulenie. Wszystko trzeba robić powoli i tłumaczyć co robimy nawet małemu dziecku. Od pierwszych miesięcy stosujemy wodę morską, a potem czyścimy nosek aspiratorem elektrycznym na baterie. Nawet gdy nie ma kataru trzeba czyścić nosek. A dwa razy kiedy był wodnisty wirusowy katar dawalismy na noc krople wysuszajace i uzywalismy maści łagodzącej do noska. Teraz czekamy na braciszka i mam nadzieję, że też nie będzie problemów z katarami.

  • Maja Ziółkowska

    Przygoda z twixowym katarem towarzyszy mi od ponad roku. Moi bliźniacy mają 14 miesięcy. Pierwszy katar utrudniał nam życie już w 2 tygodniu życia. Wtedy jeszcze zupełnie obojetnie kruszynki o wadze zalediwe 2 kg nie protestowaly. Z czasem kiedy kolejny katar się przedłużał i trwal w
    nieskonczoność, zaczął się bunt. Dwojka placzacych istotek którym mama chce pomóc to widok łamiący serce. Z czasem.i mnie infekcje przestały omijać. Jedynym sposobem aby chlopcy zaczęli akcetować toaletę noska było pokazanie tego.na.sobie. Kiedy maluszki widziały ze to.dobra zabawa i mozna przy.tym.sie bawic teraz sami przychodza aby zrobic „PSIK” lub aby oczyscic nosek. Jeden z braci przyprowadza odkurzacz a ja przunoszę naszą „ssawke”. Jeden.smieje sie z drugiego i dla.nich to niezla zabawa.

  • Beata Stasiak

    Nasza przygoda zaczela sie od regularnego stosowania disnemaru baby, przy malym dziecku nie ma z tym problemu. Przy wiekszym najlepsza jest zabawa. Zatrzymalam puste opakowanie kropli które moja coreczka moze stosowac na misiu. Bo przecież jezeli ona jest chora to jej przyjaciel mis tez i on tez musi byc zdrowy ^^

  • Anna

    Kiedy będą wyniki konkursu? 😉

  • Marta Witkowska

    ???

  • Jurgita Jurewicz

    Przede wszystkim nie robię nic na siłę. Jak nie teraz, to za 5 minut. Jak Marysia marudzi, marudzę razem z nią „o matko, jakie to okropne, jakie złe, straszne, tak gnębić biedny nosek okropną wodą okropnie morską. No normalnie najgorsza matka na świecie, tak dziecko katować”. Zawsze działa i powoduje gigantyczny uśmiech 🙂 Jak nie marudzi, to jej albo śpiewam, albo się wygłupiam, albo cokolwiek, żeby odciągnąć uwagę od całego zabiegu.
    Najgorzej było na początku, teraz właściwie nie mam żadnych problemów z ogarnianiem gilów 🙂

  • mallora

    Kiedy wyniki?