Macierzyństwo obrzygane tęczą i lukrem

12 sierpnia 2016

DSCN2146

Mam dosyć. Autentycznie mam dosyć, rzygam, nie mogę patrzeć. Mam dosyć wszechobecnego idealnego macierzyństwa. Internetowego i medialnego wyczyszczonego, wychuchanego, ekologicznego, pięknego życia z dzieckiem na sesjach zdjęciowych jak do magazynu Vogue. Słabo mi, kiedy obserwuję szerzenie mitu macierzyństwa bez skazy, bez problemów i bez wad. Macierzyństwo obrzygane tęczą i lukrem – to nie dla mnie.

Trzeba to powiedzieć raz, jasno i wyraźnie: to nie jest prawda, życie takie nie jest. A jeśli jest, to bardzo, ale to bardzo sobie współczuję, bo najwyraźniej coś jest ze mną nie tak.

Moje życie takie BYWA. I to jest piękne, ale…

…zacznijmy od tego, kto w ogóle nazwał ciążę stanem błogosławionym. To wspaniałe, że w środku kobiety rozwija się nowe życie. Cud poczęcia i narodzin jest czymś niesamowitym, ale nie oszukujmy się: mało która kobieta czuje się w tym czasie jakby ją ktoś pobłogosławił. Wymiotuje, nie toleruje większości zapachów, czuje się jak napompowana guma balonowa albo wypluty ogryzek jabłka, a wszystko to wieńczy poród, który, jak głosi znane porzekadło, jest tylko początkiem bólu i cierpienia związanego z macierzyństwem.

Są w tym wszystkim piękne dni, jak z pięknej reklamy telewizyjnej i jeszcze piękniejszych kont instamatek. Ale te dni to nie codzienność, a nawet nie większość. Te dni to czasem połowa, a czasem mniejszość. Każda ciężarna i każda matka ma prawo do kryzysów, płaczu i załamania.

Kocham moje dziecko nad życie, miłością wielką i szaleńczą. Płaczę z tęsknoty, kiedy go nie ma, rozczulam się nad jego nowymi umiejętnościami, uwielbiam obserwować jak zasypia i zaduszać go uściskami i buziaczkami kiedy się budzi. Ale nie jestem idealna i historia mojego macierzyństwa też nie zaczęła się w idealny sposób.

A przecież społeczeństwo i media mówią, że matka ma być perfekcyjna, że ma nie narzekać, tylko cieszyć się czasem spędzanym z rodziną, partnerem i dzieckiem. Bo to i tak więcej niż zasłużyła. To wszystko prawda ale…

…matki z depresją poporodową uśmiechają się na zdjęciach i rodzinnych spotkaniach. To tylko przykład, ale jakże obrazowy. Czy to, że nie widać problemów, oznacza, że ich nie ma? Czy to, że inne mamy pokazują pozornie idealne życie oznacza, że my nie mamy prawa do gorszych chwil? Czy ja jako matka mam pokazywać tylko tęczę i lukier, a całą resztę zamiatać pod dywan wynosząc moje macierzyństwo na piedestał i robiąc z siebie boginię domowego ogniska i perfekcyjną panią domu tylko dlatego, że urodziłam dziecko i założyłam rodzinę? Czy, jak niektóre celebrytki, mam się mianować specjalistką od dzieci i wychowania już w trakcie pierwszej ciąży?

Ja wolę pokazać, że każde macierzyństwo ma prawo o ten piedestał solidnie rąbnąć.

Nie ubieram swojego dziecka na spacer i do żłobka w stylizacje, modne i drogie ubrania. Zakładam mu  wtedy sprany, wygodny dres z Lidla i czapkę po starszym synku koleżanki, którą akurat sobie upodobał i nie chce tej super-na-czasie-i-bardzo-trendy czapki, w którą całkowicie bez sensu zainwestowałam grube pieniądze. W domu chodzi na bosaka lub w skarpetkach, a nie w ślicznych kapciuszkach w skandynawskim stylu, na które zareagował stanowczym sprzeciwem.

Pozostając przy skandynawskim stylu, moje mieszkanie nie jest utrzymane w tak modnej teraz jasnej kolorystyce. Podłogi są ciemnobrązowe, a kanapa i łóżko są z łatwo ścieralnej i prostej w czyszczeniu alcantary. Mojemu mieszkaniu daleko jest do sterylności, co utrudnia mi robienie idealnych zdjęć na instagrama. Ze zdjęcia roweru, który dostałam od męża na urodziny musiałam wyciąć wielki błotnik samochodowy zawalający balkon i solidnie rozjaśnić filtrem kawałek niewypranego dywanika, który niestety wszedł w kadr.


Ulubione zabawki mojego dziecka nie są drewniane i nie są też biało-szaro-beżowe. Są plastikowe i kolorowe, a najchętniej Ignaś bawiłby się tylko niezliczonymi ilościami metalowych resoraków i innych samochodów, które tworzą jego wielką kolekcję poupychaną po kątach i w każdym możliwym regale. Zabawek nie trzymamy w białych papierowych workach, które jeszcze kilka miesięcy temu zostałyby przez moje dziecko pogryzione i zjedzone, a na dzień dzisiejszy ich jedynym losem byłoby przebicie przez śrubokręt (tak, zdarza mi się dać synkowi do zabawy śrubokręt i młotek, taka ze mnie zła matka). Kupiliśmy po prostu dwa duże i praktyczne plastikowe pudła z Ikei.

Ignaś je słodycze, uwielbia galaretki i jajka z niespodzianką, a dzień bez ciasia jest dniem straconym. Dietę bez glutenu i bez laktozy wprowadziłam tylko i aż dlatego, że było podejrzenie alergii. Dużo wody pije dlatego, że soki nie bardzo mu podchodzą, a nie dlatego, że to mądre i wszędzie promowane. Wyjada nam z talerzy frytki i zapiekanki, a jego posiłki nie nadają się do uwieczniania i publikowania, bo daleko im do bezparówkowej i bezcukrowej perfekcji.

Uf, długo by tak jeszcze. O tym, że w wieku ponad dwóch lat nosi pieluchę, a ja nie mam nerwów, żeby się jej pozbyć. Że robi karczemne awantury, kiedy coś mu się nie podoba, a ja nie mam sił, żeby z nim walczyć. Porażka goni porażkę.

Pod moim wpisem o ostatnich razach w życiu dziecka pojawił się komentarz:

Prawdę mówiąc, dla mnie trochę dołujący ten wpis. 🙁 Spodziewałam się czegoś innego.

Jeżeli nas, matki, dołuje naturalna kolej rzeczy i życie, którego nieodzownym elementem jest to, że coś się kończy, a coś zaczyna, to jak będziemy reagować na większe problemy? Jeżeli pokazanie, że macierzyństwo ma nie tylko blaski, ale i cienie, jest takie trudne to…

…to ja tym bardziej będę to podkreślać. Że jestem matką, ale jestem słaba. Że nie mam cierpliwości, że nie chce mi się, że mam dość i jestem zmęczona. Że mam prawo narzekać, płakać, krzyczeć i przeklinać. Że mój dom, moja rodzina i mój sposób wychowywania dziecka nie są idealne. I idę o zakład, że większość z nas to robi. Gatunek ludzki został bardzo dziwnie skonstruowany przez ewolucję, bo dał nam w prezencie młode osobniki, które formę dojrzałą osiągają nie w ciągu kilku tygodni lub miesięcy, lecz w ciągu lat, od osiemnastu do nawet ponad czterdziestu, w zależności od tego, jak trudny jest dany przypadek. Matki innych gatunków wypychają pisklaki z gniazda i po prostu o nich zapominają, a matki gatunku ludzkiego wypychają i płaczą, a co się po drodze nawściekają i najedzą nerwów, to ich.

Urodzenie i wychowanie dziecka na człowieka to długi i trudny proces, pełen wzlotów i upadków. Ale o ile wzloty są piękne i chwalebne, o tyle o upadkach milczymy i udajemy, że nie istnieją. Otóż istnieją i niemożliwe jest rodzicielstwo bez nich. Nie dla mnie. Nie zawsze. Ten brak snu, to ciągłe zmęczenie, ta nieustająca potrzeba, żeby poza byciem matką pozostać też kobietą i CZŁOWIEKIEM. To wszystko we mnie krzyczy. I jest cholernie trudne.

Bo o tym, co się dzieje z relacją pomiędzy kobietą i mężczyzną kiedy pojawia się dziecko, nikt wam nie powie. A dzieje się czasami bardzo źle. Bo ciągłe nerwy o zdrowie, o jedzenie, o zachowanie dziecka nie pozwalają na spokojne życie. I to nieprawda, że ktoś ma grzeczne i kochane dziecko, które nie robi bałaganu i nie sprawia problemów, a tylko Twoje jest inne. Nie istnieje coś takiego jak gładkie i bezproblemowe wychowanie dziecka, nie wierzę w to.

Nie pokazujmy tego cholernie perfekcyjnego macierzyństwa. Nie oszukujmy siebie i innych, że takie jest nasze życie. Nie dawajmy innym matkom odczuć, że są gorsze. Nie ma czegoś takiego jak gorsza matka czy gorszy rodzic, bo wszyscy mamy gorsze dni, tygodnie i miesiące. Ale to nie czyni nas gorszymi.

Wiecie, jacy wtedy jesteśmy? Normalni.

Podobne wpisy

  • Karolina P

    Brawo 👏 ja pytałam koleżanki czy jestem złą matką jak wkurzam czasem na synka. Wiem że ma dopiero 5 miesięcy, ale już potrafi płaczem wymusić żeby go wziąć. Przecież 5s bez mamy to depresja. Jak jest mama to zabaweczki są fajniejsze.
    Tak, jak widzę te „boskie” przepisy bez cukru itp. Dobre to jest tylko potem jak dziecko zetknie się z batonikami w szkole czy gdzieś tam… to będzie dramat. Gryzaki najlepiej drewniane, łyżeczki z silikonu spożywczego…
    Wszystko prasować (łącznie ze skarpetami męża) choćby o północy.
    Ja prasuję tylko to co się pogniecie, bo wolę wieczorem kilka stron książki poczytać.
    Jestem widocznie złą matką, panią domu i żoną…
    Natomiast poprzedni tekst… ja się cieszę z rozwoju synka. Gdy patrzę na jego pierwsze zdjęcia to rozczulam się. Teraz jednak też patrzę z czułością ale i dumą że uczy się kolejnych rzeczy.
    Pozdrawiam serdecznie 😊

    • Nie uchronimy dziecka przed wszystkim. Wszystko jest dla ludzi, bo i my jesteśmy tylko ludźmi 🙂

      Fajne są te ostatnie razy, a potem to, co po nich następuje jest jeszcze piękniejsze 🙂

      • Karolina P

        Dokładnie 😊 i cieszę się że otwarcie piszesz o macierzyństwie 👍

  • Odnośnie wczorajszego komentarza do wpisu na blogu „Nigdy nie wiesz, kiedy zrobisz to ostatni raz”, cóż, opacznie odczytała Pani moje intencje. Mam prawo czuć się zawiedziona wpisem – bo pod tym tytułem zamieszczonym na FB, spodziewałam się zupełnie czegoś innego. I nie chodzi wcale o wagę, jaką przykładam do macierzyństwa, rolę wzlotów i upadków tak niezbędnych w życiu, to w jaki sposób reaguję na większe problemy itp. Naprawdę nie wiem, skąd to Pani wytrzasnęła… I co Pani daje podstawę do tego typu osądów. Nie chce mi się nawet z tym dyskutować.

    • Tytuł mówił o tym, co jest we wpisie, zresztą bardzo się zdziwiłam, bo pani jako jedyna zareagowała w ten sposób, a tekst przeczytało naprawdę wiele osób… Możemy nie dyskutować, ale miałam prawo do obrony, bo odebrałam pani słowa bardzo osobiście.

      • Ja to widzę inaczej. Tytuł dawał szeroką możliwość interpretacji: Nigdy nie wiesz, kiedy zrobisz to ostatni raz??? 🎃 No proszę👅 Co czytelnik, to szansa na inne widzenie (czytaj: postrzeganie) tekstu tudzież jego tytułu. Poza tym, jak wspomniała jedna z moich przedmówczyń, podobny tekst na jednym z blogów parentingowych już wcześniej się pojawił. Również czytałam.

  • Halo, Huston?! Odnaleźliśmy prawdziwe życie na Planecie Rodzicielstwo!!!

    Aż mam ochotę popełnić podobny wpis, żeby ktoś sobie mógł ponarzekać, że wszystkie blogerki piszą o tym samym 😀

    U nas też nie ma szpitalnej czystości, obiady nie wyglądają jak z restauracji, ale są przepyszne! Nie umiem piec, zajmować się ogrodem, Omen znów ma pryszcza na nosie, a ja nadwagę i wiecie co jeszcze? Jestem człowiekiem 😀

    • Ależ piszą. Blogosfera parentingowa jest wtórna, odtwórcza, ciągle popełniamy plagiaty i inspirujemy się innymi wpisami nie przyznając się do tego! Jesteśmy złe i nieuczciwe. Ale przynajmniej piszemy prawdę! 🙂

  • Iwona

    Ja matka 3-chyba chłopaków podpisuje się pod tym obiema rękoma,każda ciąża była inna tylko przy 1-szej nie wymiotowalam,przy każdej następnej moja przyjaźń kibelkowa była wielka, moi chlopcy 14,8.5 latek uwielbiają słodycze, chipsy i Polski katalog,pozeraja jogurty uwielbiają mleko z lodówki nie przegotowane, Uwielbiają bułki z angielskim bekonem i kielubaskami,czy jestem normalna matka?

  • Nam też daleko do perfekcyjnej rodziny. Świetnie napisałaś – biję brawo!

  • Joa

    Ja dodam tylko, że ciąża, w której akurat jestem na pewno nie jest dla mnie stanem ulubionym. Od początku źle się czułam, zapachy mnie drażnią do tej pory, teraz mam jeszcze cukrzycę, jem rzeczy na które nie mam ochoty, więc tzw zachcianki to dla mnie abstrakcja. Nie mam ochoty na seks, nawet na dotyk. O to dziecko starałam się 5 lat, od kiedy poroniłam drugą ciążę. Gdy się wreszcie udało, mąż nie może zrozumieć dlaczego nie jestem wiecznie uśmiechnięta, bo przecież spełniło się moje marzenie, dlaczego nie tryskam energią, tylko wciąż czuję się zmęczona i obolała. Do tego wśród najbliższych znajomych też była dziewczyna w ciąży, zupełnie innej ciąży, z ciągłą ochotą na seks, rozpierającą energią i żadnych objawów oprócz rosnącego brzucha. Więc co? Ja jestem nienormalna w oczach mojego męża i jego znajomych, bo przecież nie ona.

    • Powiedz w takim razie mężowi, żeby się nastawił, że dalej nie będzie lepiej. Że mimo że dziecko było wyczekane i upragnione (moje też!) może przyjść wszystko: depresja poporodowa, gigantyczne zmęczenie, frustracja. Wiadomo, nie należy się na to nastawiać. Ale będzie ciężko, takie jest życie z dzieckiem, a ciąża i poród to tylko początek.

      Trzymam kciuki za pomyślne rozwiązanie i żeby wszystko było dobrze! W razie czego odzywaj się, będę Cię wspierać w miarę możliwości!!!

  • Magda

    Mama czwórki kochanych, wspaniałych ale dających w kość urwisów- podpisuje sie. Na więcej nie mam siły i czasu 😁

    • Hahaha, pointa mnie rozłożyła na łopatki! 😀 Dziękuję Ci po stokroć za te słowa – ja, matka jedynaka! 😀

  • Ojejuńciu, Kocham Cię! Idealne podsumowanie macierzyństwa, internetów, instagramów, blogosfery i w ogóle wszystkiego

    • Ależ ja słowa o blogosferze nie powiedziałam. Wręcz uważam, że dzisiejsza blogosfera parentingowa to jedno z nielicznych miejsc, gdzie mówi się prawdę o macierzyństwo. Tylko wiadomo, zależy gdzie się zagląda. Są blogi i blogi, ale na tych naprawdę dobrych nie znajdzie się lukru i tęczy 🙂

      • mamaOli

        Ależ jak mogłabyś napisać coś o blogosferze?!

  • Agata Różycka

    Wpis genialny ! cała prawda o rodzicielstwie idealnie ☺

  • Izabela Gryz

    Świetny artykuł!!! Byłam „książkową” mamą przy pierwszym dziecku, które N.B. skończy 15 lat za 2 dni, i przypominam sobie ta ciągłą presję otoczenia też „książkowego” żeby było WSZYSTKO pod linijkę i tak, jak napisane w poradnikach!!!! Bezsensowny stres!!! Z pozostałą 3ką znormalniałam i dałam sobie luz….
    Dobrze, że Pani pisze o prawdziwym obliczu macierzyństwa, mam nadzieję że przesłanie dojdzie do wszystkich, którym macierzyństwa lub/ i ojcostwo wychodzi uszami 😀
    Serdecznie pozdrawiam!!!

    • Takie słowa z ust matki wielodzietnej to jak miód na moje zbolałe serce 🙂 Oznacza to, że mimo posiadania tylko jednego dziecka coś tam jednak wiem! Dziękuję 🙂

  • Anna

    Nie wiem gdzie odnajdujecie to cukierkowe macierzyństwo. Ja nigdy nie czytałam tylko i wyłącznie o dobrych stronach. Obecnie sama jetem w ciąży. Należę do tych szczęściar, które poza stresem „czy wszystko w porządku?” nie mają żadnych atrakcji (jeszcze 🙂 ) , więc nie narzekam. Za to mam oczy i widzę, jak czasem ciężko znoszą ten stan inne kobiety. A żeby się nie rozpisywać: z artykułem się zgadzam. Nie zgadzam się natomiast, że nikt o tym nie mówi, wszyscy kłamią i tylko autorka ma odwagę powiedzieć prawdę. Jeśli się bazuje na amerykańskich filmach, to być może takie wrażenie się odnosi. Ja żyję, nie oglądam film:) A zanim mnie zakrzyczycie, że „zobaczę jak się dziecko urodzi” : ja nie mam złudzeń, że moje dziecko będzie idealne, że ja zawsze będę wiedziała co robić, że nie będę potrzebowała pomocy, że nie popełnię błędów. Będę za to kochać całym sercem, nawet w chwilach kiedy będę miała ochotę udusić za kolejną nieprzespaną noc, zabrudzony dywan etc… Jeśli i ono obdarzy mnie w zamian bezwarunkową miłością będzie to love story z happy endem.

    • Gdzie? Wystarczy popatrzeć na celebrytki, które na ciąży i idealnym macierzyństwie zbijają fortunę. Wystarczy popatrzeć na niektóre konta na instagramie i reklamy, np. mleka modyfikowanego lub kaszek.

      Poza tym przede mną dzieciate znajome ukrywały jak bardzo może być ciężko, nie miałam tej świadomości, więc uważam, że teraz warto o tym mówić, bo gdzieś mogą być takie osoby jak ja.

      • Anna

        Wystarczy myśleć i czytać bardziej poważne publikacje niż pudelek 🙂 Widocznie jestem spaczona bo nie śledziłam ciąży żadnej z celebrytek. A gdybym wierzyła w reklamy wyhodowałabym już drugą wątrobę i chudła od samego patrzenia na tabsy.
        Więcej życia poza mediami drogie Panie a nie będziecie wiecznie zaskoczone.

        • Natalia

          dokładnie Anna, chodzi Ci droga motheratorko o internety, jednak blogi wykluczyłaś „Ależ ja słowa o blogosferze nie powiedziałam.” To co Ty przepraszam oglądasz? pudelki i macierzyństwo aktorek? a co one mają pokazać? jak nianie pilnują im dzieci, a one są u kosmetyczki i na zdjęciach? – to by Cię usatysfakcjonowało? i brudne mieszkanie do tego (oczywiście nie skandynawskie)?. Rozumiem, temat się dobrze sprzedaje i tyle, takie pisanie trochę na siłę. Jak patrze na swoje koleżanki, to jakoś nigdzie nie widzę tego co Ty tu opisujesz. Normalne życie, normalnych matek, każda chce być na swój sposób perfekcyjna.

  • Ja niedawno pisałam, dlaczego ukazuję macierzyństwo w pozytywnych barwach. Nie jest to tęcza i lukier, ale nie ma narzekania. Przynajmniej nie stricte na macierzyństwo, bo na swoje komplikacje w drugiej ciąży to ponarzekałam i to nie mało, stres mnie zżerał. Nie wiem czy czytałaś ten post, ale byłby dobrą odpowiedzią na Twój dzisiejszy. Na pewno nie jestem matką idealną, co zresztą widać po moich postach i podejściu do różnych spraw, daleko mi do nieskazitelnych Instamatek, które ja lubię nazywać Jednorożcami, bo tak jak jednorożce występują tylko w bajkach, tak one tylko na Instagramie. W realu trudno taką zaobserwować 😉
    Co do trudu bycia matką – kurcze to jest kolejny etap życia, kolejne wyzwanie. Jak ze wszystkim najtrudniejsze są początki. Nigdy nie widziałam tego, jako rodzaj utraconej wolności, nigdy z rozrzewnieniem nie wspominam czasów sprzed dzieci. To znaczy nie – wspominam, ale to się wiążę głównie z mijającym czasem. To znaczy chciałabym znów być młoda i szalona, zaliczyć taką imprezę jak niejedną na studiach. Tyle, że to wymagałoby cofnięcia się w czasie. Nie chciałabym być w wieku, w którym jestem i mieć taką wolność. Tak się składa, że dosyć późno zdecydowałam się na dziecko i przez ostatnie lata już odczuwalne było to, że czegoś nam z partnerem brakuje. Imprezy, wyjścia ze znajomymi, wyjazdy nie były już takie same jak kiedyś. To się chyba nazywa starzeniem się 😉 W każdym razie nie obwiniam macierzyństwa za utratę wolności, bo wiem, że jakbym na tym etapie nie była matką byłabym bardziej nieszczęśliwa. A wiem to stąd, że mam przyjaciółkę w takiej właśnie sytuacji. Ona naprawdę by chciała mieć te wszystkie matczyne problemy, o których blogi parentingowe trąbią, nawet zamiast tych wszystkich ciekawych wyjazdów, kursów tańca, gry na instrumentach, jogi i miliarda innych rzeczy, które robi dla zabicia czasu. Ja dziękuję za taką wolność. Wolę moje dzieci i radość z wyjścia raz na 2 tygodnie gdzieś z koleżankami (a ostatnio to nawet się tydzień po tygodniu wyrwałam ha, a mój synek ma niespełna 5 miesięcy ;)).
    To że nie umiem narzekać na macierzyństwo nie łączy się z jakimś idealizowaniem rzeczywistości, ani tym, że jestem chodzącym ideałem, bo do tego mi naprawdę daleko, tylko najzwyczajniej w świecie biorę to na klatę jako kolejny etap mojego życia. Tak samo fajny i ciekawy jak poprzednie. Ze wzlotami i upadkami – jak całe życie. Do tego jest to etap, który sama zaplanowałam, nie był mi z nienacka narzucony, bym nie mogła się w nim odnaleźć. Wolę np. najgorszy dzień z bycia matką od dni, kiedy gnałam za karierą w korporacji. Gdy ryczałam w domu przez pewne dwa słowa wielkiego prezesa z zagranicy.
    Kurcze dziewczyny to nie jest wszystko takie straszne, trudne i złe. Może po prostu kluczem do zadowolenia w tym temacie jest przestać od siebie wymagać Bóg wie czego?
    Sorry za ten elaborat. Tak jakoś wyszło 😉

    • Karolina P

      Nie chodzi o to, że nie przyjmuję tej rzeczywistości. Ja się cieszę z bycia matką. Mnie właśnie brakuje wyjścia i spotkania się z koleżankami. Gdybym chciała się spotkać to musiałabym jechać do swojego rodzinnego miasta oddalonego o 50km od W. Tutaj mam znajome w wieku mojej mamy (z takimi pracowałem). Po prostu mieszkam we W. na tyle krótko że nie miałam okazji poznać osób w swoim wieku. Gdybym chciała pojechać do T. i zostawić synka mamie, żeby wyskoczyć chociaż na 2h to też nie mam okazji. Mama pracuje całymi dniami. Ot tak po prostu. Dlatego często uważam za przesłodzone wszelkie wpisy o wyjazdach, spotkaniach itp. Czuję się jak zamknięta w klatce.
      Dodam jeszcze że moi znajomi pracują i też nie mogą wpadać co tydzień do mnie.
      Ok skończyłam 😉 i to żaden atak tylko wyjaśnienie 😊

      • Nie chodzi koniecznie o spotkanie ze znajomymi. Pomóc może choćby głupie wyjście na spacer, do kosmetyczki, poczytanie książki pod drzewem 🙂 Ja mam mało znajomych mimo że mieszkam w mieście, w którym się urodziłam, nigdy nie mieszkałam nigdzie indziej. I kiedy nikt nie ma czasu, żeby się ze mną spotkać, sama sobie organizuję taką chwilę oddechu, na własną rękę 🙂

        • Karolina P

          Wiesz, ja w rodzinnym mieście nawet jakbym wskoczyła w autobus i podjechała do dziadków, to inaczej bym się czuła 😊

          • No na pewno, wierzę Ci 🙂 Ale wierzę też, że będzie coraz lepiej!

          • Karolina P

            Ja też 😆

    • Ja uważam, że nawet narzekanie na samo macierzyństwo wcale nie jest złe. Mamy prawo do słabości, do gorszych momentów, właśnie jako matki. To nie jest narzekanie na dziecko, czy na jego charakter i zachowanie, ale takie wygadanie się, ponarzekanie daje ulgę.

      Pewnie, że gdybym nie była teraz matką, byłabym dużo bardziej sfrustrowana, zdaję sobie z tego sprawę.

      Ja jestem słaba w braniu na klatę 😉 Ale uczę się tego!

  • Kasia

    Rewelacyjny tekst 😊dobrze ze jest ktoś kto opisał całą prawdę o tym naszym słodkim lukrowanym maciezynstwie 😊ten tekst podniósł mnie na duchu bo juz myślałam że ja jedyna jestem tą zła mama 😊

    • Nie jesteś zła i ja też nie jestem! Jesteśmy normalne. Mamy do tego pełne prawo!

  • Anita

    Jestem na etapie zostawania mama- 9 miesiac ciazy i moje spostrzezenia i odczucia sa dokladnie takie, jak Twoje!! Swietny wspis!

    • Dziękuję 🙂 Trzymam kciuki za pomyślne rozwiązanie, żeby wszystko było dobrze!

  • Mama4wczesniakow

    Podpisuje się pod tekstem! Prawda i Prawda jeszcze raz!!!

  • Krysia

    Uwielbiam Twoje wpisy, jakbym czytala swoje wlasne zycie. Dzieki ci za to !

    • Bardzo, baaardzo mi miło 🙂 Dla takich słów i takich czytelniczek warto pisać!

  • ale co, nie warte to tego wszystkiego?
    taka cena bycia mamą, samo życie:)

  • Magda

    Pamiętam jak dzisisj sytuację sprzed kilku miesięcy, kiedy to będąc w pierwszej ciąży powiedziałam głośno i wyraźnie, że ciąża jest stanem patologicznym, poród to niehumanitarne wydarzenie, a macierzyństwo będzie zapewne drogą przez mękę. Miny moich znajomych? Bezcenne… Nie pomyliłam się zbyt wiele. Czy warto? Oczywiście, że tak. Nie zmienia to faktu, że za każdym razem czytając podobne do powyższego teksty, mam ochotę z uwielbieniem wykrzyczeć wszystkim jak wiele jest w nich prawdy. Wielki szacunek dla autorki za odwagę powiedzenia prawdy!

    • Kiedy mówiłam bezdzietnym znajomym, że pierwszy rok macierzyństwa to masakra, każdy był w szoku i nie chciał mi wierzyć. Tak samo było kiedy mówiłam, że poród naturalny jest lepszy od cesarki – wśród moich znajomych panuje przekonanie, że cesarka jest lekka, łatwa i przyjemna…

      Pewnie, że warto. Jest ciężko, ale jest też pięknie. Takie dziwne połączenie 😉

      Bardzo dziękuję za miłe słowa!

  • gniesia

    Dzięki. Sama prawda! Kocham moje dzieci ale czasem muszę pojechać tylko ze znajomymi na weekend. Porostu uciec, źeby je dalej kochać.

    • Nie ma za co 🙂 Każda kobieta, matka, potrzebuje takiego czasu tylko dla siebie.

  • Jeszcze będąc w ciąży broniłam się rękami i nogami przed podaniem smoczka, twierdząc, jakie to super, że moje dziecko będzie bezsmoczkowe! I że nosić też nie będę i bujać na rękach. A potem urodziłam… rzeczywistość z impetem sprowadziła mnie na ziemie, trochę się już podniosłam i przede wszystkim WYLUZOWAŁAM. Macierzyństwo to ciężka harówka, każdego dnia. Nie ma, że nie mogę, że gorzej, że źle i ciężej. Nie ma wolnego. Wiem, że macierzyństwo to wcale nie bułeczka z masełkiem i bywają chwile, w których chcę wyjść i zamknąć za sobą drzwi, ale to oczywiste, że tego nie zrobię. Daję sobie prawo. Do narzekania i chwil słabości. Nawet do łez bezsilności. I wiem, że to normalne, ludzkie i znaczy, że jestem człowiekiem, który czuję. A w tym wszystkim, w każdym momencie słabości i tak staram się być fajną, uśmiechniętą mamą, bo dla mojego Synka warto :)))

    • Moje też miało być bezsmoczkowe, więc w zamian ssie kciuka 😉 Mam co chciałam, nie ssie smoczka! Z wyluzowaniem u mnie nadal jest problem, ale powoli się tego uczę.

      Nie zliczę razy kiedy chciałam trzasnąć drzwiami i oczywiście tego nie zrobiłam… Ale warto się starać. To przynosi super efekty 🙂

    • Joanna Mączka

      Mój pierwsze odrzuciło smoczka i byłam z tego mega dumna….gdy drugie się urodziło prawie się modliłam o to aby zechciało smoczek… 😉

  • Ewa Jarmołowska

    Ha, wreszcie zaczyna się głośno o tym mówić. Kolejne kreowane przez photoshopa, niedoścignione i nierealne w prawdziwym życiu wzorce. Obalajmy mity na temat idealnch ciąż, porodów i mam. W realnym życiu nigdy nie ma nic idealnego we wszystkim są blaski i cienie w małżeństwie, pracy, macierzyństwie można zrobić długą listę. Gratuluję wpisu i popieram.

    • Dla mnie rola matki jest największym i najcięższym wyzwaniem mojego życia, nic nie było dla mnie nigdy tak trudne jak to, więc uważam, że trzeba o tym mówić wprost, tak jak jest. Że jest pięknie i niesamowicie, ale jest też bardzo, BARDZO trudno.

      Dziękuję 🙂

  • Mnie z kolei denerwuje mit matki poswięcającej się do granic możliwości, która wszystko zrobi dla swojego dziecka. Z jednej strony to rozumiem, bo i ja zamieniam się w wojowniczkę, gdy chodzi o mojego synka. Wiem, że mogę nie spać całą noc jeśli trawi go gorączka i nie jeść przez większość dnia, gdy zęby bolą i tylko przytulenie koi ból… Ale jeśli nie ma tych kryzysowych sytuacji to ja CHCĘ się wyspać (o ile to możliwe 😛 i sprzedaje malucha z rana teściowej na 30-40 minut, kiedy tylko ją odwiedzamy i wtedy śpię bezczelnie :D) i CHCĘ jeść regularne posiłki (bo bez nich nie funkcjonuję dobrze). CHCĘ wyjść do kosmetyczki i na spacer po prostu sama 🙂
    Kiedy mam okazję nie poświęcać się do granic, to to robię 🙂 I nie mam wyrzutów sumienia, że mogłam więcej! A co 😀

    • O to właśnie chodzi – żebyśmy to my same wyznaczały granice i pozwalały sobie na różnego rodzaju reakcje. I ten czas w samotności – bezcenny!

  • Brawo! Moja córka też nie bawiłą sie drewnianymi zabawkami, jada słodycze i dobrze mi z tym 🙂 Jeste zdrowym, szczupłym dziewczęciem lubiącym aktywnosć fizyczną 🙂 Jak na fotce książki do recenzji widac również plamkę czy zdechłego pod wpływem rajda włączonego na noc robala, to….przynajmniej wiadomo, że to moje zdjęcia, autentyczne 🙂

  • Bardzo dobry tekst, tak wygląda życie rodzinne. Lubię z mężem porządek i to bardzo, ale nie mam co udawać, że mam idealnie, przy dziecku się po prostu nie da. No dobra, może się da, jeśli masz sprzątaczkę która umyje okna, podłogi etc. albo nie ma nikogo w domu, a no chyba, że jeszcze sprzątasz za każdym razem jak dziecko weźmie zabawkę i nie odłoży w to samo miejsce 🙂 Tak samo z ubieraniem dzieci, fajnie jak mój syn jest ładnie ubrany do zdjęć, ale na co dzień tak się nie da. No chyba, że będzie cały czas w takich chodził, ale mi żal pieniędzy na najlepsze ciuchy, które zaraz ubrudzi. Sama bawię się z Jasiem, następnie przy nim poprasuję czy ugotuję obiad chociaż czasami jest ciężko, ale jak zaśnie chce mieć chwilę dla siebie i nawet mieć czas napisać komentarz 🙂 Także idealną mamą nie jestem. Pozdrawiam

  • Ja ostatnio złapałam się na tym, że zaczęłam wściekać się na moją czteromiesięczną córkę. Mam dość tego, że znowu… jest głodka, ma pieluchę do wymiany, obudziła się po tym, jak tylko odłożyłam ją do łóżeczka, płacze, bo po raz kolejny obróciła się na brzuszek i nie wie jak wrócić na plecy, uciekła jej zabawka i nie może sięgnąć… Mogłabym tak wymieniać i wymieniać. A moje zdenerwowanie wynika tylko z tego, że od 3h nie mam jak zjeść śniadania lub jestem niewyspana.

  • Adzik tworzy

    Nareszcie! Ktoś w końcu napisał o macierzyństwie bez tego „słodkopierdzącego” gadania!
    Nie jestem matką, za to moja mama wychowała oprócz mnie jeszcze czwórkę dzieciaków. Taka gromada to roboty od cholery, a i trzeba było na nas zarobić, bo jedzenie i pieniądze na rachunki na drzewach nie rosną. No i właśnie – gdy rodzice byli w pracy, trzeba było zająć się młodszym rodzeństwem. Obierać ze żłobka. Przewijać, myć, karmić. W międzyczasie się uczyć. Miałam wtedy nie tylko czas nauki szkolnej, ale i życiowej. I widziałam wtedy, że macierzyństwo to nie bułka z masłem, nawet przy jednym dziecku. To wuchta pracy, poświęceń, tyrania od rana do wieczora…
    A teraz, gdy widzę młode matki jak wrzucają na fejsa zdjęcia siebie i swoich córek w takich samych stylizacjach, robią swoim dzieciom pierdyliard sesji zdjęciowych, namawiają swoje znajome do zajścia w ciążę i macierzyństwa „bo to takie piękne, cudowne, przeszczęśliwe” itd. to robi mi się niedobrze. Dlaczego? Takie rzeczy wydają mi się przesłodzone, przesadzone, nawet nieco fałszywe. Może i za czasów młodości mojej mamy, kiedy urodziła ona pierwsze dziecko, nie było fejsa, żeby co 5 minut pokazywać zdjęcia swojego brzdąca ze spaceru/z karmienia/z robienia kupy, to jednak moja mama nie słodziłaby mówiąc o macierzyństwie. Teraz też tego nie robi, po prostu mówi prawdę. Są i fajne, miłe, zabawne wspomnienia, ale i chwile smutku, złości, bezsilności. I dzięki temu mam pojęcie, że – jeśli w ogóle zostanę matką – nie będzie to idealne, cukierkowe, jak z pięknego filmu. Dziecko to oczywiście powód do radości, ale trzeba pamiętać o ciężkiej, codziennej harówce przez kolejne 18 lat i dłużej.

    Na koniec tego mojego monologu pozdrawiam wszystkie normalne, prawdziwe mamy! Bądźcie sobą, a nie wypacykowanymi babkami z reklam o pampersach, bądźcie najlepszymi mamami dla swoich dzieci! I nie dołujcie się opiniami znajomych czy swoich teściowych (które zawsze „wiedzą lepiej” jak wychować dziecko lub jaką być matką ;).

  • mag

    zazdroszczę, bo ja od zawsze słyszę i czytam o tym, jak ciężkie jest macierzyństwo, jakie trudne, jak to matki mają prawo być zmęczone ciążą, porodem i dzieckiem. Marzę, aby gdzieś zobaczyć albo usłyszeć, że macierzyństwo jednak jest wspaniale, bo inaczej uwierzę, że jestem jedyna kobietą, która nie narzeka. Mam dosyć narzekania na kupy (czy naprawdę kobiety odkryły dopiero po porodzie, że dziecko robi kupę?), na brak czasu dla siebie (przed urodzeniem dziecka ma się cały czas dla siebie), na znieczulicę społeczeństwa (bo przecież nam matkom należy się specjalne traktowanie), w ogóle jestem zmęczona męczeńską postawą, która przyjmują kobiety po zobaczeniu dwóch kresek na tekście. Czy naprawdę posiadanie dziecka (ostatnio coraz częściej tylko jednego, ew. dwoje) to taki straszny wysiłek i poświęcenie? bo ja uważam, że to przywilej i na wysiłek byłam przygotowana, dobija mnie tylko fakt, że jestem jedna z niewielu, która tak myśli.

    • Basia

      Zgadzam się i nie jest Pani jedyna! 🙂 Mam tak samo!

    • asia

      Ja sie zgadzam z Toba w 100% 😀

    • Jusia

      Zgadzam sie, nasze Babcie miały po 5/6 dzieci, nasze Mamy 2/3 i wiecej, a teraz jest jedno dziecko i to koniec swiata! Co sie zmienilo?! Wiek współczesnej mamy! Jak kobieta rodzi w wielu 22 lat to sie nie zastanawia czy ma czas na kawke tylko działa, a niestety mam wrazenie ze im mama starsza tym to wszystko przybiera dziwny bieg, nie ma cierpliwości wiec dziecko dostaje wszystko czego chce i staje sie rozpuszczonym dzieckiem :/

    • Dominika Pyś

      Zgadzam się w 100%!

  • Ekhm. Nie mam konta na Insta. Jak wpadnie mi w oko jakaś fotka z I., często myślę, że jest za ładna. Nie ma macierzyństwa idealnego, a ludzie podgrywają często jeden przed drugim.

  • Anissa

    Uff, w końcu jakaś normalna kobieta, mama i świetny wpis. Gratuluję! Na fejsie można kota dostać, od tych idealnych mam, sesyjek, bajkowego macierzyństwa, itp.

  • IZA

    Jestem mamą dwuletnich bliźniaków, więc wierz mi, że w moich oczach masz luz 😉 Często spotykam mamy, które z uśmiechem na twarzy i anielskim głosikiem opowiadają o swoim dziecku, a gdy ja troszkę ponarzekam na swój los, okazuje się, że właśnie uruchomiłam lawinę. Więc zaraz się okazuje, że dziecko jest super, ale ona już więcej dzieci nie chce, bo ząbkowanie, kolki, nieprzespane noce, histerie itp. i ma dość. Prawda jest taka, że tak samo mocno jak się kocha swoje dziecko, tak chwilami sie go nienawidzi. Przykre ale raczej prawdziwe.

  • Karina Agnieszka Kubicz

    Mam w domu cudowna 5 . Od 13 do 1,5 roku .. uwierz .. zgadzam sie z twoim zdaniem w 100% . Pozdrawiam

  • Inga Wojtkowiak

    Mądre i prawdziwe słowa. .. gratulacje dla tej Pani która otwarcie powiedziała jak macierzyństwo wygląda naprawdę 🙂

  • Joanna Mączka

    Tak opisałam macierzyństwo gdy syn skończył 4 lata…

    „Mój syn kończy dziś 4 lata…

    …właśnie pakuję jego prezenty urodzinowe i naszło mnie na przemyślenia.

    Nie jestem nawet w stanie sobie przypomnieć jaki ogrom rzeczy się
    wydarzyło przez ten czas.. Jestem Mamą od czterech lat i są to zarazem
    najtrudniejsze i najszczęśliwsze lata w moim życiu. Nic nie kosztowało
    mnie tyle wysiłku, stresu, bólu, złości, bezradności, strachu i łez, a
    zarazem dało tyle szczęścia, radości, miłości, siły, pokory, dumy i
    znowu łez jak macierzyństwo… Nic nie
    przysparza człowiekowi tak skrajnych emocji jak rodzicielstwo! Dziś nie
    tylko jest to Święto naszego Kajtka, ale także Tomka i moje…
    Z przerażeniem i ekscytacją myślę o następnych latach i dziesięcioleciach.”

  • Angelika Kaa

    Bardzo dobre wyznanie. Jestem tego samego zdania co Pani. Pozdrawiam serdecznie :*

  • Prawda… sama prawda! Macierzyństwo jest cudowne ale są momenty, że mamy ochotę zamknąć swojego dziecia w szufladzie albo nawet spuścić w k…ranie 😉
    Słodkie oczęta pomieszane z wyjącym bahorkiem to norma… Ale przyznajmy, i tak to kochamy 😉 😛

  • Marta Lazniewska

    Samo sedno 🙂 najgorsze ze to społeczeństwo z boku wymaga tego perfekcjonizmu…ba,czasem nawet cześć rodziny no bo jak to ,prania nie zdążyłas zrobić ? Albo plamy z soku zetrzeć kiedy dziecko skacze po łóżku,biega po parapecie i za nic nie chce się zająć klockami….prawda,kocha się dzieci ale czasem ma się ich serdecznie dość. A jak się jest z dzieckiem 24 na dobę bo nie ma nikogo z boku żeby się nim zajął 2 godz by móc chodź wyskoczyć na kawę do przyjaciółki od czasu do czasu to można zwariować …pozdrawiam 🙂

  • Pakusia509

    Nooo w końcu ktoś o tym mówi otwarcie… jak patrze na te instamamy z fotkami jak pija kawusie na tarasie i jest tak pięknie i cudownie to zastanawiam się czy wszystko ze mną ok… Jestem matką 6 miesięcznej P. i szczerze i naprawdę mam już dość… ;p dziś właśnie mam jeden z tych gorszych dni… i wybuchlam płaczem… cierpliwość moja się dziś skończyła…Ale no… jak zobaczyłam jak śmieje sie w głos gdy zobaczyła tatusia to wszystko minęło .. 🙂 … są gorsze i lepsze dni … ale nie jest mi lekko… całe dnie same bo wiadomo tatuś w pracy no i.. wszystko sie kumuluje 🙂
    I uważam że macierzyństwo to mega duże wyzwanie.. i narazie o drugim dziecku w ogóle zapomnij ! 🙂
    Pozdrawiam 😉

  • Gosia

    Kocham cie

  • Aleksandra

    Kobieto nie mogłaś lepiej tego napisać !! Ja to mam czasem wrażenie, że gdy kobieta zostaje MATKĄ to odbiera jej się prawo do własnych emocji.”Nie krzycz dziecko się boi”, „nie płacz, przecież MUSISZ być szczęśliwa „, „uważaj, nie chcij za dużo – inni mają gorzej „…A w człowieku z sie gotuje !!!! A JA (już zapomniałam,że Ja kiedyś istniało ) nie przestałam chcieć, czuć i potrzebować. ..

  • Agnieszka

    Teraz zaczanie się hejt 🙂 przykro mi, ale całkowicie się z Tobą nie zgadzam 🙂 Mam wręcz odwrotnie, nienawidze jak matki robią wielkie żale jakie to są zmęczone, niewyspane, oddające się dziecku itp. Mam jedno pytanie, a czego się spodziewaliście? Podejmując pewne decyzje trzeba było się pogodzić z tym że macierzyństwo takie bedzie a po porodzie dupa może urosnąć 🙂 Jako jeden z nielicznych narodów mamy jakąś taką dziwną nature że gdy ktoś nas pyta „co słychać?” Odpowiadamy ze źle i okropnie. Dlatego ja wole oglądać te piękne, uśmiechnięte mamy ale mieć świadomość że to tylko wycinek ich życia i że ich dzieci też pewnie obudzą się w nocy, tak samo jak moje, niech robią piękne selfie w nowym sweterku które pewnie 5 minut po zrobieniu zdjęcia zostanie ufajdane bo dziecku się uleje. Wole oglądać ten ładniejszy świat 🙂 Nikt nie musi mi pokazywać jak wygląda ta szkaradna strona macierzyństwa bo mam ją na codzień.

    • Asia

      Aga, ja sie z Toba zgadzam. Macierzynstwo to piekny stan. I szkoda ze dzieci tak szybko rosna.

    • Gosia

      Zgadzam się z Tobą w 100% mam wrażenie. Mnie najbardziej razi to, że autorka sama stara/starala się być perfekcyjną na pokaz. Chociażby przykład z upiększaniem zdjęcia roweru, albo kupno jasnego worka na zabawki. Po co to jej ja się pytam?

      • W którym miejscu ja kupiłam jasny worek na zabawki, bo ciekawa jestem bardzo, jako że takiego nie posiadam?

  • W sedno.
    Pisząc swoje ostatni wpis, miałam dokładnie to samo na myśli.
    Niektóre osoby niestety odebrały to całkowicie opacznie.
    Okazało się że jednak większość lubi ubarwiać i chwalić się bo to poprawia im samopoczucie 😉

  • Paulina

    Na szczęście pierwsze dziecko miałam bardzo grzeczne.oprócz wstawania w nocy do karmienia,co jest czynnoscią naturalną nie miałam żadnych problemów.żadnych kolek,żadnych buntów.zawsze mialam czas na posprzatanie mieszkania i czas dla siebie
    i tak jest do dziś (córka ma teraz 7 lat) 3 tygodnie temu urodziłam drugą córkę,narazie jest grzeczna,zobaczymy dalej jak to będzie…

  • Kasia Malinski

    Duzo rzeczy się zgadza. Ale nie widze powodu, dla ktorego mialabym dziexko ubierac w sprane ciuchy, tylko dlatego, ze idzie na podworko. Pamietam jak kolezanki dziwiły się, dlaczego mój syn idac na spacer, ma ładne, kolorowe ubrania. Jak się okazalo, nie wydawałam duzo więcej na ciuchy, niz one. Pokazywałam mojemu synowi od poczatku, że może wyglądać dobrze. Teraz majac 11 lat, sam dobiera sobie ciuchy i bardzo dba o siebie. To tez uwazam, trzeba dziecku pokazac.

  • Aga

    Sorry, ale ja mam dość tej pisaniny w tym stylu.
    Rzygam i nie mogę patrzeć -> „daję słodycze” – nie jestem idealna i teraz wszystkie matki eko mnie obgadają” , a co Cię to obchodzi? dawaj słodycze, ale przy okazji nie myśl o mamach, które unikają słodyczy „eko sreko” i „przesadzają wariatki”!
    „nie mam mieszkania na biało”, ale musisz mieć? podobają Ci się brązy to miej brązy, ale nic nie poradzisz, że teraz styl skandynawski jest modny i każdy chce mieć taki w swoim domu. Chyba nie będę na przekór malować ścian na żółto? Kiedyś wszyscy kładli boazerie, jakby był wtedy internet to boazeria byłaby wszędzie na BLOGACH 😉
    Ja też nie zawsze ubieram dziecko w super ciuchy, na podwórko wyskakuje w najgorszych spranych ubrankach (szczególnie do prywatnej piaskownicy :D), ale czy to znaczy, że mam pisać, że rzygam jak widzę dziecko wystylizowane? a co mnie to obchodzi? ładnie wygląda i tyle.
    Mam wychodzić na ulicę i pokazywać jak mi źle i niedobrze, bo jestem matką? Teraz ta NIEperfekcyjność taka modna się zrobiła i teraz co chwilę ktoś pisze „moje dziecko je cukierki (w domyśle popatrz nie jestem perfekcyjna – jestem NIEperfekcyjna), to co mamy brawo bić? Jedna mama zwraca większą uwagę na żywienie dziecka, a druga na to, żeby było super ubrane. Każda chce w jakieś dziedzinie jak najlepiej, perfekcyjnie. A to, że nie we wszystkim się tak da, bo to jest nie do ogarnięcia to chyba normalne? Teraz okazuje się, że jak dziecko nie pije wody tylko sok z cukrem to fanfary dla matki, bo woda za zdrowa i wszędzie promowana, będę NIEperfekcyjna, dam SOK! A te, które wodę podają idealne mamusie pachnące niech się odwalą, nie jestem eko sreko, nie?

    Daleko Ci do bezparówkowej i bezcukrowej perfekcji ? OK, no ale to raczej nie jest powód do dumy, bo chyba każdy ma już jakąś wiedzę na temat żywienia i wie co szkodzi i powoduje choroby? Ale rozumiem, że teraz się o tym nie myśli, dzieciątko zdrowe, mamie z tym dobrze i czas sobie leci. Ale dajcie żyć innym mamom, które

    dbają o żywienie dziecka, ok?
    Ja nie mam diety bez glutenu, ale szanuję osoby, które ją stosują, bo wiem czym gluten grozi i co powoduje w organizmie, ale ciężko mi go wyeliminować. Ale NIE będę pisać „ekosreko bezglutenowe idealne mamusie nawet bułki nie dadzą dziecku, moje je 3 razy dziennie”, bo to jest ich styl życia i nic mi do tego. A to, że sama nie mogę go odstawić to MÓJ problem i nie będę tłumaczyć swojej osoby w tym temacie nazywając tamte idealnymi, a ja taka biedna NIEperfekcyjna. Ale hip hip huraaa to modne więc jestem usprawiedliwiona.

  • olq

    ehhh…. czy teraz panuje moda na pisanie o trudnym macierzynstwie? To jest juz nudne, kazdy pisze jak to nie jest kolorowo, jaka to ciaza jest trudna itp… to juz kazdy wie, autorka nic nowego nie odkryla.

  • Aga

    Szczerze popieram powyższe słowa, macierzyństwo to nie idealna bajka, to raczej koszmar z którego trudno się wyrwać, ale oczywiście są i dobre chwile 🙂 A związki raczej przez pokonywanie trudności w wychowaniu dziecka ulegają rozpadowi bo nie jesteśmy w stanie aż tyle udźwignąć! A miało być tak pięknie…

  • mil

    Popieram najgorsze jest ten ciągle strach o dziecko teraz wiem co to jest naprawdę martwienie sie o kogoś jak sie jest bez dziecka to życie jest zuuupelnie inne ma się dużo czasu który sie marnuje. Ale mimo ciężkich chwil niewyspania depresji poporodowej i ciężkich powikłań po porodzie nigdy bym czasu nie cofnela teraz mam dla kogo żyć i nie wyobrażam sobie życia bez tego malucha wiem co to milosc bezgraniczna . I naprawde jezeli chodzi o stosunki miedzy małżonkami zmieniają sie nie jest tak jak bylo dobrze jest zeby nie zapomnieć o sobie w tym wszystkim i drobnostkami pokazywać ze jestesmy dla siebie ważni my sie troche zagubiliśmy teraz chcemy to odbudować.

  • Karolina

    Czy to jest moda czy nie moda na bycie nieperfekcyjną nie ma żadnego znaczenia. Blogi są po to aby pisać co na duszy siedzi. Komu jest bliskie co napisała autorka ten popiera (ja akurat się zdecydowanie z tym utożsamiam), a komu dalekie powinien po prostu pominąć to milczeniem. Sama wchodziłam w stan „błogosławiony” z euforycznie wymalowana iluzja cukierkowego rosnącego brzuszka, jednak w moim wypadku okazało się, że zostałam przez mojego partnera uprzedmiotowiona i zdegradowana do pozycji inkubatora. Dobrze jest mówić o takich rzeczach, inne kobiety wiedz, że może się to zdarzyć i że to, zapewniam, etap przejściowy i podsunąć partnerowi, aby też się zastanowił.

    • Aga

      Aha, komu bliskie ten popiera, komu nie to milczy?
      no chyba tak to nie będzie nigdy :]

  • Ilona

    Nareszcie ktoś napisał prawdę, dziękuję że nie jestem sama…

  • resoraki i śrubokręt <3 nie jestem sama 😀 Frytki i pizza 😀 mój najbardziej lubi smażony boczek. O fotkach w ogóle żal wspominać, bo poza brakiem umiejętności i kiepskim sprzętem właśnie ten wszechobecny syf życia codziennego, niesterylnego domu z psem i roztrzepanymi domownikami w ich robieniu skutecznie przeszkadza 🙂 Poza tym czasami, jak wracam z pracy (trochę po 12 w południe, mam cały dzień na sprzątanie wg niektórych) to padam i po prostu jak dziś nie chce mi się, bo wstałam o 4 rano i zwyczajnie jestem na nie.

  • Aleksandra Majchrzak

    no proszę, a ja myślałam, że to już za nami. Tyle książek, wpisów na blogach i dyskusji o tym, że różowo nie jest. Chyba po prostu dałam sobie z tym spokój i nie zauważam tych ton lukru 🙂

  • Sylwia Antkowicz

    A ja myślę, że to idealne, wyreżyserowane macierzyństwo nie jest pokazywane tylko na blogach. Matki na facebooku też nie dają zdjęć siebie i dziecka na spacerze, gdzie nie zdążyły zrobić fryzury, pomalować paznokci, a dziecko ma byle jakie ubranie. Te kobiety też chwalą się jakie super perfekcyjne życie mają. I tez jak dodaja zdjecie dziecka w foteliku to analizuja jakie ma ubranie na sobie, czy fotelik czysty, a jak nie – to tego zdjecia nie dodadza. Tak to chyba juz dziala, że lubimy się chwalić. A i tak każdy wie, jak wygląda życie na co dzień. Ja też dodaje zdjęcia jak córka ma ładne ubranka na sobie, a zdarza sie tak, ze sie ubrudzi po raz setnyw ciagu dnia, wiec jej nie przebieram i zostaje w brudnym (nie mylic z mokrym)

  • Tośka

    u nas też śrubokręt i młotek ( i to koniecznie ten co ma tata, ten drewniany, super, extra- wypasiony…? hmmmm leży 😉 mieszkanie czeka na odgruzowanie,prasowanie- to już inna bajka, a chłopaki chodzą po domu w getrach i koszulkach, które nie nadają się do publikacji 🙂 nie dajmy się zwariować, z tym pro zdrowotnym i w ogóle trendy coś tam! tłuszcz, cukier i mięso uwielbiamy- matko! i żyjemy! z miłością i radością!

  • Iwonka

    Dlaczego ja wcześniej nie trafiłam na takie wpisy? Zawsze mi wpajano że macierzystwo jest trudne ale nikt mi nie powiedział że tak cholernie trudne… Po porodzie ten nagły kop w cztery litery tak długo czułam że ciężko było mi się pozbierać. Nikt mi nie powiedzial że dziecko nie śpi każdy gadał noworodek tylko śpi i je. A ja wtedy myśli co jest z moim noworodkiem który nie wie co to sen a jedzenie mleczka z tej oto propagendowanej piersi nie jest takie łatwe… I gdzie ja popełniam błąd że ja tydz po porodzie wyglądam jak kapeć a wróć pogryziony a wnet rozszarpany przez szczeniaka kapeć a tutaj w reklamach i na zdjęciach piekne uśmiechniete wypoczete umalowane ułożone matki… Dużo wymagałam od siebie. Pomoc a czemu mają mi pomagać skoro wiem że x oraz y Panie dały sobie rade to ja nie dam rady? Ja nie dam? No i nie dałam. Depresja mnie dopadła że właśnie ja nie daje rady… Lecz właśnie pomoc innych pokazała mi że nie ma lukru i tęczy tylko jest hardkor. I nagle co? I nagle okazało się że jak nie wyprasuje dzisiaj to wyprasuje jutro ewentualnie za tydzień 🙂 jak nie posprzatam teraz to posprzatam później a świat nadal się toczył i zaczął się toczyć dobrze 🙂 także czytając kolejne właśnie takie wpisy umacniam się w tym że nie jestem wcale taka zła 😛 P.S. Faktycznie to nazwał ciążę stanem błogosławionym to chyba nigdy w ciąży nie był 😀

  • Luśka

    A już myślałam, że tylko ze mną jest coś nie tak… W ciąży było źle po porodzie gorzej a po 2,5 roku mam czasami ochotę wyjechać na tydzień do lasu, głuchej puszczy i wyłączyć się na wszystko. I nie słyszeć od partnera „inne matki potrafią sobie poradzić ze wszystkim a mają i więcej dzieci, tylko ty masz ze wszystkim problem” oraz wiele innych przykrych rzeczy. Trudno jest cieszyć się życiem, w którym szczęśliwe są krótkie epizody a całej reszty się nie cierpi, bo brakuje zrozumienia, wsparcia, siły i nerwów a jedyne czego jest nadto to porównania do właśnie tych „okładkowych fit mamusiek”… dziękuję za ten wpis, oby więcej takiej prawdy było w mediach.

  • Paula142

    Zgadzam się w 100%. Wszyscy w koło gadali mi, że najgorsze są pierwsze 3 miesiące, a później to już pójdzie z górki, skończą się kolki i będzie tylko lepiej. NIE PRAWDA! Z dniem kiedy córka skończyła te magiczne 3 miesiące stała się marudna, kapryśna i płaczliwa. Zaczęły się problemy z jedzeniem itp. A ja jestem cholernie zmęczona, a muszę przed wszystkimi udawać, że jest pięknie, słodko i kolorowo. Mam ochotę spakować się i uciec z domu jak najdalej. Zawsze chciała pracować i być otoczona ludźmi, a teraz siedzę zamknięta w czterech ścianach, z dala od ludzi i pracy i czasami chce mi się aż wyć. Kocham swoją córkę nad życie, ale zgadzam się, że tych kolorowych i lukrowych chwil jest zdecydowanie mniej niż tych głośnych i krytycznych.

  • Ja akurat miałam to szczęście, że ciąża faktycznie była dla mnie stanem błogosławionym. Czasem aż głupio mi o tym mówić, ale nie miałam żadnych nieprzyjemnych dolegliwości (nie licząc skręconej kostki, ale to nie była wina ciąży). Poród też przebiegł łatwo i bez zastrzeżeń. Niestety na tym skończyła się bajka – nieprzespane noce, bo młoda budzi się często, dają w kość. Chociaż dziękuję bogu, że nocne pobudki i potrzeba bycia przy mnie w ciągu dnia, to jedyne „problemy” z jakimi się borykam. Do tego dochodzi tylko radzenie sobie z moim prywatnym egoizmem 😉

  • Ewa Ewa

    widzę, że zaliczam się do normalnych matek, kobiet i nieznośnych bab 🙂 dla mnie tez stwierdzenie, że ciąża to stan błogosławiony, jest nieznane. Dlaczego nigdzie nie mówi sie o tym, że kobiety w ciązy mogą mieć również depresję, że mają problemy z akceptacją siebie, że czują się gorzej niż kiedykolwiek indziej itd. Dla mnie również pewne slogany i uśmiechnięte gęby ślicznych partnerów na zdjęciach są bajką i tylko dołują ludzi, którzy do takich się nie zaliczają. podpisuję sie pod blogiem dużymi literami. pozdrawiam serdecznie.

  • Paulina

    Jestem matką dwóch wspaniałych synów, 2 i 5 lat. Macierzyństwo to nie bułka z masłem, co rusz powtarzała mi to moja mama. Miałam tego świadomość i nie to było frustrujące, frustrujące było tylko i wyłącznie to, że przez cały czas, żeby pozostać wierna swoim przekonaniom i instynktowi musiałam walczyć z innymi „ciocia mi dobra rada” i tymi, którzy wiedzieli lepiej ode mnie jak wychować moje własne dziecko. A że z gruntu jestem człowiekiem, który walczy o swoje zdanie łatwo nie było, zwłaszcza, że przez pierwsze dwa lata nie miałam nawet wsparcia mojego męża. Frustracja, zmęczenie walką z marudnymi dziecmi i upierdliwymi pomocnikami w wychowaniu, z własnym zmęczeniem i próba trzymania życia takim jakie sobie wymarzyłam (choć wciąż dalekie jest ono od mojego ideału), to tylko nieliczne trudy wychowania, dlatego mamuśki glowa do góry i słuchać co nam instynkt podpowiada.

  • leontyna

    Wychowałam dwie córki. Brak mieszkania, studencka bieda, wspólna kuchnia i toaleta w akademiku, codzienne gotowanie i przecieranie zupek, żywność na kartki, kolejki, gotowanie i prasowanie tetrowych pieluch, pchanie wózka po śniegu, mokre plecy, w zamieć czy deszcz do przystanku, starsza trzyletnia ciągnięta za rękę…Mamooo kupę”…W dzień uczelnia, biblioteka, sklepy, dom i dzieci, nocą nauka, egzaminy, zaliczenia, lektury… Brak telefonu, internetu, auta…potem praca zawodowa, drugie studia i trzecie równolegle z pracą zawodową i matkowaniem. One dwie rosły…nie biegały z kluczem na szyi, jadły domowe obiady i urosły. Było ciężko, mozolnie, jak koniowi pod górę, ale to był najpiękniejszy okres w moim życiu. Często tęsknię to tamtych lat. Nie zastanawiałam się jak inni wychowują dzieci.

  • Olga

    Uwielbiam Cię za ten wpis. Zaobserwowałam to zjswisko już jaki czas temu i nie mogę uwierzyć w to co się dzieje.Matki zamiast spędzsć czas ze swoimi dziećmi i cieszyć się tymi,jakże szybko mijającymi chwilami,wolą cały dzień spędzić na „kreowaniu swojego idealnego życia”,które oczywiście takie nie jest!!!Ja się tylko pytwm w imię czego? Dla kilku like-ów,fallowersów czy może aby podnieść sobie ego???to jest bardzo smutne i pokazuje jak bardzo te kobiety są zakompleksione. Wystawiają swoje pociechy na światło publiczne a potem płaczą(medialnie),że ktoś wykorzystał zdjecie ich dziecka!!i wcale się nie dziwie!!!tak to w dzisiejszych czasach działa!!najbardziej przerażające jest to,że mimo takiej szkoły(jeśli to prawda a nie kolejny sposób na fejm),nadal kontynuują wrzucanie setki zdjęć.Osobiście mnie to szokuje i stwierdzenie,że widocznie WODY PŁODOWE ZALAŁY MÓZG tym !!!!!!!psychmatką!!!!!!,jak dla mnie jest zbyt delikatynym określeniem!Raz jeszcze wielkie dzięki za wpis!!!potrzebujemy wiecej takich matek!!!!

  • Powiem krótko i po męsku: Doskonale rozumiem każde zdanie. I potwierdzam.
    I jeszcze jedno: liczba dzieci nie ma znaczenia. Można mieć piątkę super grzecznych aniołków (i być wypoczętym, no, powiedzmy), ale można mieć tylko jedno dziecko, za to z problemami (i być wykończonym).

  • A ja mam zupełnie inne wrażenia i doświadczenia z przedstawianiem rodzicielstwa w mediach. Mam wrażenie że wszyscy skupiają się na tym jakie to trudne, smutne, męczące. Nawet jeśli ktoś przedstawia to z humorem, to i tak chodzi zawsze o niewyspanie, zimną kawę, bałagan w domu i brak czasu. Przez całą ciążę słyszałam i czytałam jak to strasznie będzie, jak bardzo będę zmęczona i sfrustrowana. Mam poczucie totalnego braku równowagi w opisywanej rzeczywistości rodzica, z tym że zupełnie przeciwnej niż u Ciebie. Dlatego ja miałabym zupełnie inny apel niż Ty – pokazujmy dobre strony macierzyństwa.