Nowe obostrzenia rządu – jak długo jeszcze wytrzymamy?

25 marca 2021
nowe obostrzenia rządu

Właśnie ogłoszono nowe obostrzenia rządu. Zamknięte przedszkola i żłobki, zamknięte sklepy budowlane, fryzjerzy i kosmetyczki. Równo rok od początku pandemii wracamy dokładnie do sytuacji, która tak mocno dała nam w kość w 2020 roku. Ale z każdą kolejną falą i każdym kolejnym obostrzeniem zaczynam widzieć coraz mniejszy sens tego wszystkiego.

Dlaczego zamykamy szkoły i galerie, a nie zamykamy kościołów?

Jaki sens ma zamykanie galerii, które powoduje kumulację ludzi w jednym miejscu tuż przed planowanym zamknięciem?

Jak mają się leczyć osoby chore na nowotwory?

Co ze zdrowiem psychicznym dzieci, którym odbiera się całkowicie kontakt ze szkołą i rówieśnikami, tworząc jednocześnie stracone pokolenie ekranów i samotności?

Co z młodymi ludźmi, studentami, którym zostały odebrane wszystkie przywileje młodości?

To tylko kilka pytań, które nasuwają mi się w tej sytuacji i wszystkie pozostają bez odpowiedzi. Płakać mi się chcę, kiedy pomyślę, że znów będę musiała powiedzieć mojemu dziecku, że nie zobaczy się z kolegami, że zostały mu odebrane wszystkie ulubione zajęcia. Basen, tenis, szachy, programowanie – wszystkie pasje, które chciał i kochał rozwijać.

Ile to jeszcze potrwa?

I kto odda mojemu dziecku dzieciństwo? Przecież szkoła to nie tylko nauka. To funkcjonowanie w społeczności, uczenie się relacji, pierwsze silne przyjaźnie – czasem nawet na całe życie. Człowiek jest zwierzęciem stadnym, a izoluje się nas bez najmniejszej refleksji na temat konsekwencji i wsparcia finansowego i psychologicznego.

I gdzie jest zależność między ilością zachorowań a szczepieniami?

Miało być lepiej.

Dali nam nadzieję. Wraz z wiosną miało wrócić życie, a wraca depresja, samotność i brak perspektyw.

Czy ktoś mi powie jak moje dziecko ma funkcjonować w zdalnej zerówce? Jak ma się nauczyć czytać, pisać, myśleć, być kreatywne siedząc 6 godzin dziennie przed ekranem?

Nie chcę nawet myśleć jak wygląda rzeczywistość maturzystów i ósmoklasistów mających przed sobą jedne z najważniejszych egzaminów w swoim życiu. Mam ciarki na plecach, kiedy o tym pomyślę.

Czy moje dziecko zazna jeszcze świata bez masek?

To brzmi jak rzeczywistość science fiction, którą kiedyś oglądaliśmy tylko w filmach. Zdajecie sobie sprawę, że już w tej chwili niektóre dzieci nie pamiętają jak to było w rzeczywistości sprzed pandemii? Że nie znają twarzy ludzi na ulicach?

Zapomniałam już czym jest wyjście do kina i restauracji.

Została nam odebrana cała kultura, cały społeczny aspekt życia. A co z ludźmi, którzy chcieliby kogoś poznać, założyć rodzinę? Jak się teraz poznaje drugiego człowieka? Jak się z nim spędza czas?

Ile biznesów upadnie? Ile zbankrutuje, tracąc dorobek swojego życia? Ilu artystów będzie ofiarami tej sytuacji? I kto im to wszystko wynagrodzi? Tan sam rząd, który teraz im to odbiera?

Jestem tym zmęczona i mam dość. A to na pewno nie jest koniec.


Przeczytaj też:

Pandemiczna spowiedź matki

Podobne wpisy